Translate

niedziela, 1 czerwca 2014

16. " Walka "

~ Liam’s POV ~

Obserwowałem Patt, gdy w ostatnich minutach przygotowywała się do swojej pierwszej, popisowej walki. Denerwowałem się razem z nią, lecz wiedziałem, że stres trzyma się w niej i to było jej najgorszym wrogiem.

Stres.

Zdenerwowanie.

To był najgorszy przeciwnik każdego boksera. Paraliżuje nas w niektórych chwilach i włada on nami, dopóki z nim nie wygramy, a wraz nią walki.

- Patt… - podszedłem do dziewczyny, po drodze biorąc z krzesła okrycie dla niej we wzorze amerykańskiej flagi. – Jesteś gotowa?
- Tak… Jestem gotowa – odparła, nadstawiając ramiona i założyłem na nią nakrycie.
- Wszystko dobrze? – zapytałem ją.
- Tak, wszystko w porządku – mruknęła z wymuszonym uśmiechem. Nie postanowiłem tego dalej drążyć, bo tylko pogorszyłbym jeszcze stan Patt, w którym obecnie się znajdowała. A tego nie chciałem. W zamian objąłem ją delikatnie i pocałowałem jej malinowe usta. – Ten pocałunek był moim odzwierciedleniem powodzenia… Ten… - ponownie musnąłem jej wargi swoimi. – Jest, abyś dała z siebie wszystko… A ten… - pocałowałem ją ostatni raz i zdecydowanie najbardziej namiętniej. – Zapowiadający to, co się wydarzy wieczorem…
- Brzmi kusząco – rzekła Patt, uśmiechając się do mnie szelmowsko i odwzajemniłem jej tym samym. – Pomożesz mi założyć rękawice? – pokiwałem głową i chwyciłem jej rękawice, po sekundzie zakładając je na jej ręce, mocno zaciskając rzepy na jej nadgarstkach.
- Gotowe.
- Dzięki – uśmiechnęła się smutno.
- Idziemy, co? Czas na nas – powiedziałem, obejmując ją ramieniem i wyszliśmy z naszego pokoju socjalnego, znajdując się po chwili na korytarzu, gdzie czekali na nas Zayn, Duke i Harry. Reszta chłopaków siedziała na widowni, gdyż nie chcieli bardziej stresować Patt.
- Szybciej się nie dało? – zapytał nas Duke, niezbyt miłym tonem.
- Spokojnie, Duke. Przecież jesteśmy – odparłem wesoło.
- Czekają na nas, a wy się… ugh – warknął Dragon, patrząc na Patt. – Wszystko dobrze z Tobą? Rozciągnięta?
- Tak – mruknęła Patt.
- Stawy też?
- Tak, Duke – westchnęła dziewczyna rozdrażniona.
- Masz wygrać, Patt.. Pamiętasz co Ci mówiłem na temat Friday? Nie spuszczaj jej z oka nawet a sekundę. Nawet nie zauważysz, a będzie leżała na macie. Musisz też pamiętać o rozkładaniu siły w poszczególnych rundach…
 - Duke, ja wszystko wiem, nie musisz mi tego po raz setny powtarzać…

– Ale i kolejny raz nie zaszkodzi – burknął Duke, powoli tracąc cierpliwość. Nie lubiłem takiego Duke’a. Jego alter ego było nie do zniesienia. Był wtedy nieznośny, niemiły, nie miał szacunku nawet do własnej siostry. Ja osobiście je miałem i nigdy ich tak nie traktowałem. - Chodźmy, zaraz nas zapowiedzą – i w ciszy wolnym krokiem ruszyliśmy ku głównej hali, gdzie miała odbyć się walka. Widownia była całkiem spora, siedziało na niej około kilka tysięcy ludzi. Czułem jak na ich widok Pat się spina i staje się bardziej ciepła.
- Spokojnie – szepnąłem do niej, lecz nie wiedziałem, czy mnie usłyszała, bo wokół panował nas głośny gwar ludzkich krzyków.
- I oto ona! Patricia Cooper, nowicjuszka, siostra mistrza Europy w boksie, w wadze ciężkiej Duke’a Dragona Cooper’a. Widać po jej minie, że do walki jest nastawiona wojowniczo. Na konferencji prasowej pokazała swoją bestię, która w niej siedzi. Wszyscy mamy nadzieję, że zobaczymy w niej to samo na ringu, gdy będzie walczyło o mistrzostwo stanu Colorado – zapowiedział ją komentator, który czasami wręcz działał mi na nerwy. Wiedziałem, że Patt też to denerwowało, ale ukrywała to i próbowała się skupić na czymś przed sobą… A raczej na kimś. Na ringu czekała na nią już Friday, rozgrzewając się i piorunując wzrokiem moją dziewczynę. Friday… była masywna i niezdarna. W ogóle nie wiedziałem, na jakiej podstawie była ona mistrzynią Colorado. Miałem nadzieję, że Patt da jej popalić i pokaże, że Cooperowie nie tylko są mocni w gębie.

Kilka minut później w końcu wkroczyliśmy na ring, zajmując niebieski narożnik, który należał do nas. Pomogłem zdjąć Patt jej szlafrok i dałem go Zaynowi.
- Panie i Panowie, w żółtym narożniku stoi ważąca siedemdziesięciokilogramowa, dwukrotna mistrzyni Colorado, dziewiętnastoletnia dziewczyna o pięściach ze stali i o charakterze jaki mało kto ma. Violetta Friday! – przy jej przedstawianiu, towarzyszyły głośne buczenia i gwizdania. Próbowałem się nie zaśmiać ironicznie przez ten cały obrazek, lecz mi się nie udało i na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech. I dobrze suce było. Zasłużyła na takie traktowanie. – Naszą drugą zawodniczką starającą się o tytuł jest siedemnastoletnia siostra mistrza, uwielbianego przez publiczność. Siostra Dragona waży zaledwie sześćdziesiąt kilo, lecz nie zwiedzcie się jej pięknej twarzy.  Jej siła uderzenia wynosi pięćset funtów na metr kwadratowy! Droga widownia, przed wami Patricia Cooper! – Patricia dumnie wyszła na przód, lecz nadal jej mina pozostawała tęga i poważna. Ludzie na widok Patt zaczęli wrzeszczeć jej imię i głośno klaszcząc. Na jej miejscu podniosłoby mnie to na duchu. – Teraz sędzia tej walki, Perrie Taylor omówi naszym zawodniczkom zasady, jakie będą panować na ringu.

