Translate

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

10. " Myjnia cz.1 "

~ Liam's P.O.V ~

Minął miesiąc od mojej rozmowy z Dragonem na temat Patrici i naszych relacji, które nieznacznie od tamtego czasu się poprawiły i podejrzewam, że nasza znajomość wkroczyła na szczebel przyjaźni. Zachowywaliśmy jak najlepsi przyjaciele, wszędzie pokazywaliśmy razem jak stare, dobre małżeństwo.  

Czy między nami coś było? Nie. Chociaż ja bym chciał... spróbować. Danielle była zupełnie inna, niż Patricia. Siostra Duke'a miała w sobie coś, co mnie do niej przyciągało i nie chciało odciągnąć. To przez to cholerne coś, nie chciałem jej opuszczać nawet na minutę.

***
Nienawidziłem rodzinnych spotkań. Zazwyczaj na nich rodzina się integrowała i jednoczyła swoje siły na nowo, ale dla mnie było to przereklamowane. Każdy walczył o to, by być w centrum zainteresowania i żeby mówiono wyłącznie o nim. Typowy scenariusz.

A przede wszystkim musiałem zostawić samą Patricię na pastwę chłopaków. Coś w głębi mnie bało się opuszczać Patricię. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało podczas mojej nieobecności, tak jak wtedy po jej treningu. Obiecałem Duke'owi, że zajmę się jego siostrą i będę o nią. I zamierzałem dotrzymać tej umowy, że nie wiem co.
- Synku, jesteś jakiś przygnębiony. Trapi Cię coś? - zapytała mnie matka w dzień, w który przyjechałem do swojego rodzinnego miasta, Wolverhampton. Przebyłem do niego długą i męczącą podróż, lecz ja już chciałem wracać do Denver, do swoich przyjaciół i Patricii. Gdy nie było jej obok, czułem się dziwnie zagubiony i nie wiedziałem co robić. Patricia była takim moim... podparciem, bez którego upadłbym i może nawet nie podniósł bez jej pomocy. Na całe szczęście : opuściłem ją tylko na trzy dni, które musiałem przetrwać bez niej i jej promiennego uśmiechu.
- Ja? No coś ty, zdaje Ci się - odparłem, wykrzywiając swoje usta w wymuszonym uśmiechu.
- Jak Ci idzie na uczelni? Johnson nadal próbuje Cię oblać z angielskiego? 
- I tak mu się to nie uda, jestem zbyt dobry, poza tym, Duke mi pomaga i jakoś to leci - powiedziałem, kłamiąc jak z nut. To Patricia mi pomagała ze wszystkich przedmiotów ścisłych, bym jakoś przyzwoicie zdał te cholerne sesje i przeszedł do następnej klasy. Odkąd w moim życiu pojawił się boks, prawie na nic nie miałem czasu. Patricia to zmieniła.
- Cieszę się - matka uśmiechnęła się lekko. - A jak się miewają relację między Tobą, a Danielle?

Wiedziałem, że o to zapyta... Najwidoczniej nikt jej nie powiedział, że po dwóch latach chodzenia, zakończyłem nasz związek. Mama uwielbiała moją byłą. Nie widziała świata poza nią, Danielle była jej oczkiem w głowie, tak jak moje siostry. I jak teraz miałem jej przetłumaczyć, że od dawna nic do niej nie czułem? Przecież to złamałoby jej serce.
- Liam?
- Hm...? - udałem, że nie usłyszałem pytania i z założonymi rękoma oparłem się ciałem o kuchenny blat. 

- Jak Ci się układa z Danielle? Planujecie coś może...? - Od razu domyśliłem się, że mówi o ślubie. To było częstym tematem naszych rozmów, gdy wracałem do domu na kilka dni. Zazwyczaj uspokajałem ją i mówiłem, że na wszystko przyjdzie odpowiedni czas i miejsce. 
- Nie, mamo. Nic nie planujemy - odpowiedziałem jej z długim westchnięciem. - Tak się składa...
- Ostatnio widziałam Danielle, wiesz? Gdy pytałam ją o Ciebie, nic nie chciała mi powiedzieć. Bardzo dziwnie się zachowywała. Jakby chciała uniknąć odpowiedzi.
Oj, uwierz mi mamo, o tym samym marzę.
- Danielle to wspaniała dziewczyna - kontynuowała mama z błyskiem w oczach. - Nie dość, że piękna, to jeszcze tancerka! Trafiła Ci się niezła partia, synku...
- Mamo, ale my nie jesteśmy już razem! - przerwałem jej nagle, a wewnątrz swojego ciała poczułem ulgę. Moja mama miała minę zbitego psa. Za pewne nie mogła uwierzyć własnym uszom, co właśnie przed chwilą jej oznajmiłem. 
- Cco? - wydukała moja rodzicielka, odgarniając swoje brązowe włosy z twarzy. - Jak to... zerwaliście? 
- Po prostu. Danielle i ja ustaliliśmy, że tak będzie lepiej. 
- Ale dlaczego? Przecież byliście dla siebie idealni!
- Ja i Danielle poznaliśmy kogoś nowego, z kim chcemy być i ułożyć życie na nowo - powiedziałem, a przed moimi oczami stanęła perfekcyjna Patricia, która biła Danielle na głowę.
- Och... rozumiem - mama zamrugała kilka razy zaskoczona. 
- Mamo, wszystko w porządku? - spytałem cicho, patrząc na nią z lekkim wyrzutem sumienia. Wiem, że mama kochała Danielle, ale nigdy nic nie trwało wiecznie. Nie chciałem żyć z kobietą, do której nic nie czułem.
- Tak, tak, nie przejmuj się mną - machnęła ręką i nalała sobie wodę na pustej szklanki, po czym wypiła z niej spory łyk. - Zszokowałeś mnie, wiesz?
- Domyślam się, widzę Twoją minę.
- Więc... poznałeś nową dziewczynę? - zauważyłem, że na twarzy mamy zawitała niechęć. Wiedziałem, że nie tak prosto będzie je przyzwyczaić się do Patrici. Gdy już kogoś mama zaakceptowała, trudno było jej to wszystko zmienić.
- Tak - uśmiechnąłem się szczerze. - Nazywa się Patricia i jest siostrą Duke'a.
- Siostrą Duke'a? To on ma rodzeństwo?
- Najwyraźniej tak - Wywróciłem oczami, prostując się.
- Liam, jeśli jesteś z nią szczęśliwy, to nie stanę Ci na drodze. Jeśli ona...
- Patricia - przypomniałem jej.
- Jeśli Patricia Cię uszczęśliwia, będę szczęśliwa razem z wami. Po prostu muszę ochłonąć.
- Rozumiem Cię. Patt ma w sobie to coś, czego Danielle nie miała. Jest jej przeciwieństwem i to mi się w niej podoba - przyznałem bez zająknięcia się.
- Kiedy będę mogła ją poznać? 
- Gdy tylko nadarzy się okazja - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej do mojej matki, a ona to odwzajemniła. - Mam nadzieję, że przyjmiesz ją tak samo ciepło, jak przedtem Danielle.
- Postaram się.
- Mamo? - Podniosłem zagadkowo brwi.
- Już dobrze, dobrze! Pierw musi mnie do siebie przekonać. Dziewczyna mojego jedynego syna musi mieć w sobie wszystko, co najlepsze.
- Mamo, przestań... - zajęczałem.

