Translate

piątek, 25 kwietnia 2014

13. " Coś innego... lepszego "

Uwaga! W tym rozdziale występują sceny dla osób pełnoletnich. Czytasz na własną odpowiedzialność! :)

Chociaż i tak wiem, że je przeczytacie zboczuszki moje :*


~~~~~~~~~~~~~~

- A to za co było? Nie, żeby mi się to nie podobało, ale zaskoczyłaś mnie - szepnął Liam, głaszcząc moje włosy. - Dlaczego jesteś wcześniej na sali?
- Zerwałam się z lekcji - przyznałam z zawadiackim uśmiechem.
- Niegrzeczna dziewczynka. Nie podejrzewałbym, że akurat spotkam Cię tu. 
- Naszło mnie na trening - wzruszyłam ramiona, oplatając rękoma jego szyję.
- I prawidłowo - Liam pogłaskał mnie po policzku. - Jesteś dzisiaj wyjątkowo piękna, wiesz?
- Dziękuję - zarumieniłam się lekko. - Pójdziemy gdzieś po treningu? 
- Masz jakąś propozycję? - zapytał zaintrygowany.
- Nie wiem... Słyszałam od Tiffany, że nie daleko Javva Johns jest kino parkingowe.
- Kino parkingowe, mówisz... Podoba mi się ten pomysł - stwierdził, cmokając mnie w usta. - Czyli jesteśmy umówieni? - Pokiwałam twierdząco głową. - Super.
- No - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Payno, Patricia, zostawcie to na później! - krzyknął Duke, obserwując nas zniesmaczony, siadając obok Bogdanova na ringu. - Będziemy mieli gości.
- Kogo? - zapytałam, wtulając się w bok Liam'a, który opiekuńczo objął mnie ramieniem w talii. Szczerze? Podobało mi się, że Liam był tuż obok. Taki ciepły i troskliwy... Tak, to było bardzo przyjemne.
- Ehm... Patricia... - zaczął niezręcznie Duke.
- Nie, nie wyjdę, Duke. Przede mną nic się nie ukryje - powiedziałam. - Mów : kto ma się tu zjawić?
- Dimitrij ze swoją dziewczyną - rzekł.

***
- Dobrze wyglądam? - zapytałam po raz setny Liam'a, gdy siedzieliśmy razem w szatni po odbytym treningu i by odpocząć i przygotować się na spotkanie z rosyjskim terminatorem i jego dziewczyna od siedmiu boleści. 
- Jesteś piękna, spokojnie. Przeglądasz się w lustrze już piąty raz - powiedział, przytulając mnie od tyłu i położył podbródek na moim ramieniu. 
- Po co oni tu przyjeżdżają, Liam? Tak... niespodziewanie? - spojrzałam na niego w odbiciu lustra. Niemal natychmiast odwrócił wzrok i spróbował zmienić temat, lecz mu nie wyszło. - Odpowiedz mi, Liam. 
- No bo tak jakby... Duke będzie miał z nim walkę i to niebawem.
- Co? Dlaczego ja nic o tym nie wiem?! - krzyknęłam cicho, odwracając się w jego stronę. - Czemu Duke mi nic nie powiedział?
- Nie chciał, byś się zamartwiała na zapas. Poza tym, to tylko walka pokazowa, nic wielkiego. 
- I kiedy niby ma odbyć się ta farsa?
- W sylwestra - mruknął, patrząc na mnie smutno.
- Żartujesz chyba? Żartujesz? - Pokręcił głową. - Jak ja ma nawciskam... kurwa mać, co on robi?!
- Spokojnie, skarbie. Nie denerwuj się - Liam pogłaskał mnie po plecach uspokajająco, lecz to i tak nie pomogło.
- Jak mam się nie denerwować, Liam? Mój własny brat nie mówi mi prawdy i ją ukrywa! 
- Duke tego właśnie chciał uniknąć. Kazał nam nic Tobie nie mówić, byś była spokojna i w końcu sam by Ci powiedział - odparł. 
- Aha, na pewno - warknęłam, zaciskając dłonie w pięści.
- Hej, hej, spokojnie - Liam chwycił moje ręce i delikatnie je rozłożył. - Duke nie chce teraz kłótni. Przygotowuje się do tej walki i chce ją wygrać, dla was obu.
- Po prostu boję się o niego, Liam. Po ostatniej walce o mało nie zapadł w śpiączkę. To nie jest normalne! 
- Wiem, kochanie, wiem, ale to jest boks i naszą pracą jest skopanie tyłków innym, przy okazji obrywając. To jest nasz styl życia, tak zarabiamy.
- Wy możecie zginąć, Liam. Tego bym już nie wytrzymała - stęknęłam, chowając twarz w dłoniach. 
- Ej, tylko mi tu nie płacz - Liam przytulił mnie jak małe dziecko i pocałował w czubek głowy. - Wszystko będzie dobrze. To tylko walka pokazowa, nic więcej. Żadnej rywalizacji, skarbie.
- Mam nadzieję, inaczej dopadnę tego rosyjskiego byczka i jego dziewczynę w tej ich zajebanej Moskwie - fuknęłam, a Liam się zaśmiał. - Co w tym takiego zabawnego? - spojrzałam na niego. - Mówię poważnie i dobrze o tym wiesz.
- Jesteś urocza, gdy się złościsz - powiedział.
- I jeszcze jaka? - nagle naszła mnie ochota na flirtowanie. Chyba zamieniałam się w bipolarną laskę. - Masz o mnie więcej pozytywnych epitetów?
- Jaka jesteś? Hm... Teraz, gdy jesteś prawie, że bez ubrań... - obleciał wzrokiem moje ciało. No tak... Miałam na sobie tylko krótkie, treningowe spodenki i czarny top. Mógł fantazjować, pozwalam mu.
Spojrzałam na niego, nieco przechylając głowę na prawy bok i palcami biegałam po jego nagim torsie, wyznaczając ścieżkę do gumki jego spodenek. Widziałam jak mięśnie Liam'a się napięły i jego kaloryfer bardziej uwydatnił. - W tym wydaniu jesteś seksowną pięściarką, którą chętnie wziąłbym tu i teraz.

Zamarłam, lecz pasował mi taki układ.

- A ty co o mnie sądzisz? - zapytał, pochylając się nade mną i obsypując moją szyję mokrymi pocałunkami. W odwecie cicho jęknęłam, przez co Liam zadrżał. - Nie jęcz tak, skarbie. Wtedy podniecasz mnie jeszcze bardziej. 
- Mam jęczeć dalej? - spytałam, uśmiechając się pod nosem.
- Jak odpowiesz mi na moje pytanie - mruknął, gryząc kawałek mojej skóry tuż nad uchem.
- Ehm... W tej chwili mam ochotę robić z Tobą brzydkie rzeczy - zaśmiałam się cicho, będąc lekko zaskoczona własną śmiałością.
- Naprawdę? - Spojrzał na mnie zdziwiony. 
- Tak, Liam. Naprawdę - pokiwałam głową, kładąc dłoń na jego policzku pokrytym zarostem. 
- To Twój pierwszy raz, Patt... Nie chcę Cię skrzywdzić, wiesz o tym - odparł, patrząc głęboko w moje oczy. - Jesteś na sto procent pewna? 
- Znaczy, wolałabym tego nie robić w szatni, gdzie obok na sali jest Duke - powiedziałam, na co oboje się zaśmialiśmy.
- Chodź do łazienki.

Chwilę później byliśmy w łazience, zamknięci na klucz, by nikt nas przypadkowo nie zaskoczył swoją nagłą wizytą. 
Bałam się odrobinę : nie samego stosunku, lecz stracenia dziewictwa, gdyż wiele dziewczyn przechodzi to niezbyt miło. Nie chciałam być jedną z nich i zwijać się z bólu.