Kilka sekund później na ring wszedł Taylor, którego doskonale znałem i przywitałem się z nim nawet dość mocnym uściskiem dłoni, gdy Patt i Violetta stanęły twarzą w twarz. Violetta sporo różniła się od Patt… Violetta nie przypominała typowo amerykańskiej dziewczyny… 

Bardziej podobna była do tych napakowanymi sterydami Rosjanek…

- Zasady są takie, moje Panie : Żadnych uderzeń poniżej pasa, przekleństw. Gdy zacznę odliczać po nokaucie, żadna z was nie ma prawa podchodzić do osoby leżącej. Jasne? – obie pokiwało twierdząco głowami. – Doskonale. Stuknijcie się rękawicami i wróćcie do swoich narożników – Patt i Violetta to zrobiły z dużą siłą i odeszły we swoje strony.
- Powodzenia, skarbie – powiedziałem do niej, podając jej szczękę, którą niezdarnie włożyła sobie do ust.
- Nie dzięki – wybełkotała i odwróciła się do nas plecami, po czym my zeszliśmy z ringu i zabrzmiał gong, a Patt i Violetta ruszyły ku sobie jak rozjuszone byki widząc kolor czerwony.
Pierwsze sekundy były dla mnie katorgą, bo Patt była przestraszona i ciągle obrywała od Friday.
- Garda, Patt! Trzymaj gardę! – wrzasnął Duke na całe gardło, waląc w matę. – Garda, do cholery!
Patt też tak zrobiła i uniknęła kolejnego ciosu Friday. Wtedy coś… po prostu napadło Patt i rzuciła się na Friday i zaczęła ją okładać pięściami jak szalona po korpusie i twarzy, tak jak ja ją z Dukiem uczyliśmy. Widownia szalała, a Duke razem z nimi, który co chwilę mną potrząsał pod wpływem emocji.
- Tak trzymaj, Patt! Wal w korpus! – krzyknął ponownie, zbijając Patt z pantałyku i przez to oberwała klasycznego sierpowego w podbródek. Syknąłem pod nosem, nadal bacznie obserwując obie dziewczyny.
W pewnym momencie Patt padła raptownie na matę, a z jej brwi ciekła krew.
- Wstawaj! – tym razem ja się odezwałem, uderzając w matę. Patricia spojrzała na mnie, a jej mina świadczyła o jednym : mega wielkim wkurwie. Patt poderwała się z ziemi i po zgodzie sędziego, wymierzyła jej jednego, pięknego prostego w nos z całej siły. Violetta zaskoczona lekko się zatoczyło, co Patt również wykorzystała i gdy chciała wykonać, rozbrzmiał gong, zakańczający pierwszą rundę. Patt odeszła od niej i chwiejnie podeszła do nas, siadając na krzesełku, które dla niej nadstawiliśmy i Duke wyjął jej szczękę z ust.
- Bardzo dobrze Ci idzie! Złamałaś ją, teraz będzie się Ciebie bała! – motywował ją Duke, szybko i zwinnie opatrując jej ranę i zatamował krwawienie z łuku brwiowego. – Wygrałaś tą rundę!
- Oberwałam, Duke. Widzę Friday potrójnie – odparła zdyszana Patt, patrząc pół przytomnie to na mnie, to na Duke’a.
- Wal w środkową – powiedziałem pewnie, całując jej zranione miejsce. – Wygrasz i masz się tego trzymać. Ona po jeszcze takim jednym ciosie padnie.
- Myślisz, że dam radę? – spytała mnie ochryple.
- Ja to wiem – uśmiechnąłem się szeroko i usłyszałem gong. – Leć jej dokopać, skarbie – ponagliłem ją, pomogłem włożyć szczękę z powrotem do ust i my zeszliśmy z ringu, po czym Patt i Violetta ponownie na siebie ruszyły.

Tym razem poszło im o wiele szybciej, lecz rundy były wyrównane. Widziałem, jak Patt męczyła się z Violettą, a ona się nią po prostu bawiła i czekała na odpowiedni moment, by ją ostatecznie zaatakować. Ale Patricia również to zauważała i z każdej rundy na rundę powalała Violettę na matę co raz częściej. Nie mogłem się doczekać tego niepowtarzalnego nokautu, na który skrycie w duchu liczyłem.
W końcu nastała ostatnia runda, która miała o wszystkim zaważyć. Obie dziewczyny ledwo stały na nogach i miały lekko opuchnięte twarze po walce. Żadna z nich nie miała już siły podnosić rąk do gardy, ani robić uników, ale wiedziałem, że Patt to wykorzysta. Zbyt dobrze ją znałem, aby powiedzieć, że w takim momencie się podda. Ona do takich nie należała.

Pierwsze pół minuty rundy należało do Patt, gdyż ta ruszyła na nią z nagłym atakiem siły. Potem przez chwilę wygrywała Friday, którą naszła również niespodziewana werwa i chęć wygrania walki.
- Nokautuj ją! Masz ją jak na tacy! – krzyknął Duke zdenerwowany. – Wal!
I tak też Patt zrobiła, dzięki czemu Friday otumaniona siłą ciosu Patt padła na matę, a widownia ryknęła ze szczęścia. Patt oparła się o gumowe barierki ringu, obserwując sędziego, który odliczał czas na wstanie Violeccie, lecz ona… leżała i ledwo mówiła. I wszystko stało się jasne.

Patt wygrała.

Uświadomiłem to sobie, gdy Duke cały uradowany wbiegł na sam środek ringu i porwał swoją siostrę w ramiona. Nim zbiegli się reporterzy i Ci różni z tej branży, stanąłem obok Patt, również ją do siebie przytulając i podnosząc delikatnie do góry.
- Mówiłem Ci, że się uda – szepnąłem jej do ucha szczęśliwy. Patt pozbyła się swoich rękawic i wyjęła szczękę z ust.
- Nam się udało – powiedziała ze zmęczonym uśmiechem i czule mnie pocałowała. Wtedy coś mnie naszło i wreszcie to powiedziałem, na co zbierałem się od wielu tygodni.
- Kocham Cię, Patt – odparłem, patrząc głęboko w jej oczy. Zamajaczyła się w nich radość.
- Naprawdę? – zapytała z niedowierzaniem.
- Tak. Kocham Cię Patricio Cooper.
- Ja Ciebie też, Payne – uśmiechnęła się ponownie i nie zwracając uwagi na nikogo, ponownie się pocałowaliśmy, dopóki nie przerwał nam Perrie Taylor.
- Więc, oto oficjalnie, nową mistrzynią stanu Colorado zostaje Patricia Cooper! – oznajmił Taylor, a widownia zaczęła krzyczeć imię mojej dziewczyny. Patt była z siebie bardzo dumna.


Zresztą, ja z niej też.