~ Patricia's P.O.V ~

Wyjazd Liam'a był dla mnie dość ciężkim przeżyciem. Spędzałam z nim każdą wolną chwilę, trudno było mi to zmienić na te trzy, gdy miało go nie być. Już tak bardzo za rodzicami nie tęskniłam, jak właśnie za nim i za jego oczami, które za każdym błyszczały radością i szczerością, gdy się spotykaliśmy.
- Już dzisiaj przyjeżdża Liam, cieszysz się? - zapytała mnie Tiffany trzy dni później, ciepłego październikowego dnia. 
- Bardzo, aż tryskam radością! - pisnęłam jak idiotka, oczywiście dla żartów. Zaśmiałyśmy się z Tiff głośno i weszłyśmy na stołówkę, gdzie jak zwykle połowa ciekawskich spojrzeń dziewczyn ze starszego rocznika zwróciła się ku nam. Tak na prawdę, to już przyzwyczaiłam się do tego, że byłam w szkole kojarzona jako siostra Duke'a Cooper'a, przystojnego boksera, o którym marzy każda. 
Gdyby znały go tak jak ja, trzymałyby się od niego z daleka przynajmniej na kilometr.

- Cooper, jak miło Cię widzieć - usłyszałam za sobą męski głos, gdy wyszłam na dwór, zmierzając ku swojemu stałemu stolikowi. Zatrzymałam się i odwróciłam w stronę wydobywanego dźwięku. Przede mną stał Brian Adams, szkolny luzer, który myśli, że jest popularny. Słynął z dzikich imprez w willi swoich rodziców i dilowania amfetaminą. Przy okazji nie był zbyt urodziwy, ale też dość przystojny. Dzień w dzień można go było widzieć na siłowni w otoczeniu plastikowych lal z tlenionymi włosami, jak próbował zrobić sobie sześciopak na swoim bojlerze. Nie wiedziałam, co widziały w nim te wszystkie dziewczyny : Brian był obleśny i obrzydliwy!
- Ciebie też, Adams - Uśmiechnęłam się sztucznie. - Gdzie są Twoje suki?
- Zwolniłem je, szukam nowych - odparł ze śmiechem. 
- To może szukaj gdzieś indziej, chcę zjeść lunch bez obawy, że go nie zwrócę - parsknęłam.
- Uuu, ktoś tu chyba wstał lewą nogą - stwierdziłam, podchodząc do mnie i Tiff jeszcze bliżej. Jego oczy mówiły wszystko : był naćpany w chuj. - Może chcesz coś na rozluźnienie? 
- Możesz sobie pomarzyć Adams - znikąd, obok mnie pojawił się Duke z Zayn'em. - Chyba nie chcesz wylądować głową w śmietniku, co?
- Spokojnie, Panowie. Ja tylko pytałem o pracę domową z matematyki - odparł, spoglądając na mojego brata z lekkim strachem. Tak Duke'a działał na wszystkich chłopaków, bez wyjątków. 
- Chyba pomyliłeś grupy - zgromił go spojrzeniem Zayn i stanął na przeciwko niego.
- Malik, ty też chyba potrzebujesz porządnej dawki amfy, co?
- Zaraz tą amfe będziesz miał w dupie, mały skurwielu - warknął, chwytając go za sweter, który miał na sobie i podniósł chłopaka do góry.
- Zayn, puść go. Jest naćpany, nie wie co mówi - odparłam, patrząc na niego karcącym wzrokiem. Chwilami czułam się jak matka Duke'a i całej reszty. Zachowywali się jak dzieciaki z ósmej klasy, które gdy tylko mogły, rwały się do bitki.
- Jeszcze raz podejdziesz albo do Patt, albo do Tiffany to własna matka Cię nie pozna, rozumiesz? - fuknął Zayn do Brian'a, na co ten drugi nerwowo pokiwał głową. Zayn powalił go na ziemię, cały w nerwach. Nigdy nie widziałam go tak podenerwowanego. 
- Co tu się dzieje? - dodatkowo do mojego ucha dotarł głos któregoś nauczyciela będącego na dyżurze.
- Cholera... - przeklęłam pod nosem.

***
- Adamsowi się należało. Nie wiem dlaczego to akurat Zayn musiał zostać w kozie - powiedziałam kilkanaście minut później, wychodząc z gabinetu dyrektorki razem z Tiffany i Dukiem. Zayn teraz zapewne słuchał kazania, jak to przemoc wobec innych jest zła. Gówno prawda, wobec Adamsa się to nie tyczyło. 
- Zayn też jest w gorącej wodzie kąpany. Jego nie zrozumiesz - Zaśmiał się Duke, otwierając przed nami drzwi na podwórze. - Poza tym Brian powinien już dawno pożrządnie oberwać w tej swój naćpany łeb. Jeszcze przez niego ktoś zginie lub coś.
- Bez przesady. Od amfetaminy jeszcze się nie umiera.
- Myślisz, że on takim nastolatkom jak ty daje tylko amfe? - Duke spojrzał na mnie pobłażliwie. - Miesza to z heoriną i innym badziewiem, a potem wszyscy wracają do niego po więcej. 
- To te wszystkie jego laski...
- Gdyby nie heroina, zostałby pedałem - Prychnął mój brat. - Dlatego też zabraniam chodzić Ci na szkolne imprezy. Nigdy nie wiadomo co znajdzie się w Twoim drinku.
- Nie rób ze mnie już takiej głupiej laski, Duke. Póki co, sobie radzę i dobrze mi idzie.
- Zobaczymy co będzie później, siostro - rzekł z udawaną powagą. 
- Siema, stary! - podbiegł do nas jak zwykle wesoły Niall, patrząc się ukradkiem na Tiffany. - Hej, Tiff.
- Cześć Niall - Tiff uśmiechnęła się lekko, rumieniąc się przy tym. Od razu można było zauważyć, że coś między tą dwójką iskrzyło. Spędzali ze sobą tyle czasu, co ja z Liam'em.
Gdy już mówiliśmy o nim, mój telefon w kieszeni spodenek za  wibrował. Wyjęłam go i niemal po chwili uśmiechnęłam się do ekranu.
- Oho! Męska kontrola na linii! - krzyknął radośnie Niall, śmiejąc przy tym głośno.
- Zamknij się! - walnęłam go z pięści w ramię, również chichotając i odebrałam telefon, odchodząc od reszty. - No dzień dobry, Panie Payne, jak mija Ci podróż?
- Jestem jakieś dwadzieścia minut od Denver, powinienem niedługo być w szkole - słysząc jego głos, dostałam przyjemnych dreszczy na ciele. Tylko on tak mógł spowodować, że czułam się tak, a nie inaczej. - Spodziewaj się mnie.
- Czekam na to od trzech dni - odparłam ze śmiechem, bujając się na piętach. - Wiesz, że tęsknię?
- Ja też, mała, ale nie bój się. Niedługo Twój boy przyjedzie i zabierze Cię na miasto.
- Twój boy? - Serce podskoczyło mi do gardła. Nazwał się moim chłopakiem... Wow, dlaczego mi to nie przeszkadzało? 
- A co? Nie wolno mi?
- Wolno, wolno - Ponownie się zaśmiałam. - Możesz jechać szybciej? Nie widziałam Cię od trzech dni.
- Ja mam gorzej, kochanie. To ja chodzę z ciągłą erekcją - na te słowa mocno się zarumieniłam. Zawsze musiał mnie zawstydzić.
- To już nie moja wina. Mogłeś o mnie tak często nie myśleć - powiedziałam, próbując ukryć swój szeroki uśmiech przed gapiami na podwórku, a tym bardziej przed moim bratem.  - Wiesz co Ci powiem?
- Co? 
- Ładnie dziś wyglądasz, księżniczko - mruknął do słuchawki zmysłowym głosem.
- Co? - Zaśmiałam się zdezorientowana.
- Odwrócić się - I się rozłączył. Zrobiłam to co mi kazał i kilka metrów zza szkoły zauważyłam jego umięśnioną sylwetkę. 
- Ty kłamco! - krzyknęłam, na co się zaśmiał i położył swoją torbę podróżną na ziemi. Ruszyłam w jego kierunku, aż w końcu Liam pokonał dzielącą nas drogę w kilku dużych susach i mocno mnie przytulił. Jego dotyk, jego ramiona, które mnie opatulały wokół talii przynosił mi radość, którą miałam w sobie przed jego wyjazdem. 
- Też tęskniłem - odparł w moje włosy, po chwili składając czuły pocałunek na moich ustach. Jego wargi były miękkie, wilgotne i łapczywe, czyli takie jakie uwielbiałam. Gdy się ode mnie oderwał, zareagowałam głośnym jękiem protestu i z powrotem przyciągnęłam jego twarz do swojej, przylegając do jego ciała jak łyżeczka. - Tak, tęskniłem i to nawet bardzo. 
- Nie gadaj, tylko całuj - szepnęłam, śmiejąc się pod nosem. Liam zawtórował mi i zamknął moje usta w namiętnym pocałunku. Mogłam to robić ciągle.