- Rozluźnij się, kochanie - Liam uważnie mnie obserwując, położył dłonie na mojej ciepłej od emocji talii. - I oddychaj, dobrze? Będzie mnie bolało - pokiwałam głową, spuszczając wzrok na swoje stopy. - Ale... - niemal natychmiast Liam podniósł  mój podbródek do góry. - Patrz na mnie. Możesz mi ufać.
- Ufam Ci - rzekłam pewnie, bawiąc się jego spodenkami. - Chcę Cię pocałować, wiesz?
- To mnie pocałuj.
- Mam Cię pocałować? - droczyłam się z nim.
- Nie baw się ze mną, tylko całuj - i przywarł do moich warg, miażdżąc je swoją siłą, a we mnie wybuchła potężna dawka namiętności i adrenaliny.
Równie mocno odwzajemniłam pocałunek, wchodząc językiem do jego ust, a dłonie przeniosłam na plecy chłopaka, by je drapać i marząc o tym, bym pozostawiła tam po sobie ślad naszych intymnych igraszek i ekscesów. Liam zwinnie i szybko zsunął ze mnie spodenki, a gdy się ich pozbyłam koślawymi kopnięciami, Payne na moment oderwał się ode mnie, by zdjąć mój top i rzucił go na umywalkę. Co chwilę przechodziły mnie dreszcze namiętności i pożądania. Pragnęłam Liama z całej siły i wiedziałam, że to on mógł być pierwszym chłopakiem, z którym miałam uprawiać seks. 

Wargi Liam'a ponownie zetknęły się z moimi w długim i dokładnym pocałunku, podczas którego pozbyłam się odzieży Liam'a, po czym on podniósł mnie, bym obwiązała nogami jego tułów. Też tak zrobiłam i przylgnęłam do jego ciała, by nie dzieliły nas żadne, zbędne centymetry.

- Tak bardzo Cię pragnę, Patt - mruknął z trudem Liam, przenosząc się na moje obojczyki oraz dekolt, a dłońmi dotarł do zapięcia stanik. Nim wykonał cokolwiek spojrzał na mnie pytająco, a ja kiwnęłam głową, po raz kolejny. W mgnieniu oka po moim biustonoszu nie było nawet śladu, a jego usta zajęły się piersiami. Pieścił je delikatnie, przynosząc mi tym samym nie byle jaką przyjemność. Cichutko jęczałam jego imię, czasami przyciskając jego głowę do siebie i przymykając oczy, by czuć to co ze mną robił. 

W pewnym momencie położyliśmy się na zimnych kafelkach, przez co cała się napięłam. Liam zrozumiał to w inny sposób.
- Spokojnie, kochanie. Nie zrobię Ci krzywdy... - szepnął, pochylając się nade mną i zaczynając od moich żeber, rysował ścieżkę swoim językiem, aż do krawędzi moich majtek. - Pozwól, że się ich pozbędę i wszystko będzie piękniejsze... Pupa do góry, mała - wypełniłam jego prośbę i podniosłam swój tułów odrobinę w górę i dosłownie sekundę później leżałam naga przed chłopakiem swoich marzeń... Boże, czy ja to właśnie powiedziałam? - Patricia... Jesteś taka piękna... Idealna - Liam musnął moje wargi czule, lecz ja pogłębiłam tą pieszczotę, głaszcząc jego tors prawą ręką i stopniowo zniżałam ją do nabrzmiałego miejsca. Pewnie objęłam jego męskość przez materiał spodenek i ugniatałam tak, aby wpędzić go w wyższy stan podniecenia. I tak było. Po kilkunastu sekundach czułam, że jego członek ledwo mieścił się w moich drobnych dłoniach, a z ust Liam'a uciekały pojedyncze jęki. On odpłacał mi się masowaniem mojej kobiecości, przez co mój żołądek wywijał koziołki.  - Skarbie... Musisz przestać... - z zadziornym uśmieszkiem zabrałam rękę z jego intymnego miejsca i gorąco pocałowałam, badając językiem jego podniebienie, a on w między czasie pozbył się swoim bokserek i rzucił ją w stertę mojej bielizny. - Gotowa? - zapytał, lekko rozszerzając moje nogi na boki. 
- Jak nigdy - powiedziałam, patrząc na niego z szelmowskim uśmieszkiem i uczepiłam się nogami jego pleców, zawijając je tam w supeł. 
- To zaboli tylko przez chwilę - odparł, nadstawiając swoją męskość przed moje wejście. Odetchnęłam głęboko i Liam jednym szybkim ruchem był we mnie, zabierając mi moje dziewictwo. W pierwszych sekundach byłam w lekkim szoku i czułam tylko ból, który ulatniał się po moim ciele. - Oddychaj, to pomoże - szepnął mi na ucho Liam, poruszając swoimi biorami delikatnie, co dało mi kolejną dawkę bólu. Zacisnęłam zęby, odchylając głowę do tyłu i spróbowałam o nim zapomnieć i napawać się przyjemnością. 

Liam ruszał się we mnie powoli, tak by dostosować się do mnie i mojego samopoczucia. Z każdym jego pchnięciem, ból odchodził na boczny plan i czułam się co raz lepiej i tak jak mogłam podejrzewać, z biegiem czasu zaczęłam odczuwać mrowienie tam na dole, oznaczające to, że mój orgazm się zbliżał wielkimi krokami. Liam widząc to, trochę przyśpieszył, co było dla mnie idealnym tempem, bym mogła dojść, co było czymś... niezwykłym. To nie było jak szczytowanie po onanizowaniu się, nie. To było coś, co zbiło mnie z nóg, gdybym stała, oczywiście, a gdy leżałam całe ciepło zupełnie mnie obezwładniało.

- I jak się czujesz? - spytał Liam, wychodząc ze mnie lekko, by mi nie zrobić mi krzywdy i cmoknął w usta. Widziałam, że Liam bardzo się o mnie martwił. To było całkiem urocze.
- Lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej - przyznałam, oddychając głęboko i położyłam dłonie na umięśnionych ramionach Liam'a.
- Też tak miałem... Byłaś niesamowita, kochanie - Liam ponownie mnie pocałował, bardziej czulej i namiętniej.

Czy ja wspominałam wam wcześniej, że kocham swoje życie?



******************************

I jak wam się podobał rozdział? :D Cieszycie się, że coś w końcu doszło między Liam'em, a Patricią? :D 

Jak się postaracie, dzisiaj wieczorem dodam rozdział!!! :D



17 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! <3

Komentujcie <3


Mrs.Payne






czwartek, 24 kwietnia 2014

12. " Historia "

- Ziemia do Duke'a! - potrząsnęłam mojego brata, ziewając głośno. Przez Duke'a prawie wcale nie zmrużyłam oka. Dlaczego gdy zawsze musiał się nawalić, robił to za wszystkich?! Przez tego idiotę się nie wyspałam, a czekał mnie ważny test z psychologi, o którym przypomniałam sobie kilkanaście minut temu. - Duke, do kurwy nędzy, obudź się!
- Daj mi spokój - zawarczał, przytulając się do poduszki jak małe dziecko.
- Albo zaraz wstaniesz, albo zrobi się niemiło - zagroziłam, zabierając mu kocyk.
- Daj mi spać, kobieto - mruknął zdesperowany i zasnął ponownie, bo po pokoju rozniosły się jego chrapnięcia.
- On jest niemożliwy - jęknęłam, wracając do swojego pokoju i ubrałam się w komplet, który sobie przyszykowałam, umalowałam, uczesałam włosy w kucyk i  niemal wybiegłam ze swojego pokoju, bo zostało mi pięć minut do psychologi, a przynajmniej raz w życiu chciałam przyjść niespóźniona na pierwszą lekcję.
Po dobiegnięciu na miejsce, co zrobiłam w wyjątkowo szybko, pod salą nikogo nie było. 
- Co do cholery...? - powiedziałam do sama do siebie.