*********************************\

Oto nowy rozdział, który pewnie był przez was długooo wyczekiwany :D Przepraszam za moją nieobecność, ale przez chwilę miałam brak weny i to dlatego :)



20 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne






czwartek, 8 maja 2014

15. " Konferencja "

Dni mijały za dniami. Szkoła, treningi, szkoła, treningi i tak w kółko. Walka moja i Duke'a zbliżała się nie ubłagalnie, a ja czułam w sobie narastający strach przed nieznanym. Nigdy wcześniej z nikim nie walczyłam... No chyba, że liczymy tutaj przepychanki między mną, a Dukiem jak byliśmy dziećmi, ale to za pewne nie było to.

Więc, co wymyślił Bogdanov? 

Walkę z Violettą Friday, mistrzynią Colorado. Czy on przypadkiem nie oszalał? Myślał, że sobie poradzę? Bo ja nie wierzyłam jeszcze w swoje umiejętności.

- Skup się, Patricia! Obserwuj te łapki! To jest Twój przeciwnik, nie przyjaciel! - wydarł się na mnie Bogdanov, gdy po raz kolejny dostałam łapkami od mojego sparing trenera w głowę. Na ławeczkach kilka metrów dalej siedzieli chłopacy, Tiffany oraz Ginger i Vanessa. Te dwie ostatnie chciały zobaczyć jak wyglądał profesjonalny trening, a póki co ciągle obrywałam.
- Nie mam już siły, Bogdanov - stęknęłam, z trudem podnosząc ręce do gardy. 
- Na ringu musisz być wytrwała i silna ciągle, Patricia! Nie będziesz miała chwili wytchnienia!
- Bogdanov...
- Mam poprosić tutaj Duke'a? Nie będzie się z Tobą cackał, jak ja z Tobą. Więc jak? 

- No dobra... - oblałam się swoją wodą z butelki, na co od razu się orzeźwiłam i wszystko do mnie docierało, w końcu i wróciłam do treningu.

***

- Kiedy poznam tą Friday? - zapytałam Bogdanova, wycierając się ręcznikiem, a wzdłuż ramiona czułam przeraźliwe zakwasy.
- W sobotę masz z nią mini konferencję prasową, bo to w końcu jest walka o mistrzostwo Denver - odparł, po czym dodał. - A walka jest w niedzielę.
- Pamiętam, ciągle mi trujesz tym dupę - westchnęłam, a Bogdanov nie skomentował tego. Wiedział, że mam niewyparzony język i nawet nie próbował nic w tym kierunku zrobić. Za pewne nawet nie dałby rady. - A potem zrobię sobie tydzień wolnego, nie ma bata.
- Wtedy to będzie prawdziwa harówa, Patricia. Walka z Peterenko nie będzie należała do najłatwiejszych.
- Wyluzuj Bogdanov, chcę się trochę wyluzować. 
- Żadnych imprez - powiedział surowo.
- A ty kim jesteś? Moim ojcem? Będę robiła co chciała, a poza tym, mam Duke'a. On wie, kiedy mam przestać.
- Powiedziałem coś, Patricia. Słuchaj się, mnie jestem Twoim trenerem. Poza tym, nie wiesz z kim tak na prawdę walczysz, dziewczyno.
- To z kim? Z damską wersją terminatora? Jakoś mnie to nie przeraża za specjalnie.
- Ludmila Peterenko jest mistrzynią świata w boksie, Patricia - odezwał się za mną nowy głos, głos Duke'a. Odwróciłam się twarzą do niego i skanowałam każdą jego reakcję. - Pokonywała najlepsze, ze źródeł wiem, że od dawna się na Ciebie szykowała. Za tą walką tak na prawdę stoi Dimitrij, nie ja czy Bogdanov. Myślą, że tylko jesteś mocna w gębie...
- A tak nie jest? - zapytałam go z krzywym uśmiechem, który odwzajemnił.
- Nie - zaśmiał się gardłowo. - Gdy czegoś bardzo chcesz, to potrafisz udowodnić mi i o sobie, że to potrafisz, ale zazwyczaj masz lenia w dupie, wiesz o tym.
- Wiem - zgodziłam się z nim bez wahania.
- No widzisz. Więc, obiecaj mi jedno dobrze?
- Zawsze, braciszku - odparłam, wywracając oczami.
- Daj z siebie wszystko. Nie zawiedź mnie, Bogdanova, a przede wszystkim samej siebie. Inaczej... Zapominasz o imprezach.
- Ej! - stęknęłam.

***

Sobota, pierwszy grudnia. Jeden z gorszych dni, jakie kiedykolwiek miałam.

Konferencja prasowa... Kto wymyślił to chujostwo? Chcą tylko podnieść mi ciśnienie? Doprowadzić do białej gorączki? Tak, to była prawda.

- Jesteś już gotowa? - do mojej garderoby wszedł Liam, ubrany w elegancki ciemnoniebieski garnitur.
- Wow, Panie Payne, prezentuje się Pan dzisiaj wyjątkowo seksownie - odparłam, podchodząc do niego i objęłam jego tułów rękoma.
- Wyjątkowo? A nie codziennie? Żyłem w kłamstwie cały czas - wywrócił teatralnie oczami i złożył na moich ustach czuły pocałunek. - Zdenerwowana jesteś? 
- Nie - pokręciłam głową. - Czym?
- Wyglądasz na spiętą. Na pewno wszystko jest dobrze? 
- Tak. Możemy już iść? 
- Tak, lecz najpierw... - Liam pochylił się nade mną i złączył nasze wargi w namiętnym całusie. Uśmiechnęłam się lekko i odwzajemniłam pieszczotę, lecz na krótko, bo raptownie dołączył do nas Duke'a.
- Kurwa no, musicie to tutaj robić? - zapytał nas, wywracając oczami. - Czekają już na nas. Ruszcie te swoje zakochane dupska i miejmy to za sobą.

***

- Patricia, jutro będziesz miała za sobą swoją walkę w karierze, jak się z tym czujesz? - zapytał mnie jeden z dziennikarzy po raz kolejny podczas konferencji. Po zobaczeniu mojej rywalki, szczerze się zdziwiłam. Myślałam, że jest ona... potężną, opaloną dziewczyną o mięśniach jak Hulk, a była ona biało skóra blondynka o długich, różowych tipsach i dziwkowatym zachowaniu. 

Pozory jednak mylą.

- Czuję się podekscytowana. To będzie mój taki jakby debiut i chcę wypaść jak najlepiej  - odparłam, uśmiechając się sztucznie i kątem oka obserwowałam tą Friday. Blondynka ślepo patrzyła się w swoje paznokcie i coś gadała pod nosem. 