***
- Uwaga, uwaga! - Godzinę później głos Jocelyn Moon, szkolnej gwiazdy rozniósł się po stołówce, która stała na jednej ze stołów w samej górze od stroju kąpielowego i spodenkach, a po jej prawicy były jej dwie przyjaciółki, Alice i Rose. Wszyscy zebrani spojrzeli na nie, włączając to mnie. - Za godzinę na szkolnym parkingu odbędzie mycie aut w celu zebrania pieniędzy na wyjazd do Waszyngtonu. Dziewczyny, które zaraz wyczytam widzimy obowiązkowo na myciu aut... - Następnie nasze gwiazdki kolejno wyczytywały nazwiska nie znanych mi dziewczyn, aż w końcu padło moje i Tiffany. 
- Co? To są chyba żarty? - Zaśmiała się Tiffany, chowając swoją rozbawioną twarz w ramieniu Niall'a.
- Mi tam pasuje - wzruszyłam ramionami.
- Co? - zapytali wszyscy, włączając to Liam'a i Duke'a.
- To akcja charytatywna, tak jakby. Nigdy nie zaszkodzi zrobić czegoś dla durnej wycieczki - uśmiechnęłam się sztucznie i popatrzyłam w stronę roześmianej Tiff. - To jak? Idziemy się przebrać?

***
- Ty chyba kompletnie oszalałaś dziewczyno! - pisnęła Tiff, wciskając na siebie ciasną górę od bikini i jasne spodenki. - Nienawidzę Cię za to, wiesz?!
- Ogarnij swoje hormony, dziewczyno. W liceum jest się tylko raz, tak? Szalej ile wlezie, bo potem są studia i zabawa się kończy... 
- Puk, puk - usłyszałam za drzwiami głos Liam'a. - Mogę porwać Patt na moment?
- A bierz ją, już mnie wkurwiła - warknęła Tiff, a ja ze śmiechem wyszłam ze swojej sypialni.
- Mmm, wyglądasz tak seksownie... - wymruczał Liam, obejmując mnie i kładąc dłonie na moich prawie nagich plecach.
- Liam, muszę zaraz iść...
- Luz, Patt. Na parking masz minutę drogi, a to znaczy, że większość tego czasu możesz poświęcić mi i moim ustom.
- Doprawdy? - Liam pokiwał głową. Uśmiechnęłam się lekko i przywarłam delikatnie do jego ust, kierując się do łazienki, w której zamknęliśmy się na zamek. Liam podniósł mnie bez większego trudu, przez co ja owinęłam nogami jego tułów, a on posadził mnie na umywalce.
- Teraz to się zabawimy.



*******************************

Oto taki rozdział na powitanie :D Przepraszam was za swoją nieobecność, miałam naprawdę dużo do roboty, mówię tu o pisaniu opowiadań :D

Ale wracam ze świeżością i pomysłami na następne rozdziały, a mówię wam : będzie się działo!!! :D


15 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne

sobota, 22 marca 2014

Bohaterowie cz.2 :)

Kochani, oto wam przedstawiam postacie, które jeszcze pojawią się w tym opowiadaniu :)


Tiffany Brown

( Cara Delevingne )




Dimitrij Peterenko

( Dolph Lundgren - Za młodu )





    Ludmila Peterenko - Żona Dimitrija

( Nina Dobrev )





Postacie 2 - planowe :

  • Bogdanow - Trener Duke'a i Patrici
  • Amy i Steven Cooper'owie - Rodzice Duke'a i Patrici.
  • I wielu, wielu innych... :D
Mrs.Payne

9. " Błogosławieństwo "

- Patricia? - Jego głos było dla mnie jak zesłanie pomocy prosto z niebios. Niemal od razu wtuliłam się w ramiona Liam'a, który opiekuńczo mnie do siebie przyciągnął. - Co się tu do cholery stało? Dlaczego jesteś wystraszona?
- Boże... Oni tam.. Ja nie wiem co się... - jąkałam się, a język plątał się jak szalony. 

- Cii... Chodźmy stąd - Liam objął mnie opiekuńczo ramieniem i podbiegliśmy do czyjegoś pojazdu.
- To Twoje auto? - zapytałam, na co pokiwał głową i otworzył przede mną drzwi od strony pasażera. Wsiadłam szybko do środka, siadając na fotelu i przyciskając do siebie torbę treningową, przy czy próbowałam unormować swój drżący oddech i szybkie bicie serca.
- Ej, spokojnie... - Dłoń Liama spoczęła na moim policzku, głaszcząc go delikatnie. Spojrzałam na niego pod zasłoną łez, które odgoniłam szybkimi mrugnięciami. - Jest już dobrze, nic Ci nie grozi, okay? Jestem tu, bez obaw. Nikt Cię nie dotknie, bo jesteś moja, tak?
- Twoja? - powtórzyłam dławiąco, wbijając wzrok w jego oczy, z których mogłam wyczytać prawdę. Nie kłamał. Mogłam się czuć przy nim bezpieczna. - Możemy jechać do akademika, albo gdziekolwiek? Boję się.
- Nie masz czego - odparł, odrywając rękę od mojej twarzy i odpalił auto, po czym ruszyliśmy z piskiem opon, nigdy nie spoglądając za siebie.

***

- Cała się trzęsiesz - powiedział Liam, przez przypadek mnie dotykając - I jesteś zimna.
- Nie, nie jest w porządku - okryłam się swoją bluzą i wtuliłam w ramię Liama, lecz dreszcze nie ustępowały. 
- Coś mi się nie wydaje... - Liam niespodziewanie wziął mnie na ręce i powoli z salonu, przeszliśmy do jego sypialni, gdzie delikatnie położył mnie na łóżku, a chwilę później ułożył się obok mnie. Od jego ciała biło tak ogromne ciepło, że przez sekundę myślałam, że ma gorączkę, ale...Może był gorący z natury? Na dźwięk swojego żartu w myślach,zaśmiałam się pod nosem, na co Liam spoglądnął na mnie zdezorientowany. 
- Jaki żart ominąłem...? Jestem tak aż śmieszny, gdy nawet nie jestem śmieszny?
- Nie, to nie było nic specjalnego - mruknęłam z uśmiechem, ponownie przytulając się do niego, obejmując rękoma jego tułów. - To po prostu moja chora wyobraźnia szwankuje. 
- Nic nowego - Liam zaśmiał się pod nosem i zaczął bawić się moimi włosami, przekładając je na różne strony. - Patricia?
- Hm...? 
- Czy Ci goście zrobili coś złego? - Spojrzałam na niego z zainteresowaniem. - Czy zrobili Ci coś, co by Ci się nie podobało, albo było dla Ciebie krępujące?
- Nie - szepnęłam, kłamiąc jak z nut. Nie chciałam mówić mu, że prawdopodobnie chcieli mnie zgwałcić, albo popełnić inne przestępstwo, bo wiedziałam, że dostałbym mega bulwersu, takiego jakiego nie raz ja doświadczam przez Duke'a lub przez niego samego.
- Nie okłamujesz mnie? Widzę w Twoich oczach strach - stwierdził pół szeptem, muskając wargami moją skroń. - Myślałem, że możemy sobie ufać.
- Możemy, ale to ty musisz mi uwierzyć. Mówię prawdę. Sama ich załatwiłam, ja nawet nie mam draśnięcia. Nie musisz martwić się na zapas.
- Troszczę się o Ciebie, nie zapominaj o tym - powiedział, całując każdy skrawek mojej twarzy, a dłońmi przyjemnie głaskał moją talię. Ta przyjemność nie należała zdecydowanie do najgorszych w świecie : 

Dałabym jej same dziesiątki. 