- Patricia! - usłyszałam za sobą głos Tiff. Dziewczyna stała przy drzwiach wyjściowych u boku Ginger i Vanessy, z którymi chodziłyśmy razem na psychologię. - Lekcja jest odwołana! Idziemy na kawę do Javva Johns! Dołączysz się?

Odpowiedź była jasna.

***

- Ta wczorajsza akcja z myjnią była zajebista! Nigdy nie widziałam lepszej, ja chcę jeszcze raz! - powiedziała wesoło Vanessa , pijąc swoją swoją kawę z mlekiem. Javva Johns była według mnie, jedną z najlepszych kawiarni, jaka była w Detroit. Ciągle był w mniej tłok, nawet w godzinach wieczornych. 
- I przy okazji poznałam takiego faceta, że w głowie się nie mieści! Nie dość, że chodzi do nas do szkoły, to jeszcze umówił się dzisiaj ze mną na obiad - pochwaliła się Ginger, uśmiechając się szeroko. Vanessa i Ginger były bliźniaczkami, i to bardzo ładnymi. Obie były mulatkami o blond włosach, długich nogach, pięknym uśmiechem i niebieskich, dużych oczach. Były mega miłe, zwariowane i uwielbiałam się z nimi spotykać na mieście. Zawsze miałyśmy wspólne tematy.
- A jeśli już mówimy o chłopakach... Patricia, co słychać u Ciebie i Liam'a? - zapytała mnie Vanessa.
- A co miałoby słychać? Przyjaźnimy się - odparłam, wzruszając ramionami. 

- O mój Boże, niedozwolone słowo na p. Czyli kod czerwony : kochana, nigdy między dziewczyną, a chłopakiem nie ma przyjaźni, bo zawsze będzie między nimi coś więcej. 
- To może w Twoim przypadku, Vanessa. Nawet nie wiem, czy potrafiłabym być z kolegą Duke'a. 
- Twierdzisz, że nic was nie łączy poza przyjaźnią? - spytała mnie Ginger.
- No, tak - powiedziałam, patrząc na nią.
- Wczoraj nie wyglądaliście jak przyjaciele, wiesz o tym?  - i wtedy nie wiedziałam co powiedzieć. Wiedziałam, że przypominaliśmy zgodną i udaną parę, ale... czy my to tak bardzo pokazywaliśmy? Czy my okazywaliśmy sobie jakieś uczucie przy innych? Jak mogłam tego nie zauważyć?  - Czujesz coś do Liama? 
- Ja... Nie wiem, Ginger - przyznałam szczerze. - Naprawdę nie wiem.
- A chciałabyś, by coś między wami było? 
- Nie wiem! - powiedziałam podniesionym tonem, który niemal od razu opanowałam. - Owszem, Liam to cudowny chłopak, który bardzo się o mnie troszczy... ale sama nie wiem.
- Czego, Patt, czego? Spójrz prawdzie w oczy : jesteście stworzeni dla siebie, nie od tak was do siebie przyciąga, tak? Gdyby was nic nie łączyło nie chodzilibyście nigdzie razem, pod rękę, a trzymali od siebie z daleka na pół kilometra...
- Ginger, to nie jest takie łatwe, na jakie to wygląda - przerwałam jej, tracąc cierpliwość. - Liam to wspaniały chłopak, ale bije się o niego dużo dziewczyn, a co dopiero zerwał z Danielle. Wątpię, by był gotowy na kolejny związek. 
- Ja myślę inaczej, bo mam oczy i widzę, że między wami iskrzy.
- Wiecie co? Muszę chyba już iść na zajęcia - powiedziałam, wstając od stolika i zabierając swoje rzeczy.
- Patt, nie zachowuj się jak dziecko i porozmawiaj z nami. Od tego są przyjaciółki, tak? - burknęła Vaness. 
- Spóźnię się na lekcje, spotkajmy się później. Na razie - i wyszłam, nim zdążyły coś powiedzieć. 

***

Przez cały dzień zmagałam się z natarczywymi myślami i obrazem Liam'a w mojej głowie. Chwilami stawało się to naprawdę nieznośne i przez to uciekłam z dwóch ostatnich lekcji i poszłam na trening sama, by wszystko dokładnie przemyśleć.

W tempie ekspresowym przebrałam się w swój treningowy strój i zaczęłam ćwiczyć myśląc, że zajmę tym swój umysł. Nie stało się tak. Liam całkowicie zawładnął moim umysłem i nie chciał z niego wyjść. 

Kurczę... Czy ja faktycznie coś czułam do Liam'a? Odkąd się poznaliśmy, wszystko stało się inne... bardziej rzeczywiste i realne. Liam był wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Zadziwiał mnie na każdym kroku i to mnie w nim pociągało. Był inny. 

Ale czy było nam dane być razem? Liam był bokserem i to bardzo dobrym. Nie mogłabym się pogodzić, gdyby któregoś dnia coś mu się stało podczas jednej z walk. Sama trenowałam, ale to co wyprawiał on i Duke było niebezpieczne. Nadal pamiętałam otatnią walkę Duke'a : pod sam koniec dwunastej rudy ledwo trzymał się na nogach, a jego twarz wyglądała jak obita śliwka. Nie mogłam sobie wyobrazić tego, że zamiast jego, mógłby tam być Liam... Dalczego nie mogłam przestać o nim myśleć choć na moment?! 
- Wyjdź z mojego umysłu, idioto! - krzyknęłam, zatrzymując się przed workiem treningowym i zaczęłam go okładać pięściami jak szalona. Zawsze wyładowywałam się na nim, by potem być po prostu spokojną osobą na nowo. - Daj mi spokój! - ponownie walnęłam w worek z całej siły, przez co wszystkie moje złe emocje uleciały wraz z ciosem. 
- Wow, wow, wow! Ktoś tu chyba wstał lewą nogą! - usłyszałam za sobą rosyjski akcent. Odwróciłam się powoli w stronę Bogdanova z zaciętą miną.
- Trenerze - przywitałam się z nim formalnie. Bogdanov był sam, co mnie zaskoczyło. Zawsze chodził ze swoją świtą. 
- Jak się masz, Patricia? - Bogdanov podszedł do mnie powoli. 
- Bywało lepiej, dzięki za troskę - parsknęłam i wróciłam do okładania worka pięściami. 
- Tak, zdecydowanie masz zły dzień - stwierdził.
- Co trener tutaj robi? Duke ma trening dopiero za trzy godziny.
- Sam nie wiem... Nogi mnie tutaj zaprowadziły. I widzę, że potrzebujesz rozmowy.
- Rozmowy? - Zdziwiona popatrzyłam na niego.
- Tak, rozmowy z kimś doświadczonym. Podejrzewam, że tu chodzi o coś innego, niż dostanie jedynki z matematyki.
- Żebyś wiedział - warknęłam.
- To mów - Bogdanov usiadł na krańcu ringu. - Znamy się od wielu lat, mogę Cię wysłuchać.
- Myślisz, że pomożesz takiej nastolatce jak mi w sprawach miłosnych? - Spojrzałam na niego chłodno.
- Więc, to miłość? Typowe - stwierdził.
- Co ty możesz o tym wiedzieć?
- Też chyba jestem żonaty i mam dziecko, więc chyba wiem coś na ten temat - Bogdanov się zaśmiał. - No cóż... Kim jest ten chłopak, który zawrócił Ci w głowie i zawładną sercem mojej najlepszej pięściarki w klubie?
- Nie podlizuj się - parsknęłam ironicznym śmiechem. - A tym chłopakiem jest... 
- Liam, prawda? - przerwał mi, dokańczając za mnie.
- Skąd wiedziałeś?
- Jestem na każdym waszym treningu i widzę, że się do Ciebie zbliżyliście. Wasze relacje się zacieśniły - odparł, patrząc na mnie uważnie. - Liam to dobry facet. Trenuje go odkąd jest nastolatkiem. Miał bardzo ciężkie życie, wychowywał się wśród gangsterów i zabójców.