Suka.

- Miałaś jakiś określony plan treningu? Ile godzin? 
- W każdej wolnej chwili - odpowiedziałam.
- A co sądzisz o Violetcie? - tutaj dziewczyna spojrzała na mnie. Chyba czekała na to pytanie. 
- Szczerze? Nie boję się jej, ani walki z nią. Co mi taka blondynka jak ona może zrobić? Jedynie cmoknąć mnie w gdzieś  - powiedziałam opryskliwie, posyłając chłodne spojrzenia Friday. Gdyby nie to, że pomiędzy mną siedział Liam i Duke, po jej blond włoskach nie byłoby nawet śladu.
- Hola, hola koleżanko! - odezwała się w końcu Violetta, wyraźnie podenerwowana. - Nie od tak mistrzostwo tego stanu, tak? 
- Jutro już je stracisz - warknęłam przez zaciśnięte zęby do mini mikrofonu przede mną.
- Nie bądź tego taka pewna, Cooper. Jeszcze się przekonamy...
- Że wygram? Ja to już wiem od dawna, kochana - prychnęłam. Poczułam na sobie ostrzegawcze spojrzenie Duke'a, które mówiło mi bym natychmiast się zamknęła. 
Co on ode mnie chciał? Przecież jeszcze nie przeklinałam? 
- Violetta, jak oceniasz swoją rywalkę? - zapytał dziennikarz, nim zdołałam coś od siebie dodać.
- Nie jest dla mnie zagrożeniem - fuknęła, patrząc na mnie z góry. - Jestem doświadczoną pięściarką, a ona to dopiero amatorka, która zaczęła boksować.
- Przepraszam, ale boksuję dobre kilka lat i znam się na tym sporcie, Friday - zgromiłam ją chłodnym spojrzeniem. - Poza tym, trenują mnie najlepsi trenerzy, wątpię w Twoją szybką wygraną. Będę walczyła i przegrasz to.
- Patricia - syknął do mnie Duke, kopiąc mnie nogą pod stołem.
- Nie mogę tego dalej słuchać tych bredni - Violetta poderwała się z krzesła do góry, stając nade mną. Wstałam chwilę później i obserwowałam ją z góry, bo była ode mnie dziesięć centymetrów niższa. - Pokonam Cię i oznajmiam to przy wszystkich. Nie będę stosowała taryfy ulgowej, jak to robię zazwyczaj. Zbiję Cię na kwaśne jabłko i własna matka Cię nie pozna.
- Bardzo się boję - zaśmiałam się złośliwie. 
- Nie będę z Tobą tak rozmawiała, mam nadzieję, że wkrótce moje pięści wylądują na tej Twojej bez szczelnej twarzyczce - i odeszła ze swoją świtą. 
- Jak mi poszło? - zapytałam Liam'a, biorąc go za rękę i uciekając przed wścibskimi paparazzich. Duke został z nimi na chwilę, za pewne odpowiadając na pytania dotyczące walki z Peterenko. 
- Zazwyczaj nie preferuję takich zachowań - odparł rozbawiony.
- Ale oprócz tego?
- Było perfekcyjnie.

***

- O boże... - sapnęłam, padając na lekko spocone ciało Liam'a i pocałowałam go mocno, po odbytym stosunku. Nie wiedziałam, że seks mógł sprawiać taką przyjemność. Wszystko było takie inne... Bardziej niezwykłe i gorące, niż podczas mojego pierwszego razu.
- To było... coś - mruknął Liam w moje usta i oplótł mnie ramionami w tali. - Jesteś niesamowita.
- Nie mogę nie powiedzieć tego samego o Tobie - uśmiechnęliśmy się szeroko i styknęliśmy czołami.
- Mam nadzieję, że teraz Cię rozluźniłem przed jutrzejszą walką. Jesteś spięta? - pokręciłam głową, na co uśmiechnął się jeszcze szerzej. - No widzisz. Czynię cuda - zaśmiałam się lekko i wolną dłonią przeczesałam jego włosy od niechcenia i patrzyłam w jego oczy. - Jestem piękny, tak? To masz zamiar powiedzieć? 
- Chciałbyś - parsknęłam śmiechem i położyłam się obok niego, wtulając się w jego tułów jak łyżeczka. - A ja jestem piękna? 
- Chciałabyś - wywrócił teatralnie oczami, lecz potem pocałował mnie krótko. - Tak, jesteś piękna - wyszeptał w zagłębienie w mojej szyi. - I wierzę, że jutro wygrasz bez żadnych szwanków. 
- Wierzysz w to? 
- Ja to wiem, skarbie - Liam pogłaskał mnie po policzku. - Jesteś silna i wytrwała. Widzę Cię podczas treningów każdego dnia. Masz w sobie seksownego tygrysa - ponownie się zaśmiałam. - A po walce zabiorę Cię na najlepszą randkę ever. 

- Najlepsza randka ever? Mhm... Zapowiada się na prawdę ciekawie - z uśmieszkiem przybliżyłam swoją twarz do jego i musnęłam wargi chłopaka, który po chwili pogłębił pieszczotę i ponownie zabrał mnie w zajebisty świat.


*********************************
Witam witam po krótkiej przerwie nieobecności :) Jak się wam rozdział podobał? Jesteście ciekawi walki? :D Bo ja bardzo, a nawet jej jeszcze nie napisałam xD



20 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne




























piątek, 25 kwietnia 2014

14. " Spotkanie rusko - amerykańskie "

- Jak wyglądam? - zapytałam, zakładając na swoje mokre od kąpieli ciało top i spodenki. Po odbytym stosunku czułam się odrobinę obolała i chodziłam jak kaczka, ale to dało się przeżyć : moja twarz ciągle pozostawała zarumieniona od emocji, a ciało było nienaturalnie rozluźnione. Co było najważniejsze : Duke nie mógł nic zauważyć, inaczej zabiłby Liam'a przy najbliższej okazji, a tego nie chciałam.
- Jak po seksie - uśmiechnął się łobuzersko. Dostał ode mnie sójkę w bok, ale i tak się zaśmiałam, wiążąc swoje włosy w kucyk. Po chwili poczułam dłonie na swoim brzuchu. Odwróciłam się w stronę Liama i pocałowałam go krótko, lecz namiętnie. - Dobrze się czujesz?
- Tak, Liam. Powtarzałam Ci o już trzy razy. Nic mi nie jest i czuję się wspaniale.
- Na całe szczęście. Nie wybaczyłbym sobie, że kobieta podczas stosunku ze mną nie czułaby się komfortowo. 
- Jesteś bardzo troskliwy, jeśli chodzi o dziewczyny - stwierdziłam, wtulając się w jego tors, a głowę oparłam na jego piersi. - Danielle była szczęściarą.
- Danielle to przeszłość - Liam chwycił moją twarz w obie dłonie. - A ty jesteś moją przyszłością, Patt - Uśmiechnęłam się na dźwięk tych słów. W jego ustach brzmiało to tak pięknie i prawdziwe, jak na romantycznych filmach. Na szczęście to nie był film, a rzeczywistość.
- Co mam przez to rozumieć? - zapytałam cicho, choć ja po części już się tego domyślałam.
- Bądź ze mną, Patt. Nie mogę dłużej wytrzymać z Tobą jako przyjaciel od siedmiu boleści. Nie chcę być obok Ciebie, chcę Cię całować, kiedy będzie mi się to podobało bez obawy, że dostanę w twarz - Liam spojrzał na mnie rozbawiony.
- Ej, no, to był jedyny raz! Nie moja wina, że podszedłeś od tyłu, wiesz, że moja samoobrona jest poziomie perfekcji. 