Nim spostrzegłam, Liam był nade mną, a jego usta zderzyły się z moimi. Zaskoczona przez chwilę nie oddałam pocałunku, lecz po chwili to zrobiłam, z podwojoną siłą, wplatając palce w jego brązowe, miękkie włosy, a nogami owinęłam jego tułów. W pokoju było słychać tylko nasze przyśpieszone i urywane oddechy oraz szelest kołdry, po której się przemieszczaliśmy. Podniecenia rosło między nami, a byłam rozpalona w środku od wszystkich emocji, które we mnie krążyły od kilku minut. Nasze ciała tańczyły ze sobą swój własny, intymny taniec, a języki walczyły o dominację i było naprawdę blisko tego, abyśmy zaczęli się rozbierać...

I ktoś wszedł do mieszkania Liam'a, a tym kimś, na pewno był Duke

- Cholera – przeklął pod nosem Li i zszedł ze mnie jak poparzony wrzątkiem. 
- Co my powiemy Duke'owi? - zapytałam szeptem, poprawiając swoją bluzkę, która mi się trochę pogniotła. 
- Udawaj, że... śpisz, po prostu. Ja coś wymyślę, ale o to się nie martw – Liam pochyliwszy się nade mną, pocałował mnie czule i pogłaskał pieszczotliwie po policzku, na co cicho zachichotałam.
- Li, stary, jesteś?! - usłyszałam zmęczony głos Duke'a. 
- Już idę! - odkrzyknął Liam i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą.

~ Liam's P.O.V ~

- Siema, stary – Przywitałem się z Dukiem, po czym od razu dodałem. - Jest sprawa...
- Jaka niby? - spytał mnie, rzucając swoją torbę treningową na podłogę. - Coś się stało z Patt? 
- Nie, nie... Ale jest tutaj – odparłem, trochę ciszej.
- Że co proszę? - Zauważyłem, jak zacisnął swoje dłonie w pięści. - Co ona tutaj robi? 
- To długa historia... Sam jej jeszcze do końca nie znam, bo Patricia nie chciała mi nic powiedzieć.
- Co teraz robi? - ponownie mnie zapytał, cicho warcząc.
- Śpi, była padnięta. Była strasznie wystraszona. Od razu zabrałem ją spod naszej sali treningowej i przywiozłem tutaj.
- Co? Spod sali treningowej? Jakim cudem ja nic nie usłyszałem? - Duke zajrzał do mojego pokoju, gdzie na szczęście, Patricia dobrze udawała, że smacznie spała. Wyglądała naprawdę słodko... 

Liam! Ogarnij się!

- Może nie chciałaby byś wiedział?
- Dlaczego niby? - Duke cicho zamknął drzwi, by nie „ obudzić„ śpiącej Patrici.
- Nie obijajmy w bawełnę : Oboje lubicie robić afery i się kłócić. Może chciała tego uniknąć, by tym razem było inaczej? Nie dość, że martwi się tą Twoją walką z Rosjaninem, to jeszcze to. Musisz dać jej ochłonąć.
- Liam, ona wie, że sobie poradzę... Walczyłem z najgorszymi i wysyłałem ich szybciej na emerytury, niż urząd podatkowy.
- Co jeśli tym razem tak nie będzie? Co jeśli ten Dimitrij okaże się lepszy?
- Liam, jeśli mamy tak gadać to dobranoc – Gdy Duke chciał wyjść z salonu, chwyciłem go za ramię.
- Duke, nie sugeruję, że jesteś słaby, ale po prostu nic nie wiemy o tym gościu, nie widzieliśmy jak walczy, jaki on jest... Sugeruję, że powinnyśmy trochę poczekać.
- Poczekać? - Duke prychnął. - Proszę Cię, czekanie jest dla słabeuszy. Nie mam zamiaru patrzeć dalej na tą cholerną Rosyjską Inwazję, która smaruje nam dupy w mediach i ośmiesza przy oczach całej Ameryki. Czas pokazać temu chujowi, że jego miejsce jest w Rosji, a nie tu.
- Może on jest lepszy, niż to podejrzewamy? 
- Od kiedy zadajesz tyle pytań, co? Kiedyś szedłeś na ring, robiłeś swoje, a potem imprezowaliśmy z ich laskami. Co Cię tak zmiękczyło?
- Zmieniam się – odparłem.
- Zmieniasz się... - Parsknął ironicznym śmiechem. - My się nie zmieniamy, stary. To jest nasza praca. Walczymy o to, by nasi najbliżsi nie musieli tego robić.
- To po jaką cholerę wkręciłeś w to Patricię? 
- To nie ja, ona sama chciała trenować boks. Teraz musi się zmierzyć z jego konsekwencjami. To brutalny sport i dobrze o tym wie. Wiedziała, na co się pisze. 
- Nie powstrzymywałeś jej? - Byłem zdziwiony. Jak Duke mógł tak delikatnej osobie pozwolić, by uprawiała taki sport? To absurd.
-Myślisz, że tego nie robiłem? Godzinami wypytywałem ją czy jest pewna swojego wyboru.
Powiedziała, że sobie poradzi. Trenowała najciężej z nas wszystkich, by osiągnąć cel, w którym teraz jest. Wiem, mi też trudno patrzeć na to, gdy ona obrywa. Czasami mam ochotę rozjebać łeb tej osobie, która jej to robi, ale to jest boks – I umilkł. Między nami zapadła krępująca cisza, której nie lubiłem bo kochałem gadać. - Troszczysz się o nią, prawda?
- Co? - Duke wyrwał mnie z pantałyku i spojrzałem na niego zdziwiony.
- Troszczysz się o Patt, co nie? 
- Ja... Nie wiem, wiesz?
- Co z Danielle? Wie o niej? - Pokiwałem głową. Danielle... Och, ta Danielle... Byliśmy razem prawie dwa lata, ale między nami wszystko wypaliło się po spotkaniu z Patricią. Nie ma między nami tego, co dawniej. Ten dreszczyk emocji, te podniecenie... Wszystko prysło jak bańka mydlana w słoneczny dzień. Danielle nie była dla mnie już tak atrakcyjna, niż na początku naszej znajomości. 
- Zerwałeś z nią?
- Dzisiaj. 
- I jak ona się z tym czuje? 
- Rozumie mnie, poza tym : Ma kogoś nowego i dostała pracę w Australii. I tak by nie wyszło... Nic między nami już nie było. Owszem, byliśmy dwa lata razem, ale to był... toksyczny związek i nie mogłem wziąć w nim oddechu, bro.
- To przez Patt? 
- W pewnym sensie – zgodziłem się z nim. Tak trochę niezręcznie było mi rozmawiać o Patricii z Dukiem, tym bardziej, że ona była w pokoju obok. 
- Stary, powiem krótko... Jeśli zrobisz jej krzywdę, znajdę Cię i urwę Ci jaja, rozumiemy się? 
- Auć – W żartach chwyciłem się za krocze i skuliłem. - Czym ja będę zaliczał, pomyślałeś o tym?
- Ja mówię poważnie. Jeśli już jesteście na tym etapie znajomości, radzę Ci uważać co robisz. Wiesz, jaka ona jest. Cierpi z nas najbardziej.
- Wiem – Westchnąłem, siadając na kanapie. - Głupio mi to mówić... Ale zależy mi na niej, choć znamy się bardzo krótko. Takie coś Danielle, powiedziałem dopiero po roku naszej znajomości.
- Patricia rozkochuje w sobie wszystkich – Duke się zaśmiał i zajął miejsce obok mnie. - Wow, to aż dziwne, że gadam ze swoim kumplem o mojej siostrze... Wy, robiliście to już...?
- Nie, no coś ty – poniekąd skłamałem, nie licząc naszych małych wybryków w aucie, podczas naszej pierwszej randki. O tym lepiej było nie wspominać Duke'owi, no chyba, że chciałem stracić przyrodzenie. - Nie zrobiłbym jej tego, choć... 
- Bardzo byś chciał, wiem to stary. Nie takie rzeczy słyszałem o mojej  siostrze – Duke ponownie się zaśmiał. - Nie zabraniam wam się pieprzyć po kątach, ale chodzi mi o to, byś o nią dbał, jeśli już coś między wami będzie. To jest moja siostra, Liam i chce żeby miała tutaj jak najlepiej. Obiecałem to rodzicom i nie mogę ich zawieść. Gdyby nie moje namowy, nie byłoby jej tutaj i nie trenowałaby u najlepszych. 
- Czyli tak jakby... Dajesz mi błogosławieństwo, tak? - Wybuchnęliśmy cichym śmiechem na dobór moich słów.
- Tak jakby... Dbaj o nią, palancie. 
- Nie ma sprawy, sukinsynie – powiedziałem, przytulając go po męsku i klepnąłem go w plecy. 
- Ale mam swoje warunki...
- O kurwa, zaczyna się – stęknąłem.
- Nie, to nie jest nic złego... Pilnuj ją, by się zbytnio nie upijała na imprezach, bo to jej niestety genialnie wychodzi – stwierdził Duke, puszczając mnie. - I zabijaj dupków, którzy będą się do niej dobierać, ale z tym chyba nie będziesz miał problemu.
- No nie – pokręciłem głową z uśmiechem. - Dzięki, Duke.
- Nie ma sprawy... Czego nie robi się dla swojego przyjaciela... A teraz zmiataj do niej. 
- Co...?
- Wiem, że nie śpi. Myślałeś, że da się mnie oszukać? - Duke uśmiechnął się krzywo. - No idź, ale bądźcie przynajmniej cicho, chcę się wyspać bo jutro 
mam trening z samego rana. 
- Spoko – Wstałem i poszedłem do swojej sypialni, gdzie na łóżku po turecku siedziała Patricia i zwijała się ze śmiechu. Najwyraźniej musiała słyszeć każde słowo z naszej rozmowy.
- Boże... On kompletnie oszalał! - powiedziała szeptem, chowając twarz w poduszce. 