- Co? - zdziwiona zostawiłam worek w spokoju i usiadłam obok Bogdanova. - O czym ty mówisz?
- Czyli jeszcze z Tobą o tym nie rozmawiał... Zacznijmy od początku. 
- Właśnie tego chcę. 
- Nie zastanawiałaś się dlaczego Liam wydaje się taki tajemniczy i jednocześnie troskliwy? - Pokręciłam głową. - Do mojego klubu trafił jako trzynastolatek. Był nękany w szkole, bo miał bogatych rodziców, a szkoła, do której chodził była miejscem dla typowych chujów bez przyszłości. Liam miał przed sobą normalne życie z perspektywą. Miał zadatki na prawdziwego boksera... Lecz wiadomo : z wiekiem każdy się zmienia i on też się zmienił, ale nie sam, z własnego wyboru, tylko przez gości z jego szkoły o kilka lat starszych. Wprowadzili go w ten cały pojebany świat imprez, narkotyków i walk ulicznych... Liam brał w nich udział codziennie, byłem nawet na jego kilku ustawkach i obserwowałem wszystko z boku, by mnie nie zauważył. Widziałem wyraz jego twarzy... Pamiętam go do dzisiaj. Pamiętam, jak to wszystko sprawiało mu przyjemność, jak z perfidnym uśmiechem patrzył na swoich rywali, pobitych przez niego nie nieprzytomności. 
- Cieszył się z bólu innych - dodałam smutnym tonem.
- Tak. Trudno było mi go wyciągnąć z takiego stanu. Jak człowiek się do czegoś przyzwyczaić, trudno jest mu z tego zrezygnować. Tak właśnie było z Paynem. Wiele tygodni poświęciłem, aby wrócił do dawnego siebie i do normalnego zachowania poza ringiem bokserskim. 
- Domyślam się, że nie było to zbyt łatwe, jak podejrzewałeś.
- Bo nie było. Wychowanie Liam'a było najtrudniejszą rzeczą w ciągu całej mojej kariery trenera. Nawet tyle czasu nie zajmowałem się Twoim bratem, przez co czuł się trochę zaniedbany, widziałem to. Lecz rozumiał, że trzeba było sprowadzić Liama na właściwą drogę. Czasami nawet mi pomagał, co przynosiło widoczne efekty.
- Czyli? - zapytałam.
- Liam gdy walczył... nie był sobą. Więc, Duke robił to samo i nie raz pobił Liam'a tak, że nie mógł podnieść się z desek. To powoli uczyło Liam'a kontrolowania gniewu i swojej siły. 
- Po ilu Liam wyszedł z tego stanu?
- Po kilku miesiąc. Liam bardzo się męczył, ale po części udało mu się wyjść z tego też przez tą dziewczynę...
- Danielle - odparłam. - Liam mówił mi trochę o niej, ale nic tak bardziej konkretnie, bo z nią...
- Zerwał, wiem. 
- Dlaczego to zrobił? Danielle za pewne była piękna, utalentowana i uszczęśliwiała Liam'a...
- Ty nadal nie rozumiesz, Patricia. On rozszedł z nią wyłącznie z Twojego powodu.
- Mojego? - powtórzyłam oniemiała, po czym dodałam z prychnięciem. - Dobre sobie. 
- Rozmawiałem z nim i wszystko mi mówił. On coś do Ciebie czuje, ale boi się porozmawiać. 
- Żartujesz chyba? 
- A czy ja wyglądam na żartownisia? Jestem śmiertelnie poważny - burknął.
- I co ja mam z tym zrobić? Nie mogę w tej sytuacji być obojętna.
- To nie bądź. Zrób to, co Ci każe serce. Ono Ci prawdę powie.
- Mam jeszcze jedno pytanie, co do tej historii o Liam'ie... Czy on zrobił coś złego w tym towarzystwie? Popełnił jakieś przestępstwo, którego teraz żałuje?
- Na szczęście nie. Co jak co, ale moich gróźb się słuchał i bał się je zlekceważyć.
- Co mu mówiłeś? - dopytywałam się.
- Że jeśli nie uspokoi się, wyrzucę go z klubu bez możliwości powrotu. 
- Ja też wtedy bym się bała. Nadal uważam, że boks to brutalny sport, ale nie zrezygnowałabym z niego szczególnie teraz. Poza tym, wkręciłeś mnie do kadry, więc nie ma nawet mowy o odejściu, prawda?
- Zgadza się - pokiwał głową.
- No właśnie - zachichotałam cicho i przez chwilę się do siebie nie odzywaliśmy. - Dziękuję, trenerze.
- Za co?
- Za to, że Pan mnie wysłuchał i pomógł zrozumieć kilka rzeczy, a przede wszystkim za to, że opowiedział mi trener historię Liam'a. Przynajmniej teraz wiem, jak do niego podejść.
- Nie ma sprawy, Cooper.
- Nie wiedziałam, że trener jest aż tak... wyluzowany i spokojny. Nie znałam Cię od tej strony, Bogdanov.
- Raz się zdażyło, ale cicho sza i nic nikomu nie mów. To będzie nasza tajemnica.
- Tak - uśmiechnęliśmy się szeroko i za drzwi sali usłyszałam głośne śmiechy i rozmowy. Rozpoznałam wszystkich, a zwłaszcza jeden.
- No idź do niego, Patricia - ponaglił mnie Bogdanov. Niepewnie zeskoczyłam z ringu, a gdy Liam wszedł na salę razem z Dukiem, od razu się rozpromieniłam. Napotykając mój wzrok, Liam również się uśmiechnął, a ja podbiegłam do niego i mocno pocałowałam, kompletnie go zaskakując.



*****************************
No heej, kochani!! :D I oto jest nowy rozdział!! :D Podobał się wam? Urzekła was historia Liam'a? :D Powiem wam, że w nowym rozdziale będzie się działooo :> :D Jeśli się postaracie rozdział będzie już JUTRO


17 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! <3 :*

Komentujcie <3


Mrs.Payne

czwartek, 17 kwietnia 2014

11. " Myjnia cz.2 "

Patrzyłam na Liam'a wzrokiem pełnego pożądania, które z minuty na minutę się zwiększało. Czułam , jak od jego sprośnych słów płonę od środka, pragnąc jego dotyku w każdym zakamarku mojego ciała. 
- Naprawdę za Tobą tęskniłem... Cholernie - wymruczał Liam w zgięcie mojej szyi i ugryzł jej kawałek, łakomnie sając. Jęknęłam głośno i oplotłam ramionami jego tułów, po chwili zdejmując z niego obcisłą szarą koszulkę, którą miał na sobie i rzuciłam ją na łazienkowe kafelki. Położyłam dłonie na jego klacie i drapałam skórę paznokciami. - Jesteś dziś bardzo dzika kochanie, wiesz?
- Zawsze taka jestem - uśmiechnęłam się złowieszczo i złączyłam nasze usta w pocałunku i jednocześnie powaliłam nas na podłogę. Usiadłam na jego ciele, specjalnie ruszając biodrami w ten sposób, by go podniecić. Moje wysiłki opłaciły się niemal od razu. Poczułam jak coś, co było między moimi udami twardnieje i napiera z coraz to większą siłą.
- Skarbie... - wybełkotał Liam, ssąc mój czubek języka. 
- Mam... przestać? - zapytałam, również czując przyjemne ciepło, które rozlewało się wzdłuż mojego podbrzusza.
- Nigdy - wychrypiał, kładąc dłonie na moich pośladkach i przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej. Od razu w moim umyśle pojawiło się główne pytanie :

Dlaczego ja to robiłam?