- Tak, bo sam Cię uczyłem, zapomniałem.
- I wcale się tym faktem nie chwalić, nie wcale... - zaśmialiśmy się po raz setny tego dnia i pocałowaliśmy. - Powinniśmy już iść, Duke zaraz będzie zastanawiał się, gdzie nas wcięło na prawie pół godziny.
- To nie jego sprawa - Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i za rękę wyszliśmy z łazienki, a ja z trudem unikałam chodzenia z szeroko otwartymi nogami, a przyznając szczerze miałam na to ochotę. - Śmiesznie chodzisz.
- A czyja to wina? - Popatrzyłam na Liama ni to z nutą żartu, ni to z nutą złości. Moja uczucia co do tej kwestii były mieszane. Czułam się jak pokraka, mająca coś między nogami.
- Nie patrz tak na mnie - Liam podniósł ręce w obronnym geście, po czym weszliśmy na salę. Duke ostro trenował, Bogdanov go pouczał, a pozostali ludzie chodzili wokół nich. Duke na nas nawet nie zerknął, był pochłonięty uderzaniem gruszki, natomiast Bogdanov spojrzał na nas kątem oka i zauważając nasze splecione dłonie, uśmiechnął się lekko. Gdyby nie historia, którą mi opowiedział, nadal tkwiłabym w jednym punkcie i była dziewicą, przede wszystkim.
- O której mają się zjawić Ci Rosjanie? - zapytałam, niezbyt radosnym tonem. Tak, bo na pewno marzyłam o tym, by widzieć rywala mojego brata trzy miesiące przed walką i jego zdzirowatą laskę. 
- Powinni być lada moment, ale oni zawsze mają jakąś głupią tendencję do spóźniania się.
- Kto się spóźnia, Bogdanov? - usłyszałam za sobą głęboki, potężny bas, na który zmroziło mi krew w żyłach. W tym samym momencie Duke przestał ćwiczyć i stanął pełen powagi koło Bogdanova, a ja nadal nie zdołałam się na to, by odwrócić się twarzą do nowo przybyłych gości. 

Lecz w końcu to zrobiłam. 