- Ale ja nie – Padłem na nią całym ciałem, zamykając nasze usta w niekończącym się pocałunku. Trzeba było jak uczcić moje, a raczej Duke'a błogosławieństwo.

Chyba wiecie o czym mówię...



*********************************************

Witam was po dłuugiej przerwie!! :D Przepraszam, że tak długo nic nie wstawiałam, ale miałam ciężki okres w szkole, masę sprawdzianów i nauki, mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. 

Jak wam się podobał rozdział? :D Liam oficjalnie dostał błogosławieństwo od Duke'a, teraz czekamy na rozwój wydarzeń ^^

I mam dla was niespodziankę! 

Oto oficjalny zwiastun Dark Angel :) 

https://www.youtube.com/watch?v=NvUXT2RCYiY

Miłego oglądania ;)


15 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne

niedziela, 9 marca 2014

8. " Rewolucja "

- To jest dziwne, wiesz? – odezwałam się po jakimś czasie, odrywając się od ust Liam’a. Po pewnym czasie trochę nas… poniosło, leciutko mówiąc.
Wylądowaliśmy w łóżku, prawie, że bez ubrań… To chyba nic złego?
- Co niby? – zapytał mnie, zdyszany przenosząc się na moją szyję. Czując jego wargi właśnie tam, gdzie chciałam by były, jęknęłam w odwecie na pieszczotę.
- Znamy się tylko kilka dni… A zachowujemy się jak stare, dobre małżeństwo, a nawet nic o sobie nie wiemy.
- Wcześniej Ci to nie przeszkadzało – odparł, patrząc na mnie kątem oka.
- No, ale wiesz… Normalni ludzie poznają się pierw, a dopiero potem są na etapie, w jakim my jesteśmy teraz – Uśmiechnęłam się lekko.
- Sugerujesz, że mamy zagrać w dwadzieścia pytań?
- Może nawet więcej, niż dwadzieścia – zaśmiałam się cicho. Liam przerwał całowanie mojej szyi i spojrzał na mnie.
- To dawaj.
- Czyli zgadzasz się?
- Co w tym takiego dziwnego? Chcę Cię poznać. Bo Duke nie chce mi nic o Tobie powiedzieć.
- To tak zwana braterska troska.
- Chwilami jest ona za duża – Liam zaśmiał się pod nosem. – No pytaj. Jestem przed Tobą otworem.
- Więc... Od jak dawna trenujesz boks?
- Od nastolatka. Nie zbyt byłem lubiany w podstawówce i chodziłem na boks, by umieć się obronić, a teraz jestem mistrzem Ameryki.
- Elegancko.
- A ty? Od jak dawna trenujesz?
- Od trzynastego roku życia. Załapałam to od Duke’a i tak zostało, ale nie chcę brać tego na poważnie.
- Już niestety będziesz robić to na poważnie – powiedział, uśmiechając się kwaśno.
- Nie czepiajmy się szczegółów – machnęłam ręką i dotknęłam ręką jego nagiego torsu, na co Liam drgnął. – Spokojnie, ja nie gryzę.
- Myślisz, że się Ciebie boję? – Liam zmienił swój uśmiech na bardziej dziki i znalazł się nade mną. Jego dłonie wślizgnęły się pod moje plecy i kreśliły na nich nieznajome mi wzory, które rozpalały mnie od środka.
- Liam, przestań mnie podniecać, ty chamie – warknęłam ze śmiechem, zaciskając ręce na jego ramionach.
- Pohamuj swoje cholerne hormony… - Usta Liama spoczęły na moich obojczykach i lizały je koniuszkiem języka. – Byłaś kiedykolwiek bliska stracenia dziewictwa?
- I to bardzo, ale Duke wygonił wtedy z mojego łóżka – Zachichotałam, przypominając sobie tamtą chwilę. – Ale o tym nie warto nawet wspominać… A ty? Jesteś prawiczkiem?
- Ja? No coś ty – Prychnął, wędrując swoimi palcami po moim ciele. – Ilu miałaś chłopaków?
- Prawie żadnego, chyba zapomniałeś jaki Duke jest nadopiekuńczy – Wywróciłam oczami. Moje relacje z chłopcami były… nijakie. Moje okazje na podryw zawsze kończyły się fiaskiem. Domyślcie się dlaczego… Problem nazywał się skurwysyn Duke.
- No tak… Nic nowego – mruknął, całując mnie w krótko w usta. – Myślisz, że mi pozwoli?
- Może on tak, ale czyja się zgodzę? – spytałam z rumieńcem. Czemu zadawałam takie głupie pytania? Oczywiście, że Liam mi się podobał, i to cholernie mocno, ale jaki byłby tego sens, jeśli Li skończyłby martwy po dotknięciu mnie? Chociaż i tak już to zrobił, więc na co komu jakiekolwiek powstrzymywanie się od przyjemności? I jeśli ja tego chciałam? Duke mógł się wypchać.
- Ja to po prostu wiem, kocie -  szepnął w zagłębienie mojego ucha i musnął je swoimi wargami. – Jakie jest Twoje następne pytanie?
- Ehm… Przez te Twoje bezszczelne usta nie mogę się skupić – wyznałam z cichym jękiem, gdy ugryzł moją wrażliwą skórę.
- Przepraszam, że Cię podniecam – W jego głosie wyczułam nutkę sarkazmu i rozbawienia. Tak, bo to było naprawdę zabawne.
- Więc… Masz rodzeństwo?
- Tak, siostry. Może dlatego jestem taki delikatny, jeśli chodzi o dziewczyny?
- Właśnie czuję – Zachichotałam.
- Wiesz, że jakoś w tej chwili nie mam ochotę odpowiadać na pytania?
- Wiesz, że ja też? – powiedziawszy to, zamknęłam jego usta pocałunkiem.