***
- Pamiętajcie moje Drogie : to jest akcja dobroczynna. Zbieramy pieniądze na szczytny dla nas cel. Rozumiecie? - tym zdaniem zakończyła swoją wypowiedź Jocelyn, gdy przynajmniej trzydziestoosobową grupą dziewczyn w bikini, byłyśmy na parkingu, a na trawniku wbity był wielki płótno z napisem " Myjnia samochodowa - tylko nie zapomnij zapłacić, suko " i uśmiechnięta buźka. Niezbyt zachęcająco to brzmiało, ale po jakiś kilku minutach samochody zaczęły się zjeżdżać. Wiadomo było dlaczego było tak wielu chętnych, zboki jedne! 

Nasza praca była dość łatwa. W kółko to samo : mycie okien, masek samochodowych i zderzaków. Najczęściej naszymi klientami byli faceci po trzydzieste, którzy dawali wysokie napiwki lub napaleni dwudziestolatkowie, a ich większość patrzyła się na nasze tyłki. Gdyby nie to, że miałam zajęte ręce, dostaliby ode mnie w twarz tak mocno, że zbieraliby zęby z ziemi.
- Dzień dobry! - Jakieś pół godziny później, nagle poczułam na sobie ciepłe i duże dłonie Liam'a, a potem jego wargi na swoim policzku, gdzie złożyły czułego całusa.
- Boże! - podskoczyłam w miejscu, a serce pod wpływem adrenaliny przyśpieszyło swoje obroty.
- Nie, to tylko ja. Chociaż niektórzy mówią, że podobieństwo między nami jest bardzo duże - powiedział żartobliwie Payne. 

- To nie było zabawne, przestraszyłeś mnie! - ochlapałam go wodą, plamiąc mu koszulkę.
- Nie mogłem się powstrzymać - odparł ze śmiechem i objął mnie od tyłu.
- Liam, daj mi pracować - zaoponowałam, próbując go od siebie odciągnąć. Na marne. 
- Ty i praca? Ciebie ledwo z łóżka można wyciągnąć.
- Zależy kto w nim jest - odwróciłam się w jego stronę z szelmowskim uśmiechem.
- Ach, ty zadzioro moja - Liam zaśmiał się groźnie i niespodziewanie podniósł mnie do góry i obrócił się kilka razy. Zachichotałam głośno i czepiając się jego tułowia nogami jak małpka. Uwielbiałam takiego Liam'a : takie własnego pragnęłam posiadać.

~ Duke's P.O.V ~

- Ej, co się z nimi dzieje? - Kiwnięciem głowy Zayn wskazał na moją siostrę i Payno. Liam obkręcał moją siostrę w powietrzu, a ona śmiała się wniebogłosy. Nigdy nie widziałem jej tak szczęśliwej. - Czyżby Liam tak szybko na nowo się pocieszył?
- Moja siostra nie jest pocieszeniem Liam'a - Spojrzałem na niego z błyskawicami i niemal od razu się przymknął. - Przeprowadziłem z nim rozmowę i jak na razie, dotrzymuje swojej umowy.
- Co to za umowa? - zapytał Lou, przychodząc do nas z resztą chłopaków i rozłożył się na trawie, tak jak prawie cały starszy rocznik, obserwując dziewczyny w bikini. Nie na co dzień miało się taki widok, trzeba było korzystać do następnego razu, który mógł prawdopodobnie nie nadejść.
- Liam obiecał opiekować się Patt, kiedy nas nie będzie w pobliżu.
- I ty tak łatwo się zgodziłeś? Wiedząc jaki Liam potrafi być lekkomyślny, gdy chodzi o dziewczyny.
- Znam Liam'a najdłużej z was i wiem, że mogę mu zaufać. To mój najlepszy przyjaciel i wiem co robi. Jeśli złamie jej serce, ja złamię mu kark, proste - wzruszyłem ramionami, po czym wszyscy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. - I mam nadzieję, że Danielle nie złoży mu niespodziewanej wizyty, inaczej sam ją stąd wykopię. 

- Zostawiła Liam'a dla innego, na pewno do niego nie wróci. Gdyby Liam wiedział, że Danielle dawała każdemu na boku za jego plecami, już dawno by z nią zerwał - rzekł Harry, patrząc gdzieś przed siebie.
- Wiedział o tym wszystkim - powiedziałem krótko i w jednej sekundzie poczułem na sobie zdziwione spojrzenia chłopaków.
- Pierdolisz? Wiedział o jej wyskokach i nie kopnął jej w dupę? - zapytał ze zdziwieniem Harry, kręcąc głową. - Popieprzyło go? 
- On ją naprawdę kochał. Nie mógł znieść prawdy i za każdym razem wybaczał jej zdradę. Rozmawiałem też z samą Danielle, ale ta nie chciała ze mną na ten temat gadać. Nawet do mnie się dobierała, suka jedna. Do przyjaciela jej chłopaka... To takie pojebane i niezrozumiałe dla mnie. Wiem, jestem zabójczo przystojny...
- Omińmy tą kwestię - ponaglił mnie Niall, wywracając oczami. 
- Ale ja nigdy nie dobierałbym się przyjaciółki mojej dziewczyny.
- A co było z Ashley? - przypomniał mi mojej ex ze śmiechem Louis.
- Ashley to był przelotny związek, nic poważnego - machnąłem ręką i wróciłem do obserwowania mojej siostry i Liam'a. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, a on ciągle się z nią droczył. Chwilami zastanawiałem się czy potajemnie się  ze sobą nie spotykają.
- Martwisz się o nią, wiesz? Momentami aż za bardzo - odezwał się do mnie Zayn, również patrząc na Liama i Patricię. Jego wzrok nie schodził z mojej siostry. Kurwa, jeszcze on?! 

- Nie patrz tak na nią - ostrzegłem go groźnie.
- Co? - Spojrzał na mnie, tracąc wątek.
- Nie patrz na nią, jak na pierwszą lepszą, bo taka nie jest. 
- Właśnie o tym mówię. Jesteś nadopiekuńczy. Musisz dać jej trochę luzu i przestrzeni.
- Ma go pełno. Gdybym był na serio, to nawet by na imprezy nie chodziła i przede wszystkim nie pozwoliłbym jej umawiać się z moimi kumplem. 
- Przesadzasz  - Zayn westchnął.
- A co było godzinę temu, gdy Adams chciał dać Patt amfę? Jak go za fraki wziąłeś?
- To był zwykły odruch, bo dragi to świństwo. 
- Ty brałeś, ale to nie znaczy, że ona musi - Ponownie spojrzałem na rozbawioną Patt. - Ona jest temu przeciwna.
- Też byłem i prawie skończyłem na odwyku.
- To nie była Twoja wina i dobrze o tym wiesz. Adams Cię wykiwał i zamiast zwykłej trawki, dawał Ci herę. Jeszcze za to skurwiel zapłaci.
- Wiadomo - Zayn wyjął z kieszeni swojego ostatniego papierosa i zapalił go. - A ten Peterenko się do Ciebie odzywał.
- Noo... I to jest kolejny problem. Patricia nie może się o tym dowiedzieć.
- Dlaczego?
- Bo walka ma odbyć się w sylwestra.

~ Patricia's P.O.V ~

- Jesteś dzisiaj bardzo roznamiętniona, wiesz? - spytał mnie Liam, gdy w końcu oderwałam się od niego, gdy wieczorem odwiedził mnie w moim pokoju, bym nie czuła się samotna, gdyż Tiffany wyszła na noc do swojej rodziny. 
- Nie było Cię od trzech dni, trzeba to nadrobić - odparłam z zadziornym uśmiechem. Liam również wygiął swoje usta w szerokim uśmiechu i z powrotem przyciągnął mnie do siebie, miażdżąc moje usta swoimi. Przez nagłość tego pocałunku, zachłysnęłam się powietrzem, lecz po chwili dołączyłam do Liam'a, wkładając język w między jego soczyste wargi.
- Mógłbym to robić wiecznie, wiesz? - zapytał mnie szeptem, przenosząc się na mój dekolt, który obdarował masą cnotliwych całusów. - Szkoda, że przebrałaś się z tego bikini... Wystarczyłoby pociągnąć tylko za sznureczki i...