Dimitrij był jeszcze bardziej przerażający na żywo, niż na zdjęciach, na których i tak imponował budową ciała, a wtedy, gdy stał centralnie dwa, trzy metry przede mną... Wow, to był istny szok. Peterenko ubrany był w czarne spodnie, biały, luźny podkoszulek i ciemnozielony rozpinany sweter, opinający jego potężne bicepsy u rąk oraz ciężkie, wojskowe buty. Obok niego stała drobna brunetka z zaciętym wyrazem twarzy w wykrzywionym dla nas w
sztucznym uśmiechu. Budowę ciała miała podobną do mojej, lecz jej twarz była dużo ładniejsza i bardziej plastikowa, gdyby tak to ująć. Dziewczyna miała na sobie ubrania w kolorze czarnym, bez wyjątku i duże, przynajmniej pięciocentymetrowe obcasy na platformie. To musiała być jego dziewczyna.
- Dimitrij, jakże miło Cię widzieć przyjacielu - przywitał się z nim formalnie Bogdanov.
- Ciebie również. Ładnie tutaj macie... Ale i tak nic nie równa się z naszą technologią. 
- Ruska technologia, dobre sobie - Prychnęłam, nim zdążyłam ugryźć się w język. Liam zacisnął dłonie na mojej talii, dając mi jednogłośny przekaz : nie odzywaj się, do cholery.
- A to jest za pewne damska wersja Cooper'a - powiedział Dimitrij, oglądając mnie jak eksponat  muzeum. Niezbyt mi się to podobało, ale trzymałam buzię na kłódkę. - Jest ładniejsza od Ciebie wiesz o tym, Dragon?
- Trzymaj się od niej z daleka, Peterenko. Ona...
- Ona co? Jeszcze jej nie powiedziałeś, co Duke? - odezwała się dziewczyna z cichym prychnięciem.
- Czego mi nie powiedziałeś? - spojrzałam pytająco na Duke'a, jednak on milczał. - Duke do jasnej cholery?!
- Temperamencik ma po Tobie, Dragon. Widać, że jest Cooper - odparł Dimitrij, uśmiechając się gorzko.
- Co ty możesz o mnie wiedzieć, rosyjska szujo?! - popatrzyłam na niego z błyskawicami w oczach. W jednej chwili Dimitrij pokazał swoją prawdziwą twarz : była ona kamienna, przerażająca i zdecydowanie był na maksa wkurwiony. 
- Nie mów tak do mojego męża, mała suko - warknęła jego dziewczyna, podchodząc do mnie z groźną miną. Do męża? Cholera. 
- Bo co mi zrobisz? To wy wkroczyliście na nasz teren, a nie my. Peterenkowie i rosyjska inwazja... Zabawne - parsknęłam śmiechem, zakładając ręce i stanęłam z nią twarzą w twarz. - Nie mogę się doczekać, aż mój brat skopie te wielkie dupsko Twojemu mężowi.
- Ty jeszcze nie wiesz o kim mówisz, smarkulo.
- Mistrz amatorów? Wiesz jak to dennie brzmi? 
- Jeszcze nie wiesz, co mój Dimitrij potrafi. Radziłabym Ci, żeby Duke się szykował na waszą porażkę. 
- Nie byłabym tego taka... Co? Jak to naszą?
- Duke nie powiedział Ci, że będziesz ze mną miała walkę? Pierwszego stycznia? - zatkało mnie i nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. - Tak myślałam. Życzę Ci powodzenia, kochana, albo... i nie - odeszła ode mnie ze złośliwym uśmiechem. Wtedy coś mnie napadło. Rzuciłam się na plecy tej ciemnej dziwki i powaliłam ją na ziemię, okładając pięściami. Dziewczyna twardo się broniła, lecz ja byłam silniejsza i każdy mój cios lądował na jej perfidnej twarzy. 
Liam odciągnął mnie od niej jednym ruchem, mocno trzymając w ramionach.
- Uspokój się, Patricia. Wdech i wydech - poinstruował mnie Liam, a ja wykonałam jego polecenie i moje zdenerwowanie odrobinę opadło. - Świetnie. 
- Jeszcze to popamiętasz, Cooper! Widzimy się na konferencji! - krzyknęła dziewczyna, biorąc Dimitrija pod rękę i wyszli z sali szybkim krokiem. Wtedy cała moja złość zrodziła się na nowo i wyładowałam ją na Duke'u. 
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś, że będę z nią walczyła?! - wrzasnęłam, wymachując rękoma, pokazując moje zdenerwowanie. 
- Zrozum, że nie chciałem byś o tym wiedziała! Załatwiałem, by ta walka między nią, a Tobą się nie odbyła! Zrozum! - odwrzasnął, łapiąc się za głowę.
- Mogłeś mi o wszystkim powiedzieć! Tak samo, że będziesz walczył w sylwestra z Peterenko! Nie ufasz mi?!
- Ufam, ale nie chciałem zawracać Ci głowy! Wiedziałem, że tak zareagujesz, a tego chciałem uniknąć, do kurwy nędzy! 
- Duke, spokojnie - odparł Bogdanov, kładząc rękę na jego ramieniu. - Opanuj się i wracaj na ring, musisz trenować, a ty Patricia spotkasz się ze mną jutro w południe. 
- Mam lekcje - warknęłam.
- Zwolnię Cię, tak jak i Duke'a oraz pozostałych z kadry. Idź już i ochłoń. Nie będziemy tak rozmawiać.
- W porządku - rzuciłam i ruszyłam szybkim krokiem z powrotem do szatni. Liam z łatwością dotrzymywał mi kroku, który próbował mnie uspokoić. - Liam, nawet nie zaczynaj proszę.
- Musisz się ogarnąć, Patt. Nie możesz od tak naskakiwać na ludzi.
- Zasłużyła sobie! Gdyby nie wy, złamałabym jej ten zajebany nos! - powiedziałam podniesionym tonem, zatrzymując się przed wejściem do szatni.  - Wkurzyła mnie i wyprowadziła z równowagi!
- Dlatego musisz być teraz spokojna, złość piękności szkodzi - Prychnęłam, biorąc go za ręce. Unormowałam swój oddech i już łagodniej spojrzałam na Liam'a.
- Przepraszam Cię... Nie wiem, co mnie napadło...
- Każdy ma swoje momenty, skarbie. Ja również. W takim momencie musisz wziąć głęboki wdech, zamknąć oczy i myśleć o miłych, przyjemnych rzeczach. 
- Na przykład o czym? - zapytałam, wciąż będąc zła, lecz już nie tak bardzo, jak kilka minut temu. 
- Na przykład o naszym po treningowym seksie - uśmiechnęłam się lekko na to wspomnienie. - Widzisz? To pomaga. 
- Kiedy zamierzasz powiedzieć o tym Duke'owi? Czy sam się będzie domyślał?
- Niech lepiej się domyśli, nie chcę dostać od niego teraz po twarzy - ponownie się zaśmialiśmy.
- Też prawda - zgodziłam się z nim. - Pójdziemy na kawę? Potrzebuję kofeiny i to natychmiast.
- Nie ma sprawy - uśmiechnął się i lekko pocałował mnie w czoło. - I nie odpowiedziałaś mi na moje pytanie.
- Które konkretnie?
- Czy będziesz ze mną? - po raz kolejny tego dnia mnie zatkało. Czy była gotowa na związek z Liam'em? Czy znałam go wystarczająco dobrze, bym mogła z nim być? 
- Tak, będę z Tobą - posłuchałam swojego serca, tak jak doradził mi Bogdanov. 
- Dziękuję - Liam uśmiechnął się szeroko, po czym namiętnie pocałował, przez co opanował moją złość.

***
- O Boże... - padłam obok Liam'a totalnie wyczerpana dniem na kanapę, gdy wróciliśmy do akademika. Byłam strasznie zmęczona i nie miałam na nic siły.
- Dobrze się czujesz? - zapytał mnie Liam, obejmując ramieniem moją talię. 
- Prawie nie żyję, chcę spać - mruknęłam, na dowód ziewając.
- To śpij.
- Mieliśmy jechać do kina - odparłam, kładąc głowę na jego piersi.
- Dopiero szesnasta. Obudzę Cię koło osiemnastej i pojedziemy - powiedział, okrywając nas kocykiem. - Śpij, kochanie.
- Nie pójdziesz?
- Nie, nie zostawię swojej dziewczyny samej - na dźwięk słowa dziewczyna, na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech i zamknęłam oczy. Po kilku minutach zupełnej ciszy wraz z biciem serca Liam'a zasnęłam. 



***********************

Witam was ponownie tego pięknego dnia! :D Jesteście po prostu niesamowici : proszę was o komentarze i to dostaję! :D Jesteście najlepszymi czytelnikami na świecie! :D

I kochani, teraz jakiś rozdział pojawi się za dobry tydzień, bo będę zajmowała się rozdziałami na Murder Buisness :D W każdym razie będę was informować :D :*


A teraz podbijam stawkę :D


21 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne

13. " Coś innego... lepszego "

Uwaga! W tym rozdziale występują sceny dla osób pełnoletnich. Czytasz na własną odpowiedzialność! :)