***
- To jest właśnie Dimitrij Peterenko – powiedział Bogdanow podczas treningu dzień później, podając nam jego teczkę z informacjami. – Lat dwadzieścia jeden, dwa metry wzrostu,
trenuje od dwunastego roku życia. Oprócz mistrzostwa amatorów, ma też czarny pas w sztukach walki. Jego dziewczyną jest amerykanka, która go tu sprowadziła i też ma tam jakieś osiągnięcia w boksie – Tu Bogdanow spojrzał na mnie. – Więc, spodziewamy się, że też niedługo dostaniemy propozycję co do walki z nią z Tobą.
- Tak, tak, mów dalej o tym Peterenko – odparłam wymijająco, przeglądając jego zdjęcia. 

Skurczybyk był ogromny! Jego bicepsy były prawie, że wielkości mojej twarzy! Od góry do dołu mięśnie wielkości piłek do koszykówki. Gość mnie przerażał. Na miejscu Duke’a schowałabym swój stoicki pokój w gdzieś i naprawdę zaczęła bać.

- Dimitrija poznałem kiedyś na jednym z treningów podczas mojej wizyty w Moskwie. Dimitrij to bardzo silny zawodnik. Jego ciosy ważą gdzieś prawie dwa tysiące funtów, to jest ponad dwa razy więcej od przeciętnego pięściarza wagi ciężkiej.
- Sterydy – stwierdziłam od razu. – Żaden taki bokser nigdy nie miał tak mocnych ciosów.
- W Rosji nie stosują dopingów, tak jak i w Ameryce, Patricia. Mają tam zakaz i muszą go przestrzegać, inaczej będą wycofani.
- I tak w to nie wieżę – Parsknęłam, oddając teczkę Duke’owi.
- To uwierz. Rosjanie mają swoje sposoby trenowania.
- Jak kończyli Ci, którzy spotkali się z Peterenko na ringu? – Wiadomo, że moje pytanie było celowe, choć wiedziałam, co usłyszę.
- Najczęściej szybki nokaut w pierwszej, góra w drugiej rundzie. To Dimitrija jest trudno dojść, bo ma duży zasięg ciosów, które mają morderczą moc.
- I już wszystko jest wiadome. Przecież on zabije Duke’a, nim walka zdąży się rozkręcić.
- To jest tylko walka pokazowa, a nie walka o tytuł.
- Nie obchodzi mnie to. Nie zgadzam się na walkę… z tym czymś.
- Patricia… - zaczął Duke, ale mu przerwałam.
- Nie, Duke. Wiesz, jakie jest moje zdanie do takich walk. Boję się o Ciebie, a ty nic z tego sobie nie robisz. Nie, po prostu się nie zgadzam.
- Wątpię, żebyś miała coś do powiedzenia akurat w tej sprawie – wtrącił się władczo Bogdanow. – Na początku grudnia odbędzie się konferencja prasowa, na której musisz być.
- Jeśli będę miała ochotę – fuknęłam i gdy chciałam zejść z ringu, Bogdanow powstrzymał mnie jednym pociągnięciem, przez które opadłam na matę. – Co ty robisz?!
- Zaczynam trening. Robisz pompki, dopóki nie powiem stop! – krzyknął, patrząc na mnie wyczekująco. – No co?! Zapierdzielasz!

***
- Co za parszywy chuj… - syknęłam, wychodząc z treningu dwie godziny później, tocząc się na boki. W tamtym momencie po prostu miałam ochotę rozjebać z pół miasta za to, jak zachował się Bogdanow wobec mnie, a tym bardziej Duke. Zignorował to wszystko i zostawił mnie z tym samą. 

Co on sobie myślał? Że ja pozwolę na wysłanie go do grobu przez jakąś durną walkę z napakowanym Rosjaninem od siedmiu boleści?!

Cała w nerwach ruszyłam do domu. Było już ciemno i chwilami nie wiedziałam gdzie idę. Przyjemny chłód owiewał moje ciało i przynosił mi ulgę po przebytym treningu i jednocześnie poczułam ogromne zmęczenie.
- Te treningi mnie kiedyś wykończą… - powiedziałam do siebie, co chwilę ziewając.
- Kogo my tu mamy…? – Usłyszałam za sobą męskie głosy. O cholera… Czemu właśnie akurat teraz? Odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam trzech dobrze umięśnionych mężczyzn, ubranych w bluzy i szary dres. Serio?

Nie mógł to być Johnny Deep albo Orlando Bloom?

- Czy to przypadkiem nie jest ta siostra Duke’a Cooper’a? – zapytał któryś z nich.
- A co? Chcesz autograf? – spytałam go z drwiną.
- Hm… Zadziorna. Ciekawe, czy taka sama będziesz u mnie w łóżku, gdy będę Cię bzykał – Moja pewność znikła ze mnie tak szybko, jak się pojawiła. Jeden z nich, pewnie ich przywódca, zaczął iść szybko w moim kierunku. 

To było jakiś cholerny odruch. Jednym ruchem zrzuciłam z siebie torbę treningową i obroniłam się przed wścibskimi rękoma tego typa, uderzając go w twarz. Ten zaskoczony się cofnął i dał znak pozostałym, by ruszyli do akcji. Dwójka mężczyzn wzięła mnie od lewej i prawej strony  w żelazny uścisk. Ten, co trzymał mnie od tyłu, walnęłam nogą prosto w krocze, a gdy mnie puścił, padając z bólu na kolana, z wykopu trafiłam tego drugiego w korpus. Byłam zaskoczona własną zręcznością i siłą, ale pod wpływem emocji zrobi się wszystko. Patrząc na nich, cała drżąc zabrałam swoją torbę i uciekłam, co chwila oglądając się za siebie.
- Patricia?



*****************************

Oto nowy rozdział! Jak się podobał? Aktor, który gra w moim opowiadaniu Dimitrija Peterenko, to Dolph Lundgren, jeden z obecnych moich ulubionych aktorów :) Tylko tu jest z trzydzieści lat młodszy :D 


15 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne


niedziela, 2 marca 2014

7. " Niespodzianek ciąg dalszy "

Poniedziałek. Nienawidziłam tego cholernego dnia… Komu chce się po takim interesującym weekendzie wrócić do szkoły, by użerać się ze wstrętnymi nauczycielami i ich kiepskimi kawałami i tkwić za tymi pierdolonymi cegłami oraz zmuszać się do cholernej nauki? 