- Cii... - przerwałam mu z chichotem i ponownie odnalazłam bez trudu jego usta. Były łapczywe i gorące, chwilami aż za bardzo. Byłam rozpalona jak pod wpływem czterdziestostopniowej gorączki  lub wrzucona we wrzątek w dodatku w upalny dzień.

Nagle rozległ się huk. Z Liamem oderwaliśmy się od razu od siebie i wstaliśmy z łóżka, po czym wybiegliśmy z pokoju by sprawdzić, co się dzieje. 

Duke chwiejnie próbował się czegoś złapać, a on sam ledwo szedł i kołysał się na boki. Bełkotał coś pod nosem, czego w ogóle nie można było zrozumieć. Jednym słowem : Duke nawalił się w trzy dupy i to nie były przelewki. 
- Cholera jasna! - powiedziałam głośno, podchodząc do Duke'a i pomogłam mu usiąść na łóżku. - Serio? Jest poniedziałek, a ty już nawalony jesteś?! Nie przeginasz czasem?
- Ja? - Duke pijacko się zaśmiał i krzywo uśmiechnął. - No coś ty. Wypiłem tylko trzy piwa.
- Pomnożyć razy dziesięć i wychodzi trzynaście, czyż nie? Po co ja się w ogóle Ciebie o to pytam, bo zawsze tak jest gdy pójdziesz na imprezę.
- Przestań, mamo. Do jutra będę jak nowo narodzony Bóg - odparł wesoło. 
- Idź spać i nie kontynuujmy tej rozmowy, która nie ma sensu. 
- A co tu robi nasz Liam? - Duke spojrzał w stronę Payn'a. - Myślałem, że poszedłeś z nami do klubu, wiesz?
- Byłem, ale wyszedłem jak zadzwoniła do mnie Patt - rzekł spokojnie Liam, patrząc na niego uważnie. Rozmowy z pijanym Dukiem były czasami bardzo niebezpieczne. Mógł coś źle zrozumieć i rozwalić moje mieszkanie. 
- No tak... Zapomniałem, Ci zakochani! - krzyknął, padając na poduszki. Zaśmiałam się cicho i po chwili mogłam usłyszeć głośne chrapania mojego brata. 
- Wow, szybko poszło. To chyba jego rekord życiowy - stwierdziłam, biorąc kocyk i okryłam nim Duke'a, a potem przyniosłam mu miskę, gdyby przypadkowo zwrócił wszystko, co tego dnia zjadł. - Chwilami czuję się jak wasza matka.
- Ostatnio to akurat ja przyniosłem Cię na rękach z imprezy, bo ty nie trzymałaś się na nogach - powiedział Liam, śmiejąc się.
- Nie pamiętam tego, czyli możemy uznać to za czyn niepoczytalny - Wzruszyłam ramionami i wróciłam do swojej sypialni, kładąc się na łóżku i opatuliłam się kołdrą. - Zostajesz na noc?
- Nie, jutro mam na siódmą trzydzieści fakultet z angielskiego, muszę się wyspać. 
- No proszę... Będę się czuła taka samotna, dopiero co przyjechałeś.
- Wiem wiem, skarbie. Zajmij się dziś Dukiem, bo podejrzewam, że całej nocy nie prześpisz spokojnie - Liam usiadł na chwilę obok mnie i pogłaskał po głowie.
- Pewnie tak.
- Nie będę Ci w tym przeszkadzał - uśmiechnął się szeroko.
- No dobra, idź już sobie - szepnęłam ze śmiechem.
- Więc, do jutra - Payne pochylił się nade mną i złożył krótki, lecz namiętny pocałunek na moich ustach.
- Ja chcę już jutro - odparłam, na co się uśmiechnął i wstał.
- Śpij dobrze, maleńka. 

- Ty też - Liam musnął moje czubek nosa wargami i wyszedł z sypialni, zostawiając mnie samą z pijanym do nieprzytomności Dukiem.






*****************************************

Oto nowy rozdział, kochani! :D Jak wam się podobał? Uważacie, że Duke trochę... przesadza? :D I czyżby Zayn coś zamierzał? Dowiecie się w następnych rozdziałach :P

Następny rozdział spróbuję napisać przez te wolne, a może nawet uda mi się napisać jedną część więcej. ;)

Póki co : WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!! :D


15 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

10. " Myjnia cz.1 "

~ Liam's P.O.V ~

Minął miesiąc od mojej rozmowy z Dragonem na temat Patrici i naszych relacji, które nieznacznie od tamtego czasu się poprawiły i podejrzewam, że nasza znajomość wkroczyła na szczebel przyjaźni. Zachowywaliśmy jak najlepsi przyjaciele, wszędzie pokazywaliśmy razem jak stare, dobre małżeństwo.  

Czy między nami coś było? Nie. Chociaż ja bym chciał... spróbować. Danielle była zupełnie inna, niż Patricia. Siostra Duke'a miała w sobie coś, co mnie do niej przyciągało i nie chciało odciągnąć. To przez to cholerne coś, nie chciałem jej opuszczać nawet na minutę.

***
Nienawidziłem rodzinnych spotkań. Zazwyczaj na nich rodzina się integrowała i jednoczyła swoje siły na nowo, ale dla mnie było to przereklamowane. Każdy walczył o to, by być w centrum zainteresowania i żeby mówiono wyłącznie o nim. Typowy scenariusz.

A przede wszystkim musiałem zostawić samą Patricię na pastwę chłopaków. Coś w głębi mnie bało się opuszczać Patricię. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało podczas mojej nieobecności, tak jak wtedy po jej treningu. Obiecałem Duke'owi, że zajmę się jego siostrą i będę o nią. I zamierzałem dotrzymać tej umowy, że nie wiem co.
- Synku, jesteś jakiś przygnębiony. Trapi Cię coś? - zapytała mnie matka w dzień, w który przyjechałem do swojego rodzinnego miasta, Wolverhampton. Przebyłem do niego długą i męczącą podróż, lecz ja już chciałem wracać do Denver, do swoich przyjaciół i Patricii. Gdy nie było jej obok, czułem się dziwnie zagubiony i nie wiedziałem co robić. Patricia była takim moim... podparciem, bez którego upadłbym i może nawet nie podniósł bez jej pomocy. Na całe szczęście : opuściłem ją tylko na trzy dni, które musiałem przetrwać bez niej i jej promiennego uśmiechu.
- Ja? No coś ty, zdaje Ci się - odparłem, wykrzywiając swoje usta w wymuszonym uśmiechu.
- Jak Ci idzie na uczelni? Johnson nadal próbuje Cię oblać z angielskiego? 
- I tak mu się to nie uda, jestem zbyt dobry, poza tym, Duke mi pomaga i jakoś to leci - powiedziałem, kłamiąc jak z nut. To Patricia mi pomagała ze wszystkich przedmiotów ścisłych, bym jakoś przyzwoicie zdał te cholerne sesje i przeszedł do następnej klasy. Odkąd w moim życiu pojawił się boks, prawie na nic nie miałem czasu. Patricia to zmieniła.
- Cieszę się - matka uśmiechnęła się lekko. - A jak się miewają relację między Tobą, a Danielle?

Wiedziałem, że o to zapyta... Najwidoczniej nikt jej nie powiedział, że po dwóch latach chodzenia, zakończyłem nasz związek. Mama uwielbiała moją byłą. Nie widziała świata poza nią, Danielle była jej oczkiem w głowie, tak jak moje siostry. I jak teraz miałem jej przetłumaczyć, że od dawna nic do niej nie czułem? Przecież to złamałoby jej serce.
- Liam?
- Hm...? - udałem, że nie usłyszałem pytania i z założonymi rękoma oparłem się ciałem o kuchenny blat. 