Chociaż i tak wiem, że je przeczytacie zboczuszki moje :*


~~~~~~~~~~~~~~

- A to za co było? Nie, żeby mi się to nie podobało, ale zaskoczyłaś mnie - szepnął Liam, głaszcząc moje włosy. - Dlaczego jesteś wcześniej na sali?
- Zerwałam się z lekcji - przyznałam z zawadiackim uśmiechem.
- Niegrzeczna dziewczynka. Nie podejrzewałbym, że akurat spotkam Cię tu. 
- Naszło mnie na trening - wzruszyłam ramiona, oplatając rękoma jego szyję.
- I prawidłowo - Liam pogłaskał mnie po policzku. - Jesteś dzisiaj wyjątkowo piękna, wiesz?
- Dziękuję - zarumieniłam się lekko. - Pójdziemy gdzieś po treningu? 
- Masz jakąś propozycję? - zapytał zaintrygowany.
- Nie wiem... Słyszałam od Tiffany, że nie daleko Javva Johns jest kino parkingowe.
- Kino parkingowe, mówisz... Podoba mi się ten pomysł - stwierdził, cmokając mnie w usta. - Czyli jesteśmy umówieni? - Pokiwałam twierdząco głową. - Super.
- No - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Payno, Patricia, zostawcie to na później! - krzyknął Duke, obserwując nas zniesmaczony, siadając obok Bogdanova na ringu. - Będziemy mieli gości.
- Kogo? - zapytałam, wtulając się w bok Liam'a, który opiekuńczo objął mnie ramieniem w talii. Szczerze? Podobało mi się, że Liam był tuż obok. Taki ciepły i troskliwy... Tak, to było bardzo przyjemne.
- Ehm... Patricia... - zaczął niezręcznie Duke.
- Nie, nie wyjdę, Duke. Przede mną nic się nie ukryje - powiedziałam. - Mów : kto ma się tu zjawić?
- Dimitrij ze swoją dziewczyną - rzekł.

***
- Dobrze wyglądam? - zapytałam po raz setny Liam'a, gdy siedzieliśmy razem w szatni po odbytym treningu i by odpocząć i przygotować się na spotkanie z rosyjskim terminatorem i jego dziewczyna od siedmiu boleści. 
- Jesteś piękna, spokojnie. Przeglądasz się w lustrze już piąty raz - powiedział, przytulając mnie od tyłu i położył podbródek na moim ramieniu. 
- Po co oni tu przyjeżdżają, Liam? Tak... niespodziewanie? - spojrzałam na niego w odbiciu lustra. Niemal natychmiast odwrócił wzrok i spróbował zmienić temat, lecz mu nie wyszło. - Odpowiedz mi, Liam. 
- No bo tak jakby... Duke będzie miał z nim walkę i to niebawem.
- Co? Dlaczego ja nic o tym nie wiem?! - krzyknęłam cicho, odwracając się w jego stronę. - Czemu Duke mi nic nie powiedział?
- Nie chciał, byś się zamartwiała na zapas. Poza tym, to tylko walka pokazowa, nic wielkiego. 
- I kiedy niby ma odbyć się ta farsa?
- W sylwestra - mruknął, patrząc na mnie smutno.
- Żartujesz chyba? Żartujesz? - Pokręcił głową. - Jak ja ma nawciskam... kurwa mać, co on robi?!
- Spokojnie, skarbie. Nie denerwuj się - Liam pogłaskał mnie po plecach uspokajająco, lecz to i tak nie pomogło.
- Jak mam się nie denerwować, Liam? Mój własny brat nie mówi mi prawdy i ją ukrywa! 
- Duke tego właśnie chciał uniknąć. Kazał nam nic Tobie nie mówić, byś była spokojna i w końcu sam by Ci powiedział - odparł. 
- Aha, na pewno - warknęłam, zaciskając dłonie w pięści.
- Hej, hej, spokojnie - Liam chwycił moje ręce i delikatnie je rozłożył. - Duke nie chce teraz kłótni. Przygotowuje się do tej walki i chce ją wygrać, dla was obu.
- Po prostu boję się o niego, Liam. Po ostatniej walce o mało nie zapadł w śpiączkę. To nie jest normalne! 
- Wiem, kochanie, wiem, ale to jest boks i naszą pracą jest skopanie tyłków innym, przy okazji obrywając. To jest nasz styl życia, tak zarabiamy.
- Wy możecie zginąć, Liam. Tego bym już nie wytrzymała - stęknęłam, chowając twarz w dłoniach. 
- Ej, tylko mi tu nie płacz - Liam przytulił mnie jak małe dziecko i pocałował w czubek głowy. - Wszystko będzie dobrze. To tylko walka pokazowa, nic więcej. Żadnej rywalizacji, skarbie.
- Mam nadzieję, inaczej dopadnę tego rosyjskiego byczka i jego dziewczynę w tej ich zajebanej Moskwie - fuknęłam, a Liam się zaśmiał. - Co w tym takiego zabawnego? - spojrzałam na niego. - Mówię poważnie i dobrze o tym wiesz.
- Jesteś urocza, gdy się złościsz - powiedział.
- I jeszcze jaka? - nagle naszła mnie ochota na flirtowanie. Chyba zamieniałam się w bipolarną laskę. - Masz o mnie więcej pozytywnych epitetów?
- Jaka jesteś? Hm... Teraz, gdy jesteś prawie, że bez ubrań... - obleciał wzrokiem moje ciało. No tak... Miałam na sobie tylko krótkie, treningowe spodenki i czarny top. Mógł fantazjować, pozwalam mu.
Spojrzałam na niego, nieco przechylając głowę na prawy bok i palcami biegałam po jego nagim torsie, wyznaczając ścieżkę do gumki jego spodenek. Widziałam jak mięśnie Liam'a się napięły i jego kaloryfer bardziej uwydatnił. - W tym wydaniu jesteś seksowną pięściarką, którą chętnie wziąłbym tu i teraz.

Zamarłam, lecz pasował mi taki układ.

- A ty co o mnie sądzisz? - zapytał, pochylając się nade mną i obsypując moją szyję mokrymi pocałunkami. W odwecie cicho jęknęłam, przez co Liam zadrżał. - Nie jęcz tak, skarbie. Wtedy podniecasz mnie jeszcze bardziej. 
- Mam jęczeć dalej? - spytałam, uśmiechając się pod nosem.
- Jak odpowiesz mi na moje pytanie - mruknął, gryząc kawałek mojej skóry tuż nad uchem.
- Ehm... W tej chwili mam ochotę robić z Tobą brzydkie rzeczy - zaśmiałam się cicho, będąc lekko zaskoczona własną śmiałością.
- Naprawdę? - Spojrzał na mnie zdziwiony. 
- Tak, Liam. Naprawdę - pokiwałam głową, kładąc dłoń na jego policzku pokrytym zarostem. 
- To Twój pierwszy raz, Patt... Nie chcę Cię skrzywdzić, wiesz o tym - odparł, patrząc głęboko w moje oczy. - Jesteś na sto procent pewna? 
- Znaczy, wolałabym tego nie robić w szatni, gdzie obok na sali jest Duke - powiedziałam, na co oboje się zaśmialiśmy.
- Chodź do łazienki.

Chwilę później byliśmy w łazience, zamknięci na klucz, by nikt nas przypadkowo nie zaskoczył swoją nagłą wizytą. 