Koszmar.

- To jak, kto opowie mi o wojnie secesyjnej? – Pani od historii rozsiadła się wygodnie na swoim fotelu i patrzyła na naszą grupę wyczekująco,  aż ktoś się w końcu zgłosi na ochotnika. Skuliłam się na swoim fotelu razem z Tiffany, z którą miałam prawie wszystkie lekcje. Jedna uciecha z tego całego bagna. – Nikt? Spokojnie, ja nie gryzę – Taa, na pewno, powiedziałam w myślach z prychnięciem na co cicho się zaśmiałam i tym samym zwróciłam uwagę tej baby.
- Cholera – syknęłam.
- Widzę, że Panna Cooper ma coś do powiedzenia w tej sprawie. Wstań i opowiadaj.
- Ehm…

***
- Co za wredne babsko, co za wredne babsko! – Tak warczałam przez całą drogę na stołówkę, ściskając mocno tacę z jedzeniem, a Tiffany śmiała się ze mnie jak idiotka. – To nie jest zabawne!
- A właśnie, że jest! – krzyknęła rozbawiona.
- Boże… - fuknęłam, maszerując na zewnątrz szkoły i siadłam obok Duke’a, który był z chłopakami.
- Co ty taka groźna? Ktoś tu wstał dziś lewą nogą? – odezwał się Louis, obejmując mnie opiekuńczo ramieniem.
- Nawet nie zaczynaj, proszę Cię… - westchnęłam i zajęłam się jedzeniem swojej kanapki z boczkiem.
- No dobra, Duke ma dla Ciebie dobrą nowinę – Louis spojrzał na mojego brata. – Dragon? Mam czynić honory, czy ty?
- Ja, bo nie chcę byś od niej oberwał – Duke się zaśmiał.
- Oberwać? O co chodzi? – zapytałam go zdezorientowana.
- Ehm… Jak to powiedzieć… - Duke się zawahał.
- Ehm, może po angielsku? – Parsknęłam. Czemu tak denerwował się powiedzeniem czegoś, o czym nie wiedziałam? Zawsze zachowywał się tak, gdy mówił mi o… walce. Zabije, gnoja! – Och, nie… Czy ja myślę o tym, o czym ja? Bo ja tak to lepiej uciekaj, bo Cię zajebię, braciszku!
- Patricia, to tylko walka pokazowa… I jeszcze nie jest pewna!
- Z kim to niby?! Znowu chcesz dostać łomot od jakiegoś skurwysyna naładowanego sterydami?!
- Patricia, spokojnie, nic jeszcze nie jest pewne…
- Ale znając Ciebie ty pewnie się na nią zgodzisz! – moim podniesionym tonem od razu zwróciłam uwagę wszystkich zebranych w stołówce. – Znamy go przynajmniej? Widziałeś jak walczył?
- No, nie…
- No właśnie. Duke, to może być jakiś kolejny potwór niczym z Terminatora!
- Naoglądałaś się za dużo filmów akcji, wiesz? Muszę Ci chyba odciąć kablówkę, żebyś do końca nie zwariowała – stwierdził Duke ze śmiechem.
- Tak, tak, śmiej się dalej, ale nic nie wiesz o tym bokserze.
- To Dimitrij Peterenko, Rosjanin, mistrz wśród amatorów ze Związku Radzieckiego.
- Mistrz? – powtórzyłam ze zdziwieniem.
- Wśród amatorów. Nazywany jest rosyjską inwazją na amerykański sport. Próbuje nas tylko zastraszyć, ale ja wiem, że dam mu radę.
- Duke, pieprzysz głupoty. Nie od tak jest mistrzem, racja? Nie mam zamiaru oglądać, jak Cię pokonuje.
- Patricia, to ty pieprzysz farmazony. Nie przegrałem żadnej walki od początku mojej kariery. To też coś oznacza, nie prawdaż?
- Tak, Duke, ale nie chcę by stała Ci się znowu krzywda. Przez tego Włocha o mało co nie zapadłeś w śpiączkę, już o tym zapomniałeś?
- Ale jednak wygrałem, o tym też nie pamiętasz?
- Duke, tak bardzo chcesz przejść na wcześniejszą emeryturę?
- Nigdzie się nie wybieram. Dlaczego nasza rozmowa zawsze wygląda identycznie?
- Bo się o Ciebie martwię, idioto! – Walnęłam w stół dłonią i poczułam na swoich plecach spojrzenia ciekawskich. Wzięłam kilka głębokich wdechów i spróbowałam się uspokoić. Po trzecim podejściu, pomogło i zdenerwowanie mnie opuściło. – Przepraszam.
- Nie ma za co. Rozumiem Cię. Nie raz miałaś powody, byś się o mnie bała.
- Nie rób niczego zbyt pochopnie, okay? – Duke pokiwał głową i mnie lekko przytulił.
- Jesteście tak dziwni, że chwilami was nie rozumiem – powiedziała Tiffany, kręcąc głową.
- To są właśnie Cooperowie – Ja i Duke się uśmiechnęliśmy szeroko.

***
- Mój brzuch… pali! – jęknęłam kończąc serię brzuszków, a wzdłuż kręgosłupa i w dole brzucha poczułam przeraźliwy ból, który omiótł moje ciało. Trening Duke’a był koszmarny. Dlaczego nie mogłam robić nic po swojemu?
- Chyba musimy zacząć znów biegać, siostrzyczko. Straciłaś formę od tego imprezowania. 
- Będziesz mi to teraz wypominał? – Spojrzałam na niego rozbawiona.
- Zawsze – Duke puścił mi oczko.
- Cham – pokazałam mu język i wstałam z maty, rozprostowując kończyny.
- Jak było na randce z Liam’em? – zapytał, a mnie zatkało. – No co? Myślałaś, że nie wiem?
- To nie była randka – skłamałam, popijając wodę mineralną ze swojej butelki. – Liam zabrał mnie na kolację i tyle.
- Jak widzę, nie stosujesz się do moich zasad, by nie podrywać moich przyjaciół, ale na szczęście Liam - to dobry gość i mu ufam.
- Gadasz jak mama. Zamieniasz się w nią, bracie – Parsknęłam śmiechem.
- Koszmar – Udał, że się wzdryga, na co głośno się zaśmiałam.  – Jeśli Liam coś Ci zrobi, od razu mi o tym mów.
- Wątpię, by się Tobie naraził, Duke. Inaczej poczuje Twojego prawego sierpowego na swoich jajach.
- Nie, ja tam nie uderzam. Jestem sprawiedliwym zawodnikiem i przestrzegam zasad boksu… - Raptem zza sali dobiegły mnie dziwne dźwięki, których nie potrafiłam określić. – Nareszcie.
- Że co? -  Spojrzałam się na niego speszona. – Coś ty znowu wymyślił?
- Nie ja, tylko Bogdanow.
- O nie… Chcesz mi o czymś powiedzieć, Duke?
- Tak jakby… Bogdanow dołączył Cię do naszej kadry.
- Co?! – krzyknęłam, lecz automatycznie się uspokoiłam, bo próg Sali przekroczyła ekipa Duke’a, która trenowała mojego brata od lat. Za nimi szedł Liam z całą resztą, niosąc ze sobą profesjonalny sprzęt. Wiedziałam co to oznacza. Chcieli mnie sprawdzić. Wyprostowałam się i patrzyłam na nich z góry, dopóki nie pojawił się Bogdanow. – Trenerze.
- Cooper, miło Cię widzieć. Widzę, że Duke już się Tobą zajął. Jesteś gotowa?
- Zależy na co?
- Na test życia. Mam nadzieję, że się postarasz – odparł chrypą, zdejmując swoją bluzą i rzucił ją na matę. – Rozkładamy sprzęt, chłopcy!
Ta czynność trwała dobre pół godziny. Trzeba było być ostrożnym by nie urwać żadnego kabla i żeby wszystko było podłączone na swoje miejsce. Sala przypominała tą z Rocky’ego 4, gdy Dolph Lundgren pokazywał swoje umiejętności bokserskie.

Gdy sprzęt był już na swoich miejscach, podłączono mnie do nich. Czułam się trochę… dziwnie. Wszyscy na mnie patrzyli, bez wyjątku. Obserwowali mnie tak, jak rzeźbę w muzeum, czy coś…

Ale czy ja do jasnej kurwy byłam obrazem?!

- Nie przejmuj się nimi – powiedział mi Bogdanow, stając z boku, tuż obok mnie, lecz w bezpiecznej odległości. – Skup się na uderzeniu i nie zwracaj uwagi na to, co się dzieje wokół Ciebie. Skupienie, Patricia. To jest jakbyś patrzyła swojemu przeciwnikowi prosto w oczy. Musisz być twarda jak skała i silna jak cyborg. Musisz skoordynować swoje ciało, zebrać wszystkie emocje : Miłość, złość, szczęście… Możemy zaczynać, Patricia? – Skinęłam głową na tak i ustawiłam się w mocnej pozycji bokserskiej. – Panowie, mam nadzieję, że wiecie co będzie robiła, prawda? Przeciętna pięściarka takiej postury jak Patricia uderza z siłą niecałe dwieście funtów na metr kwadratowy. Niezbyt wiele, gdyż wy uderzacie z siłą przynajmniej siedmiu set funtów. Zobaczymy w jakim przedziale mieści się Patricia… - Odwróciłam od niego wzrok i wlepiłam go w sprzęt, w który miała trafić moja pięść. Wzięłam kilka głębokich, a podczas trzeciego z nich, z warknięciem z ogromną siłą walnęłam w sam środek wyznaczonego miejsca, a licznik znajdujący się nad nim wskazał pięćset dziesięć. W duchu byłam z siebie ogromnie dumna i miałam ochotę piszczeć jak dziecko ze szczęścia, ale zachowałam powagę, gdyż Bogdanow nie lubił, jak ktoś nadmiernie okazywał radość.
- Wow – wydusił z siebie Duke.
- Jak widzicie, Patricia uderzyła sprzęt z siłą ponad pięciuset funtów. To jest prawie dwa razy więcej od zwykłej pięściarki. Widać, że ma potencjał. Brawo – Bogdanow poklepał mnie po plecach motywująco. – Kontynuujmy.

***
- Poszło Ci genialnie – pochwalił mnie Duke, trzymając mnie za ramiona,  bym nie upadła i szliśmy po schodach akademiku wraz z chłopakami. – Możesz być z siebie zadowolona.
- Tak, ale gdybyś ty nie czuł swoich mięśni, zachowywałbyś się tak samo jak ja – powiedziałam, z trudem włócząc za sobą swoje nogi.
- Zasmucę Cię i oznajmiam Ci, że resztę drogi musisz pokonać sama. Z chłopakami idziemy do naszych kumpli…
- Ja ją odprowadzę – usłyszałam za sobą głos Liam’a i zajął miejsce Duke’a.
- Okay… - Duke niepewnie popatrzył się na nas i dał Liam’owi moją torbę treningową. – Bez żadnych wybryków, pamiętacie?
- Duke… - jęknęłam, czując jak po moich policzkach rozlewa się ciepło.
- Tylko wam przypominam – Duke, jak i reszta się uśmiechnęła i powoli się od nas oddalili. Spojrzałam na Liama, lekko rozbawiona i uczepiłam się jego szyi jak małpka.
- Zadziwiłaś mnie, wiesz? Pięćset funtów?
- Mnie też zaskoczyło – przyznałam mu rację. – Kto by pomyślał, że mogę zmierzyć się z Chuck’iem Norris’em.
- Taa – Liam się zaśmiał i zatrzymał, tyle, że nie przed moim mieszkaniem.
- Liam, mój pokój jest trochę dalej.
- Wiem, ale dzisiaj spędzisz ze mną wieczór.
- Czyżby? – Przygryzłam dolną wargę. – Zjemy normalną kolację?
- Tak – Liam ponownie się zaśmiał, a ja przypomniałam sobie sytuację z naszej randki. – Jeśli lubisz bułki z czosnkiem i piwo.
- Jasne. Najlepsze zestawienie na świecie – mruknęłam z zadowoleniem i po tym, jak Liam otworzył drzwi, weszliśmy do środka, gdzie roznosił się w powietrzu przyjemny zapach wanilii i męskim perfum Duke’a, które osobiście uwielbiałam, bo sama mu je dałam. Proste i efektywne.
Z niechęcią puściłam szyję Liam’a i padłam na kanapę plackiem, chowając twarz w puchowej poduszce.
- Mam dosyć tego cholernego dnia – fuknęłam w poduszkę z ziewnięciem. – Najchętniej to bym zjadła coś dobrego, a potem poszła spać.
- Nie ma sprawy – Liam na chwilę znikł w kuchni i po minucie wrócił do salonu, gdzie dał mi obiecaną bułkę z czosnkiem i piwo. – Proszę.
- Dzięki… Liam?
- Hm…? – Chłopak popatrzył na mnie z pod swoich długich rzęs.
- Tamten dzień… Nasz wieczór… On coś dla Ciebie znaczył? – zapytałam go dobierając słowa tak, by nie zabrzmiały zbyt dwu znacznie. Liam w odpowiedzi przybliżył się do mnie maksymalnie i niemal stykaliśmy się nosami, a ja mogłam poczuć zapach mięty, wylatujący z jego ust. Wstrzymałam oddech, oblizując wargi koniuszkiem języka… Cholera, naprawdę chciałam go pocałować. Te jego pełne, różowe wargi aż zachęcały, krzyczały „ pocałuj, pocałuj! „ a ja nie mogłam się od tego powstrzymać.
- Zaufałaś mi, to odmieniło wszystko… - odparł seksowną chrypą i jego wargi delikatnie dotknęły moich, a ręce objęły mnie lekko w pasie. Wzdłuż moich pleców przebiegły pojedyncze dreszcze podniecenia i rozprzestrzeniły się po całej powierzchni ciała, do najmniejszych jego zakamarków. Wplątałam palce w nastroszone włosy Liam’a i przyciągnęłam go do siebie najmocniej jak tylko zdołałam. 


Nasz pocałunek opływał w namiętności, pożądaniu i erotyzmie, a nasze ciała dostosowywały się do całej reszty i zaczynały współgrać ze sobą.

Liam po jakiś kilku minutach opuścił moje usta i przeniósł się na szyję, by przyssać się do niej jak do lizaka.
- Coś podejrzewam, że czeka nas ciekawy wieczór… - powiedział w mój czuły punkt Liam i ugryzł skrawek skóry.
- Taak… - odparłam zadowolona i poddałam mu się cała, na tacy.


Hm… Jak ja kocham życie…

-------------------------------------

No siemka moi kochani z samego ranka! :D Jak wam się podobał rozdział? Co do jednego z gifów : Z tym licznikiem ma być pięćset dziesięć, kochani :P Innego nie mogłam znaleźć, soorka ^^


15 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział! :* <3

Komentujcie <3


Mrs.Payne