- Jak Ci się układa z Danielle? Planujecie coś może...? - Od razu domyśliłem się, że mówi o ślubie. To było częstym tematem naszych rozmów, gdy wracałem do domu na kilka dni. Zazwyczaj uspokajałem ją i mówiłem, że na wszystko przyjdzie odpowiedni czas i miejsce. 
- Nie, mamo. Nic nie planujemy - odpowiedziałem jej z długim westchnięciem. - Tak się składa...
- Ostatnio widziałam Danielle, wiesz? Gdy pytałam ją o Ciebie, nic nie chciała mi powiedzieć. Bardzo dziwnie się zachowywała. Jakby chciała uniknąć odpowiedzi.
Oj, uwierz mi mamo, o tym samym marzę.
- Danielle to wspaniała dziewczyna - kontynuowała mama z błyskiem w oczach. - Nie dość, że piękna, to jeszcze tancerka! Trafiła Ci się niezła partia, synku...
- Mamo, ale my nie jesteśmy już razem! - przerwałem jej nagle, a wewnątrz swojego ciała poczułem ulgę. Moja mama miała minę zbitego psa. Za pewne nie mogła uwierzyć własnym uszom, co właśnie przed chwilą jej oznajmiłem. 
- Cco? - wydukała moja rodzicielka, odgarniając swoje brązowe włosy z twarzy. - Jak to... zerwaliście? 
- Po prostu. Danielle i ja ustaliliśmy, że tak będzie lepiej. 
- Ale dlaczego? Przecież byliście dla siebie idealni!
- Ja i Danielle poznaliśmy kogoś nowego, z kim chcemy być i ułożyć życie na nowo - powiedziałem, a przed moimi oczami stanęła perfekcyjna Patricia, która biła Danielle na głowę.
- Och... rozumiem - mama zamrugała kilka razy zaskoczona. 
- Mamo, wszystko w porządku? - spytałem cicho, patrząc na nią z lekkim wyrzutem sumienia. Wiem, że mama kochała Danielle, ale nigdy nic nie trwało wiecznie. Nie chciałem żyć z kobietą, do której nic nie czułem.
- Tak, tak, nie przejmuj się mną - machnęła ręką i nalała sobie wodę na pustej szklanki, po czym wypiła z niej spory łyk. - Zszokowałeś mnie, wiesz?
- Domyślam się, widzę Twoją minę.
- Więc... poznałeś nową dziewczynę? - zauważyłem, że na twarzy mamy zawitała niechęć. Wiedziałem, że nie tak prosto będzie je przyzwyczaić się do Patrici. Gdy już kogoś mama zaakceptowała, trudno było jej to wszystko zmienić.
- Tak - uśmiechnąłem się szczerze. - Nazywa się Patricia i jest siostrą Duke'a.
- Siostrą Duke'a? To on ma rodzeństwo?
- Najwyraźniej tak - Wywróciłem oczami, prostując się.
- Liam, jeśli jesteś z nią szczęśliwy, to nie stanę Ci na drodze. Jeśli ona...
- Patricia - przypomniałem jej.
- Jeśli Patricia Cię uszczęśliwia, będę szczęśliwa razem z wami. Po prostu muszę ochłonąć.
- Rozumiem Cię. Patt ma w sobie to coś, czego Danielle nie miała. Jest jej przeciwieństwem i to mi się w niej podoba - przyznałem bez zająknięcia się.
- Kiedy będę mogła ją poznać? 
- Gdy tylko nadarzy się okazja - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej do mojej matki, a ona to odwzajemniła. - Mam nadzieję, że przyjmiesz ją tak samo ciepło, jak przedtem Danielle.
- Postaram się.
- Mamo? - Podniosłem zagadkowo brwi.
- Już dobrze, dobrze! Pierw musi mnie do siebie przekonać. Dziewczyna mojego jedynego syna musi mieć w sobie wszystko, co najlepsze.
- Mamo, przestań... - zajęczałem.

~ Patricia's P.O.V ~

Wyjazd Liam'a był dla mnie dość ciężkim przeżyciem. Spędzałam z nim każdą wolną chwilę, trudno było mi to zmienić na te trzy, gdy miało go nie być. Już tak bardzo za rodzicami nie tęskniłam, jak właśnie za nim i za jego oczami, które za każdym błyszczały radością i szczerością, gdy się spotykaliśmy.
- Już dzisiaj przyjeżdża Liam, cieszysz się? - zapytała mnie Tiffany trzy dni później, ciepłego październikowego dnia. 
- Bardzo, aż tryskam radością! - pisnęłam jak idiotka, oczywiście dla żartów. Zaśmiałyśmy się z Tiff głośno i weszłyśmy na stołówkę, gdzie jak zwykle połowa ciekawskich spojrzeń dziewczyn ze starszego rocznika zwróciła się ku nam. Tak na prawdę, to już przyzwyczaiłam się do tego, że byłam w szkole kojarzona jako siostra Duke'a Cooper'a, przystojnego boksera, o którym marzy każda. 
Gdyby znały go tak jak ja, trzymałyby się od niego z daleka przynajmniej na kilometr.

- Cooper, jak miło Cię widzieć - usłyszałam za sobą męski głos, gdy wyszłam na dwór, zmierzając ku swojemu stałemu stolikowi. Zatrzymałam się i odwróciłam w stronę wydobywanego dźwięku. Przede mną stał Brian Adams, szkolny luzer, który myśli, że jest popularny. Słynął z dzikich imprez w willi swoich rodziców i dilowania amfetaminą. Przy okazji nie był zbyt urodziwy, ale też dość przystojny. Dzień w dzień można go było widzieć na siłowni w otoczeniu plastikowych lal z tlenionymi włosami, jak próbował zrobić sobie sześciopak na swoim bojlerze. Nie wiedziałam, co widziały w nim te wszystkie dziewczyny : Brian był obleśny i obrzydliwy!
- Ciebie też, Adams - Uśmiechnęłam się sztucznie. - Gdzie są Twoje suki?
- Zwolniłem je, szukam nowych - odparł ze śmiechem. 
- To może szukaj gdzieś indziej, chcę zjeść lunch bez obawy, że go nie zwrócę - parsknęłam.
- Uuu, ktoś tu chyba wstał lewą nogą - stwierdziłam, podchodząc do mnie i Tiff jeszcze bliżej. Jego oczy mówiły wszystko : był naćpany w chuj. - Może chcesz coś na rozluźnienie? 
- Możesz sobie pomarzyć Adams - znikąd, obok mnie pojawił się Duke z Zayn'em. - Chyba nie chcesz wylądować głową w śmietniku, co?
- Spokojnie, Panowie. Ja tylko pytałem o pracę domową z matematyki - odparł, spoglądając na mojego brata z lekkim strachem. Tak Duke'a działał na wszystkich chłopaków, bez wyjątków. 
- Chyba pomyliłeś grupy - zgromił go spojrzeniem Zayn i stanął na przeciwko niego.
- Malik, ty też chyba potrzebujesz porządnej dawki amfy, co?
- Zaraz tą amfe będziesz miał w dupie, mały skurwielu - warknął, chwytając go za sweter, który miał na sobie i podniósł chłopaka do góry.
- Zayn, puść go. Jest naćpany, nie wie co mówi - odparłam, patrząc na niego karcącym wzrokiem. Chwilami czułam się jak matka Duke'a i całej reszty. Zachowywali się jak dzieciaki z ósmej klasy, które gdy tylko mogły, rwały się do bitki.
- Jeszcze raz podejdziesz albo do Patt, albo do Tiffany to własna matka Cię nie pozna, rozumiesz? - fuknął Zayn do Brian'a, na co ten drugi nerwowo pokiwał głową. Zayn powalił go na ziemię, cały w nerwach. Nigdy nie widziałam go tak podenerwowanego. 
- Co tu się dzieje? - dodatkowo do mojego ucha dotarł głos któregoś nauczyciela będącego na dyżurze.
- Cholera... - przeklęłam pod nosem.