Bałam się odrobinę : nie samego stosunku, lecz stracenia dziewictwa, gdyż wiele dziewczyn przechodzi to niezbyt miło. Nie chciałam być jedną z nich i zwijać się z bólu.
- Rozluźnij się, kochanie - Liam uważnie mnie obserwując, położył dłonie na mojej ciepłej od emocji talii. - I oddychaj, dobrze? Będzie mnie bolało - pokiwałam głową, spuszczając wzrok na swoje stopy. - Ale... - niemal natychmiast Liam podniósł  mój podbródek do góry. - Patrz na mnie. Możesz mi ufać.
- Ufam Ci - rzekłam pewnie, bawiąc się jego spodenkami. - Chcę Cię pocałować, wiesz?
- To mnie pocałuj.
- Mam Cię pocałować? - droczyłam się z nim.
- Nie baw się ze mną, tylko całuj - i przywarł do moich warg, miażdżąc je swoją siłą, a we mnie wybuchła potężna dawka namiętności i adrenaliny.
Równie mocno odwzajemniłam pocałunek, wchodząc językiem do jego ust, a dłonie przeniosłam na plecy chłopaka, by je drapać i marząc o tym, bym pozostawiła tam po sobie ślad naszych intymnych igraszek i ekscesów. Liam zwinnie i szybko zsunął ze mnie spodenki, a gdy się ich pozbyłam koślawymi kopnięciami, Payne na moment oderwał się ode mnie, by zdjąć mój top i rzucił go na umywalkę. Co chwilę przechodziły mnie dreszcze namiętności i pożądania. Pragnęłam Liama z całej siły i wiedziałam, że to on mógł być pierwszym chłopakiem, z którym miałam uprawiać seks. 

Wargi Liam'a ponownie zetknęły się z moimi w długim i dokładnym pocałunku, podczas którego pozbyłam się odzieży Liam'a, po czym on podniósł mnie, bym obwiązała nogami jego tułów. Też tak zrobiłam i przylgnęłam do jego ciała, by nie dzieliły nas żadne, zbędne centymetry.

- Tak bardzo Cię pragnę, Patt - mruknął z trudem Liam, przenosząc się na moje obojczyki oraz dekolt, a dłońmi dotarł do zapięcia stanik. Nim wykonał cokolwiek spojrzał na mnie pytająco, a ja kiwnęłam głową, po raz kolejny. W mgnieniu oka po moim biustonoszu nie było nawet śladu, a jego usta zajęły się piersiami. Pieścił je delikatnie, przynosząc mi tym samym nie byle jaką przyjemność. Cichutko jęczałam jego imię, czasami przyciskając jego głowę do siebie i przymykając oczy, by czuć to co ze mną robił. 

W pewnym momencie położyliśmy się na zimnych kafelkach, przez co cała się napięłam. Liam zrozumiał to w inny sposób.
- Spokojnie, kochanie. Nie zrobię Ci krzywdy... - szepnął, pochylając się nade mną i zaczynając od moich żeber, rysował ścieżkę swoim językiem, aż do krawędzi moich majtek. - Pozwól, że się ich pozbędę i wszystko będzie piękniejsze... Pupa do góry, mała - wypełniłam jego prośbę i podniosłam swój tułów odrobinę w górę i dosłownie sekundę później leżałam naga przed chłopakiem swoich marzeń... Boże, czy ja to właśnie powiedziałam? - Patricia... Jesteś taka piękna... Idealna - Liam musnął moje wargi czule, lecz ja pogłębiłam tą pieszczotę, głaszcząc jego tors prawą ręką i stopniowo zniżałam ją do nabrzmiałego miejsca. Pewnie objęłam jego męskość przez materiał spodenek i ugniatałam tak, aby wpędzić go w wyższy stan podniecenia. I tak było. Po kilkunastu sekundach czułam, że jego członek ledwo mieścił się w moich drobnych dłoniach, a z ust Liam'a uciekały pojedyncze jęki. On odpłacał mi się masowaniem mojej kobiecości, przez co mój żołądek wywijał koziołki.  - Skarbie... Musisz przestać... - z zadziornym uśmieszkiem zabrałam rękę z jego intymnego miejsca i gorąco pocałowałam, badając językiem jego podniebienie, a on w między czasie pozbył się swoim bokserek i rzucił ją w stertę mojej bielizny. - Gotowa? - zapytał, lekko rozszerzając moje nogi na boki. 
- Jak nigdy - powiedziałam, patrząc na niego z szelmowskim uśmieszkiem i uczepiłam się nogami jego pleców, zawijając je tam w supeł. 
- To zaboli tylko przez chwilę - odparł, nadstawiając swoją męskość przed moje wejście. Odetchnęłam głęboko i Liam jednym szybkim ruchem był we mnie, zabierając mi moje dziewictwo. W pierwszych sekundach byłam w lekkim szoku i czułam tylko ból, który ulatniał się po moim ciele. - Oddychaj, to pomoże - szepnął mi na ucho Liam, poruszając swoimi biorami delikatnie, co dało mi kolejną dawkę bólu. Zacisnęłam zęby, odchylając głowę do tyłu i spróbowałam o nim zapomnieć i napawać się przyjemnością. 

Liam ruszał się we mnie powoli, tak by dostosować się do mnie i mojego samopoczucia. Z każdym jego pchnięciem, ból odchodził na boczny plan i czułam się co raz lepiej i tak jak mogłam podejrzewać, z biegiem czasu zaczęłam odczuwać mrowienie tam na dole, oznaczające to, że mój orgazm się zbliżał wielkimi krokami. Liam widząc to, trochę przyśpieszył, co było dla mnie idealnym tempem, bym mogła dojść, co było czymś... niezwykłym. To nie było jak szczytowanie po onanizowaniu się, nie. To było coś, co zbiło mnie z nóg, gdybym stała, oczywiście, a gdy leżałam całe ciepło zupełnie mnie obezwładniało.

- I jak się czujesz? - spytał Liam, wychodząc ze mnie lekko, by mi nie zrobić mi krzywdy i cmoknął w usta. Widziałam, że Liam bardzo się o mnie martwił. To było całkiem urocze.
- Lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej - przyznałam, oddychając głęboko i położyłam dłonie na umięśnionych ramionach Liam'a.
- Też tak miałem... Byłaś niesamowita, kochanie - Liam ponownie mnie pocałował, bardziej czulej i namiętniej.

Czy ja wspominałam wam wcześniej, że kocham swoje życie?



******************************

I jak wam się podobał rozdział? :D Cieszycie się, że coś w końcu doszło między Liam'em, a Patricią? :D 

Jak się postaracie, dzisiaj wieczorem dodam rozdział!!! :D



17 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! <3

Komentujcie <3


Mrs.Payne