***
- Adamsowi się należało. Nie wiem dlaczego to akurat Zayn musiał zostać w kozie - powiedziałam kilkanaście minut później, wychodząc z gabinetu dyrektorki razem z Tiffany i Dukiem. Zayn teraz zapewne słuchał kazania, jak to przemoc wobec innych jest zła. Gówno prawda, wobec Adamsa się to nie tyczyło. 
- Zayn też jest w gorącej wodzie kąpany. Jego nie zrozumiesz - Zaśmiał się Duke, otwierając przed nami drzwi na podwórze. - Poza tym Brian powinien już dawno pożrządnie oberwać w tej swój naćpany łeb. Jeszcze przez niego ktoś zginie lub coś.
- Bez przesady. Od amfetaminy jeszcze się nie umiera.
- Myślisz, że on takim nastolatkom jak ty daje tylko amfe? - Duke spojrzał na mnie pobłażliwie. - Miesza to z heoriną i innym badziewiem, a potem wszyscy wracają do niego po więcej. 
- To te wszystkie jego laski...
- Gdyby nie heroina, zostałby pedałem - Prychnął mój brat. - Dlatego też zabraniam chodzić Ci na szkolne imprezy. Nigdy nie wiadomo co znajdzie się w Twoim drinku.
- Nie rób ze mnie już takiej głupiej laski, Duke. Póki co, sobie radzę i dobrze mi idzie.
- Zobaczymy co będzie później, siostro - rzekł z udawaną powagą. 
- Siema, stary! - podbiegł do nas jak zwykle wesoły Niall, patrząc się ukradkiem na Tiffany. - Hej, Tiff.
- Cześć Niall - Tiff uśmiechnęła się lekko, rumieniąc się przy tym. Od razu można było zauważyć, że coś między tą dwójką iskrzyło. Spędzali ze sobą tyle czasu, co ja z Liam'em.
Gdy już mówiliśmy o nim, mój telefon w kieszeni spodenek za  wibrował. Wyjęłam go i niemal po chwili uśmiechnęłam się do ekranu.
- Oho! Męska kontrola na linii! - krzyknął radośnie Niall, śmiejąc przy tym głośno.
- Zamknij się! - walnęłam go z pięści w ramię, również chichotając i odebrałam telefon, odchodząc od reszty. - No dzień dobry, Panie Payne, jak mija Ci podróż?
- Jestem jakieś dwadzieścia minut od Denver, powinienem niedługo być w szkole - słysząc jego głos, dostałam przyjemnych dreszczy na ciele. Tylko on tak mógł spowodować, że czułam się tak, a nie inaczej. - Spodziewaj się mnie.
- Czekam na to od trzech dni - odparłam ze śmiechem, bujając się na piętach. - Wiesz, że tęsknię?
- Ja też, mała, ale nie bój się. Niedługo Twój boy przyjedzie i zabierze Cię na miasto.
- Twój boy? - Serce podskoczyło mi do gardła. Nazwał się moim chłopakiem... Wow, dlaczego mi to nie przeszkadzało? 
- A co? Nie wolno mi?
- Wolno, wolno - Ponownie się zaśmiałam. - Możesz jechać szybciej? Nie widziałam Cię od trzech dni.
- Ja mam gorzej, kochanie. To ja chodzę z ciągłą erekcją - na te słowa mocno się zarumieniłam. Zawsze musiał mnie zawstydzić.
- To już nie moja wina. Mogłeś o mnie tak często nie myśleć - powiedziałam, próbując ukryć swój szeroki uśmiech przed gapiami na podwórku, a tym bardziej przed moim bratem.  - Wiesz co Ci powiem?
- Co? 
- Ładnie dziś wyglądasz, księżniczko - mruknął do słuchawki zmysłowym głosem.
- Co? - Zaśmiałam się zdezorientowana.
- Odwrócić się - I się rozłączył. Zrobiłam to co mi kazał i kilka metrów zza szkoły zauważyłam jego umięśnioną sylwetkę. 
- Ty kłamco! - krzyknęłam, na co się zaśmiał i położył swoją torbę podróżną na ziemi. Ruszyłam w jego kierunku, aż w końcu Liam pokonał dzielącą nas drogę w kilku dużych susach i mocno mnie przytulił. Jego dotyk, jego ramiona, które mnie opatulały wokół talii przynosił mi radość, którą miałam w sobie przed jego wyjazdem. 
- Też tęskniłem - odparł w moje włosy, po chwili składając czuły pocałunek na moich ustach. Jego wargi były miękkie, wilgotne i łapczywe, czyli takie jakie uwielbiałam. Gdy się ode mnie oderwał, zareagowałam głośnym jękiem protestu i z powrotem przyciągnęłam jego twarz do swojej, przylegając do jego ciała jak łyżeczka. - Tak, tęskniłem i to nawet bardzo. 
- Nie gadaj, tylko całuj - szepnęłam, śmiejąc się pod nosem. Liam zawtórował mi i zamknął moje usta w namiętnym pocałunku. Mogłam to robić ciągle.

***
- Uwaga, uwaga! - Godzinę później głos Jocelyn Moon, szkolnej gwiazdy rozniósł się po stołówce, która stała na jednej ze stołów w samej górze od stroju kąpielowego i spodenkach, a po jej prawicy były jej dwie przyjaciółki, Alice i Rose. Wszyscy zebrani spojrzeli na nie, włączając to mnie. - Za godzinę na szkolnym parkingu odbędzie mycie aut w celu zebrania pieniędzy na wyjazd do Waszyngtonu. Dziewczyny, które zaraz wyczytam widzimy obowiązkowo na myciu aut... - Następnie nasze gwiazdki kolejno wyczytywały nazwiska nie znanych mi dziewczyn, aż w końcu padło moje i Tiffany. 
- Co? To są chyba żarty? - Zaśmiała się Tiffany, chowając swoją rozbawioną twarz w ramieniu Niall'a.
- Mi tam pasuje - wzruszyłam ramionami.
- Co? - zapytali wszyscy, włączając to Liam'a i Duke'a.
- To akcja charytatywna, tak jakby. Nigdy nie zaszkodzi zrobić czegoś dla durnej wycieczki - uśmiechnęłam się sztucznie i popatrzyłam w stronę roześmianej Tiff. - To jak? Idziemy się przebrać?

***
- Ty chyba kompletnie oszalałaś dziewczyno! - pisnęła Tiff, wciskając na siebie ciasną górę od bikini i jasne spodenki. - Nienawidzę Cię za to, wiesz?!
- Ogarnij swoje hormony, dziewczyno. W liceum jest się tylko raz, tak? Szalej ile wlezie, bo potem są studia i zabawa się kończy... 
- Puk, puk - usłyszałam za drzwiami głos Liam'a. - Mogę porwać Patt na moment?
- A bierz ją, już mnie wkurwiła - warknęła Tiff, a ja ze śmiechem wyszłam ze swojej sypialni.
- Mmm, wyglądasz tak seksownie... - wymruczał Liam, obejmując mnie i kładąc dłonie na moich prawie nagich plecach.
- Liam, muszę zaraz iść...
- Luz, Patt. Na parking masz minutę drogi, a to znaczy, że większość tego czasu możesz poświęcić mi i moim ustom.
- Doprawdy? - Liam pokiwał głową. Uśmiechnęłam się lekko i przywarłam delikatnie do jego ust, kierując się do łazienki, w której zamknęliśmy się na zamek. Liam podniósł mnie bez większego trudu, przez co ja owinęłam nogami jego tułów, a on posadził mnie na umywalce.
- Teraz to się zabawimy.



*******************************

Oto taki rozdział na powitanie :D Przepraszam was za swoją nieobecność, miałam naprawdę dużo do roboty, mówię tu o pisaniu opowiadań :D

Ale wracam ze świeżością i pomysłami na następne rozdziały, a mówię wam : będzie się działo!!! :D


15 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne