Translate

sobota, 14 czerwca 2014

18. " Cierpienie "

Nadszedł w końcu i ten dzień, którego najbardziej się obawiałam.

Walka Duke’a z Dimitrijem Peterenko… Z minuty na minutę moja wiara co do jego wygranej uciekała tak jak piasek z dłoni przez palce. Namowy Duke’a na to, aby przełożył walkę na późniejszy termin skończyły się fiaskiem, czyli tak jak zawsze zresztą. Duke był cholernie uparty i nikt nie potrafił przemówić mu do rozumu.

- Duke, wstawaj… Już szósta – poklepałam swojego brata po nagich plecach, gdy ubrawszy się w póki co normalne ciuchy, bez makijażu zeszłam piętro niżej i poszłam do mieszkania mojego brata, by obudzić Liam’a i go samego. Tego drugiego obudzić było zadaniem na miarę wspięcia się na Mount Everest. Owszem, nie lubiłam go budzić wcześnie rano, bo tego nie lubił, ale kto marzył o pobudce o godzinie szóstej nad ranem?
- Hm… Już wstaję – odparł sennie, leniwie przekręcając się twarzą do mnie. Niemal od razu się uśmiechnął. – Wow, rzadko widzę Cię bez makijażu, to święto.
- Dziwne, że w ogóle zwróciłeś na to uwagę.
- Nie codziennie mam zaszczyt widzieć naturalną twarz mojej siostry – rzekł, siadając i głośno ziewnął. – Zostawisz mnie samego? Potrzebuję chwili dla siebie.
- W porządku. Tylko spróbuj się z tym streścić w pół godziny. Bo o ósmej wyjeżdżamy.
- Okay – uśmiechnął się lekko i gestem dłoni udawał, że wy wygania mnie z pokoju.
- No dobra, dobra! Już wychodzę, chamie jeden! – zaśmiałam się głośno i opuściłam pomieszczenie, kierując się do drugiego obok. Drzwi do pokoju Liam’a były lekko uchylone, a chłopak leżał na łóżku i gapił się w sufit. Moje serce podskoczyło mi do piersi, gdy zobaczyłam, iż był w samych bokserkach, a jego tors był mocno uwydatniony. Przygryzłam dolną wargę i przekroczyłam próg, na co niemal od razu Liam spojrzał w moją stronę z szelmowskim uśmiechem.
- Cześć piękna – odparł uwodzicielsko, klepiąc miejsce obok siebie. Z lekkim uśmieszkiem weszłam na łóżko i usiadłam na jego tułowiu. – Powinnaś częściej chodzić bez makijażu, wiesz?
- Co wy tak dzisiaj wsiedliście na ten makijaż, co? – parsknęłam śmiechem. – Nerwica natręctw?
- Nie, po prostu moja dziewczyna wygląda perfekcyjnie, gdy jest naturalną pięknością.
- No cóż… Napatrz się, bo już nigdy mnie takiej nie zobaczysz.
- Czyżby? – podniósł się odrobinę i przyciągnął do siebie raptownie. – Wiedz, że dla mnie jesteś idealna i makijaż nie jest Ci potrzebny.
- Wow. Te przemowy są po to, aby odwrócić moją uwagę od dzisiejszej walki Duke’a, prawda?
- Tak szybko zauważyłaś? – Liam uśmiechnął się krzywo.
- Niestety – odwzajemniłam uśmiech i cmoknęłam go lekko w usta. – Ale to miłe, że przynajmniej w jakiś sposób na chwilę mogę przestać o tym myśleć.
- Denerwujesz się?
- Odrobinę. Moja walka jest dopiero jutro, ale wiesz… Boję się o to, że Dimitrij zrobi krzywdę Duke’owi,  a wtedy nie zniosę tego, że mój brat albo stanie się kaleką, albo…
- Przestań – Liam uciszył mnie kolejnym pocałunkiem i oderwawszy się od moich ust, przeniósł je na ucho i zaczął szeptać. – Duke wie co robi, skarbie. Gdyby miał obawy przed walką z nim, na pewno nie zgodziłby się na nią od tak. Duke ma szansę i oboje to wiemy. Musisz uwierzyć, że mu się uda.
- Ależ wierzę, ale Dimitrij… On jest potężny i ja już mogę sobie wyobrazić, co on tymi bicepsami potrafi…
- Duke poradzi sobie – przerwał mi Liam. – W przeciwieństwie do Dimitrija, Duke kocha to co robi. Wkłada w to całe swoje serce, siłę. Przez to Dragon jest co raz lepszy i lepszy, bo zdobywa z dnia na dzień co raz większe doświadczenie.
- Od kiedy ty tak mądrze zacząłeś mówić, co? Brzmisz jak nie ty – uśmiechnęłam się zadziornie.
- Są jednak plusy naszych namiętnie mądrych korepetycji – mruknął, całując mnie tym razem gorąco i bez zapamiętania. Przez intensywność tego pocałunku, jęknęłam głośno w jego nabrzmiałe usta, na co Liam drgnął i wykorzystał moment, gdy miałam lekko otwarte usta i wtargnął w nie swoim językiem, dotykając czubkiem mojego i uprawiając z nim dziki taniec. – Jak ja Cię kocham dziewczyno…
- Yhym… - westchnęłam głęboko, czując jak na twarzy robi mi się strasznie gorąco. Gdy Liam chciał pójść krok dalej, a bardzo tego pragnęłam, powstrzymałam go. – Liam, nie teraz… O ósmej wyjeżdżamy, a ja nie jestem jeszcze spakowana, ani ogarnięta…
- Ale ja jestem i mogę pójść do Ciebie Ci pomóc… Przy okazji weźmiemy wspólny prysznic, przyda nam się trochę brzydkich rzeczy…
- Tak, zgadzam się – przygryzłam jego dolną wargę. – Idziemy?
- Czekałem, aż to powiesz.

***

Tak… Uwielbiałam takie poranki. Przynajmniej kochanie się z Liamem odciągało mnie od stresu i zmartwień. Nie musiałam się niczym przejmować…

A jak byliśmy co raz bliżej Los Angeles, moje nerwy rosły w potęgę… Nie chciałam aby ten dzień, trzydziesty pierwszy grudnia był nieszczęśliwy dla Duke’a i następny dla mnie, gdyż walczenie z żoną Dimitrija musiałoby być równie ciężkie, co starcie Duke’a i Peterenko.

Już tak bardzo nie stresowałam się tak jak w święta, gdy poznawałam rodziców Liam’a… Ale okazali się być naprawdę miłymi ludźmi, a siostry Liam’a były najlepszym rodzeństwem jakie widziałam… No może oprócz mnie i Duke’a, bo byliśmy w cholerę zżyci.

- Duke… Porozmawiamy? – zapytałam, wchodząc do pomieszczenia, w którym przygotowywał się do walki. Był w nim sam, na szczęście. Nie lubiłam być ckliwa przy innych, tylko przy Duke’u, Liamie i rodzicach, i czasami przy Tiffany, ale to też było niezmiernie rzadko.
- Jeszcze się pytasz? – Duke uśmiechnął się głupkowato.
- Przecież wiesz na jaki temat chcę…
- Wiem, Patt. Wiedz, że to niczego nie zmieni. To jest tylko walka pokazowa, zrozum! Nic mi się nie stanie – powiedział spokojnym tonem.
- Nie wiadomo, jak Dimitrij odbierze tą walkę pokazową. Przecież wiesz, że w Rosji nie znają umiaru, oglądaliśmy jego jedną walkę…
- On jest ciotą, Patt i taka jest prawda.
- To ty tak uważasz, ale to ja codziennie muszę czytać w gazetach, że sam pchniesz się w samobójstwo! – krzyknęłam, nie wytrzymując. Duke podszedł do mnie i przytulił mocno, głaszcząc uspokajająco po plecach.
- Cii… Poradzę sobie, Patt… Wierzę w to – odparł cicho, po czym dodał. – I proszę Cię… Nie przerywaj walki…
- Co? – spojrzałam na niego zaskoczona, lecz wciąż tkwiłam w jego ramionach.
- Nie przerywaj walki, tylko o to Cię proszę.
- Nawet jak będziesz ledwo przytomny? – zapytałam go ze ściśniętym gardłem.
- Nie dojdzie do tego, Patricia. Zobaczysz.
Jakoś nie chciałam tego widzieć, bo jego słowa mnie nie przekonały.

***
- Witam Państwa w ostatni dzień roku... - Takie były pierwsze słowa, gdy stanęliśmy na ringu. W miejscach przy widowni dostrzegłam chłopaków i Tiffany. Wokół siebie słyszałam krzyki podekscytowania ludzi, gwizdy i głośne migawki fleszy apartów, które uwieczniały to pamiętne wydarzenie. Spojrzałam się zmartwiona na Liam'a, który stał obok mnie. Payne posłał mi ciepły uśmiech i wziął za rękę. - To właśnie dzisiaj obejrzymy długo oczekiwaną walkę między Duke'm Dragon'em Cooper'em, a Dimitrijem Peterenko. Wszyscy widzimy, że bokserzy są do siebie wściekle nastawieni, co z pewnością dla jednego z nich ma to się zakończyć klęską. Przedstawmy nasze dzisiejsze gwiazdy wieczoru... W prawym narożniku znajduje się reprezentant Denver, dziewiętnastoletni mistrz Europy w wadze ciężkiej. Amerykańska krew, podopieczny rosyjskich trenerów... Panie i Panowie, Dragon Cooper! - Duke wyszedł na środek ringu i przywitał się z widownią. Nigdy nie był tak pewny siebie, jak w tamtej chwili. Publiczność go takiego uwielbiała, ja z resztą też. - Wraz z nim są tu obecna jego siostra, również uprawiająca zawodowo boks i mistrzyni stanu Colorado, piękna i wysportowana Patricia Cooper!
- Pozwolisz braciszku? - zapytałam Duke'a z szelmowskim uśmiechem.
- Ależ naturalnie - Zaśmiał się i zapraszająco wskazał na centrum ringu. Dumnie wyszłam na widok reporterów i zasalutowałam do wszystkich zgromadzonych. Zignorowałam buczenia z rosyjskiej strony widowni, bo wiedziałam, że nie znoszą mnie po ostatniej konferencji prasowej. Mogli mnie oni cmoknąć w gdzieś.
- Jest z nami też mistrz Stanów Zjednoczonych w wadze ciężkiej, dobrze nam znany Liam Payne! - Liam nie ruszając się z miejsca, pomachał kamerom i tłumowi.
- Mnie tak fajnie nie zapowiedzieli, jak Ciebie - szepnął mi na ucho Liam. - Czuję się tym faktem urażony - dodał po chwili.
- On korzysta z naszych fiszek, Liam. Ten dupek nigdy by tego o nas nie powiedział - odparłam, na co Payne cicho się zaśmiał.
- I w lewym narożniku przygotowuje się do walki dwudziestojednoletni rosjanin, który wzbudził duże sensacje w bokserskim otoczeniu. Ważący sto dwanaście kilogramów mistrz prosto z związku radzieckiego, rosyjski byk, Dimitrij Peterenko! - Amerykańska część publiczności wygwizdała go w niebo głosy, tylko Rosjanie krzyczeli głośno jego imię, skandując.
- Niezbyt miłe powitanie - mruknęłam do Duke'a, pomagając zdjąć mu szlafrok.
- To w końcu rosyjski skurwiel, tak? - Uśmiechnęłam się.
 - Wszystkie zasady omówi naszym zawodnikom Omar O'Brian - powiedział komentator, a na ringu pojawił się Omar, którego znałam już z poprzednich walk, na których się pojawiałam. Ja z Liam'em i Dukiem podeszliśmy do niego, a z przeciwnej strony Dimitrij ze swoją zdzirowatą żoną. Duke i Dimitrij stanęli twarzą w twarz co było abdsurdalnym stwierdzeniem, bo Rosjanin był od mojego brata o głowę wyższy.
- Pamiętajcie Panowie, że to jest tylko walka pokazowa. Nie zadajemy żadnych ciosów poniżej pasa, w razie powalenia na matę czekamy, aż zawodnik się podniesie i wznowię walkę. Rozumiecie? - Żaden z nich nie pokazał reakcji. Ich miny były ze stali, nie okazywały ani grama uczuć. Patrzyli na siebie z chęcią zabicia się nawzajem. - Dobra, stuknijcie się rękawicami i idźcie do swoich narożników.
- Przegrasz - warknął Dimitrij walnął w rękawice Duke'a tak mocno, że aż wzdrygło moim bratem. Popatrzyłam lekko speszona na Liam'a, który mroził spojrzeniem Dimitrija. Położyłam rękę na ramieniu Duke'a i poszliśmy w stronę swojego ringu.
- Jesteś gotowy? - zapytał Liam mojego brata, który skinął na tak, po czym założył ochraniacz na zęby i uderzył kilka razy powietrze. - Powodzenia - odparłam, całując go w policzek. Duke uśmiechnął się lekko i puścił mi oczko. Zeszłam z Liam'em z ringu i uważnie zaczęłam obserwować walkę.

Po hali rozniósł się gong.

Dimitrij i Duke ruszyli ku sobie powoli, w takim samym tempie, osłaniając twarz rękawicami.
- Nasi przeciwnicy ruszyli. Widać w ich oczach złość i zwycięstwo... - Głos komentatora rozniósł się po hali, lecz niezbyt go słuchałam. Duke wymierzył pierwszy, skuteczny prosty w jego twarz. Rosjanin nawet nie drgnął, tylko dalej przyjmował na siebie mordercze ciosy Duke'a. Był jak skała. Nie było na nim nawet jednego draśnięcia.
- W brzuch, Dragon! W korpus! - Liam próbował przekrzyczeć ludzi i chyba mu się udało, bo Duke zaczął okładać po brzuchu. Dimitrij się tylko uśmiechnął i wtedy zaczęło się, o czym najczęściej śniłam.
Rosjanin zaatakował Duke'a serią mega mocnych prostych, rzucając moim bratem po ringu.
 - Uciekaj! - wrzasnęłam przestraszona, waląc w matę. Duke nieuchronnie próbował uderzyć Dimitrija, ale ten drugi miał szeroki zakres ciosów i jakby doskonale wiedział, co Duke wykona. - Uciekaj! - Ale znów nie zareagował. Dimitrij miażdżył Duke'a morderczymi ciosami, a ja miałam łzy w oczach. - Przerwijcie to! Przerwijcie walkę! - Jak na moje życzenie zadzwonił gong i sędzia z trudem odciągnął Dimitrija od mojego brata. Razem z Liam'em wskoczyłam na ring i chwyciliśmy Duke'a w ramiona. - Oszalałeś?! - krzyknęłam prosto do Dimitrija po rosyjsku. Był najwyraźniej zaskoczony tym, że znałam jego ojczysty język. - To miała być walka pokazowa, a nie krwawa łaźnia!
- Wiedziałaś, co się z nim stanie. Było go powstrzymać - Zaśmiał się groźnie Dimitrij i odszedł w stronę swojego naronika. Liam posadził Duke'a na krzesełku w kącie ringu i oczyszcił jego twarz z krwi, która sączyła się z jego łuku brwiowego.
- Duke, zakończmy to. To koniec - rzekłam, stając przed nim. - Nie pozwolę na to dalej.
 - Nie, nie przerywaj walki - powiedział z trudem, wypluwając krew z ust do kubła nastawionego przez Liam'a.
- Duke, on Cię zabije. Przerwę to i będzie po wszystkim.
- Nie, Patricia. Obiecałaś mi, że nie zakończysz walki. Dotrzymaj słowa - Duke spojrzał na mnie z nadzieją w oczach. Nie odpowiedziałam mu, bo rozległ się gong. Duke wstał i wyszedł na ring, gdzie znów tańczył dookoła Dimitrija, trzymając wysoko gardę, zasłaniając swoją opuchniętą i zakrwawioną twarz.
- Nasz mistrz porządnie oberwał, ledwo trzyma się na nogach... - kontynuował komentator. To była prawda, Duke ledwo trzymał się na nogach, a ten debil nadal walczył! Ewidentnie coś mu dolegało, po nie trafiał w Dimitrija, a obok w powietrze. Wiedziałam, że to był początek katastrofy…

I nie myliłam się.

Dimitrij przez dobrą minutę droczył się z Dukiem, szybko unikając jego krótkich ciosów, a potem zaczęło się najgorsze.
Pięści Dimitrija nie omijały ani jednego milimetra ciała mojego brata i biły go na kwaśne jabłko. Duke nie mógł unieść swoich rąk, tak był wyczerpany.
- Przerwijcie to! – wrzasnęłam, czując jak łzy ściekają mi po policzkach. – On go zabije!
Moje prośby nie zostały wysłuchane. Nawet przez sędzię zostałam zignorowana.
- Przerwijcie… - ale było już za późno. Dimitrij wymierzył ostatni cios w głowę mojego brata, nokautując go tym samym i Duke padł na ziemię. Co gorsza…

On się nie ruszał.

- Nie! – krzyknęłam, wbiegając na ring i wzięłam Duke’a na swoje ramiona. Duke był cholernie blady i zakrwawiony. -  Duke, proszę Cię… Nie opuszczaj mnie… Otwórz oczy… - wokół mnie panował kompletny chaos. Nikt nie wiedział co się stało, ja zostałam otoczona paparazzich, trzymając swojego brata na rękach.
- Duke, stary, obudź się! – znikąd pojawił się koło mnie Liam i próbował ocucić swojego przyjaciela. Na marne. – Boże, zawołajcie lekarza!
- Walkę zwyciężył Dimitrij Peterenko… - głos komentatora z trudem przedzierał się przez gwar tłumu w hali.
- Wezwijcie lekarza, do cholery! On nie oddycha! – huknął Liam, a ja zalewałam się łzami, głaszcząc twarz Duke’a.

***

Już trzecią godzinę siedzieliśmy w Cedars – Sinai Medical Center, nie wiedząc co się dzieje z Dukiem. Mój brat przechodził ciężką operację złożenia kości na swoje miejsce i zatamowania krwotoku wewnętrznego. To wszystko było efektem walki z Dimitrijem.
Przez ten czas ani razu do nikogo się nie odezwałam, gdyż to było dla mnie za wiele jak na jeden dzień. Marzyłam tylko o tym, aby Duke cało i zdrowo wyszedł z tego starcia… Tylko tego chciałam. Liam z chłopakami ciągle przy mnie byli, lecz nie próbowali pocieszać. Wiedzieli, że tego nie lubiłam.
- Panna Cooper? – z sali operacyjnej wyszedł lekarz w niebieskim kaftanie.
- Tak? – poderwałam się z krzesła i ruszyłam w jego stronę. – Co się dzieje z moim bratem, doktorze?
- Panno Cooper… - lekarz westchnął. – Twój brat miał bardzo wiele obrażeń, które były bardzo rozległe… W dodatku miał bardzo mocne krwawienie wewnętrzne…
- Co Pan próbuje mi przez to powiedzieć? – zapytałam drżącym głosem widząc, że obraz przede mną się powoli zamazuje, ale dostrzegałam w oczach lekarza współczucie.
- Przykro mi, ale Duke zmarł podczas operacji. Jego serce przestało bić, reanimowaliśmy go ponad godzinę. Niestety… - ale te słowa już mnie nie obchodziły, bo wybuchłam głośnym płaczem, tracąc równowagę i upadając na ziemię.

Mój kochany brat nie żył… On nie żył!

Nie, nie, nie… Nie!







*******************************

Więc... To tak się tu dzieje :( Ja osobiście wczoraj kończąc ten rozdział, poryczałam się jak małe dziecko :D XD Ale tak na serio? Jakie macie odczucia po tym rozdziale? 

Spodziewaliście się tego?





21 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy Rozdział! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne






piątek, 6 czerwca 2014

17. " Szczęście, szczęściem... Lecz co dalej? "

Rano czułam się koszmarnie. Nigdy tak mocno nie oberwałam, jak dzień wcześniej od Friday. Nawet wtedy, gdy zaliczyłam tutaj swojego pierwszego kaca i Duke zlał mnie na kwaśne jabłko. 

Jednak wygrałam i byłam mistrzynią Colorado. 

Tygodnie treningów, morderczych diet nisko kalorycznych wymyślonych przez Duke'a i znoszenie jego humorów... Opłaciło się, a szczególnie to, że Liam powiedział do mnie te dwa wyjątkowe słowa. To było dla mnie największe zwycięstwo, jakie kiedykolwiek osiągnęłam.
- Liam? - szepnęłam na ucho chłopakowi, który jeszcze smaczni spał. - Liam? - potrząsnęłam nim delikatnie i dopiero wtedy się poruszył i mruknął coś pod nosem. - Payne, kurwa, no!
- Spokojnie, już nie śpię kochanie - odparł sennie Liam, ziewając i w końcu otworzył swoje oczy, po czym przywitał mnie namiętnym pocałunkiem.
- Mmm... Jak miło - powiedziałam z lekkim uśmiechem. 
- Taak... Ja też to lubię - zgodził się ze mną i położył mnie na sobie, przez co głowę miałam ułożoną na klatce piersiowej. - Jak się czujesz?
- Nawet nawet - wzruszyłam ramionami. - Oprócz tego, że boli mnie cała głowa, jest w porządku. 
- Porządnie dostałaś... Ale masz tytuł mistrzyni w kieszeni - Liam parsknął śmiechem.
- Nareszcie - ponownie się uśmiechnęłam, lecz potem spoważniałam. - Liam?
- Hmm? - spojrzał na mnie czule, odgarniając luźne kosmyki włosów, które opadły na moją twarz. 
- Czy ty... Wczoraj mówiłeś na serio? To... Że mnie kochasz?
- Gdybym kłamał, nie robiłbym tego... - Liam musnął delikatnie moją szyję ustami, ssąc jej czuły punkt przez chwilę. - I tego... - Liam przeniósł się na moje usta i całował je gorąco i bez zapamiętania. Oczywiście, odwzajemniłam pocałunek, czepiając się go jak małpką, gdy podniósł się do pozycji siedzącej. - Tak, Patt. Bardzo Cię kocham... Kocham całą Ciebie... - te słowa spotęgowały bicie mojego serca i temperaturę w moim ciele. - A ty kochasz mnie tak bardzo, jak ja Ciebie?
- Nawet nie wiesz jak... - mruknęłam w jego usta, po chwili obdarowując je słodkim i mokrym pocałunkiem. 
- Pamiętasz więc, że dzisiaj zabieram Cię na randkę marzeń? 
- A może zostaniemy w domu i uczcimy moją wygraną tylko we dwoje... Sami... 
- W salonie Duke'a? Nie ma sprawy, marzę o tym - zaśmialiśmy się głośno.
- Kiedy mu powiemy o wszystkim? 
- To znaczy? 
- Jeśli Duke dowie się o tym, że rozdziewiczyłeś mnie jeszcze przed tym jak byliśmy razem, to oboje wiemy, że Cię znokautuje.
- Dobrze, że mam mocną szczękę - Liam parsknął śmiechem. - Ale chyba jak na razie sprawuję się w roli chłopaka? 
- Tak, tak. Jesteś wspaniały - uśmiechnęłam się szeroko i musnęłam jego wargi. 
- Kocham Cię, Patt, wiesz o tym? 
- Ja też Cię kocham, Liam...
- Nie... Czy ty wiesz, jak bardzo Cię kocham? - spojrzał głęboko w moje oczy. 
- Może... Mi pokażesz? - przygryzając dolną wargę, przejechałam palcami prawej dłoni po jego umięśnionym brzuchu. Liam uśmiechnął się groźnie i powalił mnie na łóżko. 

***

- Szybciej! Szybciej, Patt! - krzyknął na mnie trener, gdy nie nadążałam z bieganiem na bieżni. Spróbowałam nadrobić stracone kilometry, ale na marne. Zmęczona zeszłam z urządzenia i spróbowałam opanować kolkę, której się nabawiłam. Bogdanov patrzył na mnie lekko zwiedziony. Spojrzałam na niego zmęczonym wzrokiem.
- Zaraz spróbuję jeszcze raz, trenerze - wysapałam z trudem, czując ukłucia w żebrach. 
- Ty się do tego zmuszasz, Patricia. Nie może tak być! Powinnaś to robić z przyjemnością, dla samej siebie, a nie dla mnie czy Duke’a! Rusz głową dziewczyno!
- A czy ja tego nie robię?! – wybuchłam, podchodząc do niego wściekła. – Nie robię nic tylko od miesięcy haruję tutaj, aby Twoja kadra była wspaniała i idealna! Olałam szkołę dla tych treningów, mam zagrożenia, tego właśnie chciałeś?!
- Jeszcze wiele musisz się nauczyć, Patricia. Nie zachowujesz się dojrzale.
- Ja nie dojrzale? Zaraz mogę zachować się nie dojrzale i komuś porządnie przyłożyć – warknęłam, zdejmując rękawice i rzuciłam je mu, które zwinnie złapał. – Mam dość!
- Patt, co ty robisz? – zapytał mnie zszokowany Duke, zatrzymując mnie przed wyjściem z sali.
- Potrzebuję chwili wytchnienia, Duke! Nie jestem cholerną maszyną do trenowania! Chcę odpoczynku i normalnego życia nastolatki!
- Nie możesz teraz… Za kilka dni są nasze walki, konferencja jest już w tą sobotę… Nie możesz się poddać, gdy już zaszłaś tak daleko.
- Daj mi chociaż jeden dzień spokoju… Bo powoli odechciewa mi się tego całego przedstawienia, wiesz?
- Ale patrz co osiągnęłaś! Nie zauważyłaś tego? Wygrałaś z Friday, jesteś mistrzynią Colorado. To zasługa Twojej ciężkiej pracy, Patt!
- Nie rozumiesz, że jestem zmęczona? Nie mogę cały czas spać po trzy, dwie godziny dziennie, Duke! Ja już nie wytrzymuję tego!
- Nie przesadzaj, Patt! Robimy dla Ciebie z Bogdanovem wszystko, aby Ci było tutaj jak najlepiej!
- Kłamiesz, Duke, a nawet tego nie widzisz! Mam serdeczny dość tego miejsca, tych przeklętych diet i treningów, a zwłaszcza Ciebie! – zauważyłam na jego twarzy szok. Nie zważając na okoliczności i moc moich słów, opuściłam salę buzując w nerwach.

***
Nie wiem którą już godzinę spędziłam w pobliskim parku w Denver, ale powoli zaczynało się ściemniać, a ludność szła do swoich domów. Ja nadal siedziałam na ławce z torbą treningową, zwinięta w kłębek i spróbowałam nie wyglądać na osobę, która uciekła z domu, bo takie pytania już padały, odkąd pojawiłam się w parku od razu po treningu. Musiałam urazić Duke’a po tym, co mu powiedziałam i to był poniekąd powód, dla którego nie chciałam się na razie z nim widzieć. Było mi wstyd po tym, co mu powiedziałam… Nie przemyślałam tego, jak mógł to odebrać… Po raz kolejny nie użyłam swojego durnego mózgu.

Kurwa, no…

- Patt? – usłyszałam za sobą znajomy głos. Nawet nie musiałam zgadywać kim ta osoba była.
- Co ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś? – spytałam Duke’a, nawet nie odważając się zerknąć w jego stronę. Poczułam, jak mój brat zajął miejsce obok mnie na ławce i patrzy w moją stronę.
- Często tu jesteś. Więc, stwierdziłem, że i tym razem tu będziesz.
- Brawo, zgadłeś – odparłam smutnym tonem, patrząc na swoje splecione dłonie.
- Patt…
- Duke, ja Cię przepraszam za to co wszystko powiedziałam… To były emocje i…
- Miałaś rację – przerwał mi w połowie zdania.
- Co? – spojrzałam na niego zdziwiona. – Co ty pieprzysz, Duke?
- Masz prawo mnie mieć serdeczny dość, wiem o tym. Tyle dni ze mną w jednym pomieszczeniu każdego mogłoby wkurzyć, uwierz mi – Duke parsknął śmiechem, a ja nie mogąc się powstrzymać, również się lekko uśmiechnęłam. – To ja powinienem Cię przeprosić, za to, jak Cię traktowałem. Bo na pewno nie patrzyłem na Ciebie jak na ukochaną siostrę w ciągu tych kilku miesięcy, czyż nie?
- Nie bardzo – przyznałam szczerze.
- No właśnie. Więc, mnie nie przepraszaj, idiotko, bo to moja wina.
- Idiotko… Hmm, robi się ciekawie – zaśmiałam się cicho, lecz potem na powrót spoważniałam. – Ale i tak Cię przepraszam, bo poniekąd to ja wybuchłam przez Bogdanova na treningu.
- Ho ho, to już mnie nie przepraszaj tylko Bogdanova, a on trudno wybacza, skurczybyk jeden – ponownie się zaśmialiśmy i ucichliśmy. – Chodź tu do mnie, siostrzyczko… - Duke przyciągnął mnie do siebie i mocno po bratersku przytulił. Wtuliłam się w jego ciepłą bluzę i zamknęłam na chwilę oczy, wdychając jego całkiem przyzwoity zapach wody kolońskiej. – Kocham Cię, wiesz, osiołku?
- Ja też Cię kocham, mój ulubiony bokserze – mruknęłam z uśmiechem.
- A nim przypadkiem nie jest Liam? – Duke odciągną mnie od siebie i spojrzał na mnie rozbawiony.
- Oj zamknij się! – trzepnęłam go w ramię. – Chcesz mieć limo na konferencji prasowej?
- Może choć trochę wtedy nastraszymy Peterenko – powiedział.

***

- Co Cię skłoniło do walki z Dimitrijem Peterenko, Dragon? - zapytała dziennikarka mojego brata na rozpoczęcie konferencji prasowej, gdy tylko zajęłam wraz z Liam'em i Dukem miejsce przy ogromnym stole, z przyczepionymi mikrofonami. Na samym środku zasiadł Duke i ten Dimitrij, a obok niego Ludmila i jakiś facet w wieku Liam'a. Ludmila co chwilę patrzyła na mnie jak rozjuszony byk.
A niech sobie patrzy, tylko tyle jej póki co zostało.
- Chęć pokonania Dimitrija tradycyjnym, amerykańskim boksem – odpowiedział mój brat nadzwyczajnie poważnie.
- Kiedy odbędzie się wasze starcie?
- W Staples Center w Los Angeles, trzydziestego pierwszego grudnia.
- Czemu akurat w Sylwestra? - spytał ktoś inny.
- Taką datę nam zaproponowano.
- Patricia, pojawisz się na walce? - usłyszałam pytanie.
- Tak, nigdy nie opuszczam brata w tak ważnym momencie. Nawet rosyjski terminator mi w tym nie przeszkodzi.
- Jakie masz rady dla swojego brata?
- Żeby przed walką postawił sobie drabinę obok tego Rosjanina, bo jest na serio olbrzymi - Liam, ja, Duke i niektórzy dziennikarze zaśmiali się z mojego kawału, a ja na swoim ciele poczułam mrożące krew w żyłach spojrzenie dziewczyny Dimitrija, której na pewno nie było do śmiechu.
- Jakie widzisz szanse Dragona w tym starciu?
- Bardzo duże. Duke to najlepszy zawodnik w Europie, w krótce i mistrz świata. Zwycięstwo z Peterenko to będzie czysta przyjemność...
- Chwila, chwila... - przerwała mi na nagle Ludmila. - Nie dlatego mój chłopak jest nazywany rosyjską inwazją. Przyjechaliśmy to po zwycięstwo, a nie po porażkę. Dimitrij to człowiek, który zniszczy wszystko. Wy i ten wasz niby mistrz możecie się wycofać od razu. Dimitrij nie od tak ma tytuł mistrza świata wśród amatorów w związku radzieckim.
- Właśnie, amatorów - Popatrzyłam na nią z pogardą. - Może bez trudu wybijał renifery na tej waszej Syberii, ale to jest Ameryka. Tutaj boks jest na najwyższym poziomie i oczekuje się tu profesjonalnej walki, a nie szkolnej potyczki dwóch łobuzów - Kończąc to zdanie przeniosłam wzrok na dziennikarzy. - Nie pozwolę robić z mojego brata głupca wśród rosyjskich mediów. Dragon to człowiek, który nie przegrał ani jednej walki. Dimitrij jest może i trochę starszy, ale on bawi się na ringu jak pięcioletnie dziecko w piaskownicy.
- Kto tu kogo uważa za głupców? To nas ośmieszają w mediach i my uchodzimy za rosyjskich błaznów. Dimitrij jest... Człowiekiem przyszłości, jest trenowany przez najlepszych trenerów i po przeprowadzeniu dokładnych badań stwierdzono, że co Dimitrij napotka, zniszczy w drobny mak.
- To miała być groźba? - odezwał się Liam, zaciskając swoje dłonie w pięści. Widać było, że jest na krawędzi wytrzymałości. - Dragon jest niezwyciężony i utrzyma ten tytuł. Nie pokona go jakiś tam byle jaki Rosjanin na sterydach. To zwykła ciota i tyle.
- Zostawię to bez komentarza - Prychnęła Ludmila i coś szepnęła na ucho dla Dimitrija, po czym zmierzył mnie i Liam'a spojrzeniem.
- A ty Dimitrij? Co sądzisz o walce z Dragonem? - zapytał rywala Duke'a jakiś reporter z głębi sali.
- Dragon jest szanowanym bokserem w naszym kraju. Walka z nim to będzie piękne zwycięstwo.
- Zwycięstwo? Wierzysz w to? - Duke się zaśmiał i spojrzał na Liam'a. - Słyszałeś to, Bro?
- To zniewaga dla naszego kraju, by oceniać nas tak pochopnie - odparł poważnie Dimitrij, patrząc prosto na dziennikarzy. - My Rosjanie, mamy wiele osiągnięć, a kolejny sukces będzie dla nas jeszcze bardziej korzystny.
- To jest przecież absurd! - Wyrzuciłam ręce w powietrze, pokazać swoje desperację. - Ty wiesz z kim w ogóle będziesz walczył? Jeśli wierzysz, że zwyciężysz, to jedynie możesz o tym po śnić. Duke wybije z Twojej głowy marzenie o zwycięstwie, uwierz mi.
- A co ty możesz wiedzieć o boksie? - Dimitrij spojrzał na mnie lekceważąco.
- Sama go trenuje od wielu lat i wiem co to za sport. Myślicie, że Rosja nas pokona w naszym narodowym sporcie? A możecie mnie pocałować w dupę! - Poderwałam się do góry, powodując sensację i nagły przypływ fleszy w moją stronę. U mnie konferencje zawsze się tak kończyły, a nie inaczej. To byłby cud, gdybym chociaż raz nie wyszła z niej cała w nerwach. Teraz tym bardziej Duke musiał wygrać, i to bez dyskusji.










*****************************
Więc oto prawie finałowy rozdział Dark Angel :D Owszem, zostało jeszcze kilka rozdziałów do finału finałów, ale brakuje już bardzo nie wiele :D 

A teraz małe ogłoszenie!

Ludzie, nie wiem co się dzieje z waszymi komentarzami zarówno tutaj, jak i na One Direction - Fanfiction... Proszę was, komentujcie bo to dla mnie i moich autorek wiele znaczy i wasze komentarze bez tego się nie obejdą. Zauważyłam, że odkąd zakończyłam Angry, nie rozpieszczacie mnie zbytnio swoimi komami :) Każde opowiadanie się kiedyś kończy, a nowe zaczyna. Od teraz jeśli nie będzie limitów komentarzy, nie wstawiamy rozdziałów :D Amen. Mam nadzieję, że ta notka do was dotrze i mnie rozumiecie :)


20 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!!! :* <3 Wiem, że potraficie <3


Komentujcie <3

Mrs.Payne








niedziela, 1 czerwca 2014

16. " Walka "

~ Liam’s POV ~

Obserwowałem Patt, gdy w ostatnich minutach przygotowywała się do swojej pierwszej, popisowej walki. Denerwowałem się razem z nią, lecz wiedziałem, że stres trzyma się w niej i to było jej najgorszym wrogiem.

Stres.

Zdenerwowanie.

To był najgorszy przeciwnik każdego boksera. Paraliżuje nas w niektórych chwilach i włada on nami, dopóki z nim nie wygramy, a wraz nią walki.

- Patt… - podszedłem do dziewczyny, po drodze biorąc z krzesła okrycie dla niej we wzorze amerykańskiej flagi. – Jesteś gotowa?
- Tak… Jestem gotowa – odparła, nadstawiając ramiona i założyłem na nią nakrycie.
- Wszystko dobrze? – zapytałem ją.
- Tak, wszystko w porządku – mruknęła z wymuszonym uśmiechem. Nie postanowiłem tego dalej drążyć, bo tylko pogorszyłbym jeszcze stan Patt, w którym obecnie się znajdowała. A tego nie chciałem. W zamian objąłem ją delikatnie i pocałowałem jej malinowe usta. – Ten pocałunek był moim odzwierciedleniem powodzenia… Ten… - ponownie musnąłem jej wargi swoimi. – Jest, abyś dała z siebie wszystko… A ten… - pocałowałem ją ostatni raz i zdecydowanie najbardziej namiętniej. – Zapowiadający to, co się wydarzy wieczorem…
- Brzmi kusząco – rzekła Patt, uśmiechając się do mnie szelmowsko i odwzajemniłem jej tym samym. – Pomożesz mi założyć rękawice? – pokiwałem głową i chwyciłem jej rękawice, po sekundzie zakładając je na jej ręce, mocno zaciskając rzepy na jej nadgarstkach.
- Gotowe.
- Dzięki – uśmiechnęła się smutno.
- Idziemy, co? Czas na nas – powiedziałem, obejmując ją ramieniem i wyszliśmy z naszego pokoju socjalnego, znajdując się po chwili na korytarzu, gdzie czekali na nas Zayn, Duke i Harry. Reszta chłopaków siedziała na widowni, gdyż nie chcieli bardziej stresować Patt.
- Szybciej się nie dało? – zapytał nas Duke, niezbyt miłym tonem.
- Spokojnie, Duke. Przecież jesteśmy – odparłem wesoło.
- Czekają na nas, a wy się… ugh – warknął Dragon, patrząc na Patt. – Wszystko dobrze z Tobą? Rozciągnięta?
- Tak – mruknęła Patt.
- Stawy też?
- Tak, Duke – westchnęła dziewczyna rozdrażniona.
- Masz wygrać, Patt.. Pamiętasz co Ci mówiłem na temat Friday? Nie spuszczaj jej z oka nawet a sekundę. Nawet nie zauważysz, a będzie leżała na macie. Musisz też pamiętać o rozkładaniu siły w poszczególnych rundach…
 - Duke, ja wszystko wiem, nie musisz mi tego po raz setny powtarzać…

– Ale i kolejny raz nie zaszkodzi – burknął Duke, powoli tracąc cierpliwość. Nie lubiłem takiego Duke’a. Jego alter ego było nie do zniesienia. Był wtedy nieznośny, niemiły, nie miał szacunku nawet do własnej siostry. Ja osobiście je miałem i nigdy ich tak nie traktowałem. - Chodźmy, zaraz nas zapowiedzą – i w ciszy wolnym krokiem ruszyliśmy ku głównej hali, gdzie miała odbyć się walka. Widownia była całkiem spora, siedziało na niej około kilka tysięcy ludzi. Czułem jak na ich widok Pat się spina i staje się bardziej ciepła.
- Spokojnie – szepnąłem do niej, lecz nie wiedziałem, czy mnie usłyszała, bo wokół panował nas głośny gwar ludzkich krzyków.
- I oto ona! Patricia Cooper, nowicjuszka, siostra mistrza Europy w boksie, w wadze ciężkiej Duke’a Dragona Cooper’a. Widać po jej minie, że do walki jest nastawiona wojowniczo. Na konferencji prasowej pokazała swoją bestię, która w niej siedzi. Wszyscy mamy nadzieję, że zobaczymy w niej to samo na ringu, gdy będzie walczyło o mistrzostwo stanu Colorado – zapowiedział ją komentator, który czasami wręcz działał mi na nerwy. Wiedziałem, że Patt też to denerwowało, ale ukrywała to i próbowała się skupić na czymś przed sobą… A raczej na kimś. Na ringu czekała na nią już Friday, rozgrzewając się i piorunując wzrokiem moją dziewczynę. Friday… była masywna i niezdarna. W ogóle nie wiedziałem, na jakiej podstawie była ona mistrzynią Colorado. Miałem nadzieję, że Patt da jej popalić i pokaże, że Cooperowie nie tylko są mocni w gębie.

Kilka minut później w końcu wkroczyliśmy na ring, zajmując niebieski narożnik, który należał do nas. Pomogłem zdjąć Patt jej szlafrok i dałem go Zaynowi.
- Panie i Panowie, w żółtym narożniku stoi ważąca siedemdziesięciokilogramowa, dwukrotna mistrzyni Colorado, dziewiętnastoletnia dziewczyna o pięściach ze stali i o charakterze jaki mało kto ma. Violetta Friday! – przy jej przedstawianiu, towarzyszyły głośne buczenia i gwizdania. Próbowałem się nie zaśmiać ironicznie przez ten cały obrazek, lecz mi się nie udało i na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech. I dobrze suce było. Zasłużyła na takie traktowanie. – Naszą drugą zawodniczką starającą się o tytuł jest siedemnastoletnia siostra mistrza, uwielbianego przez publiczność. Siostra Dragona waży zaledwie sześćdziesiąt kilo, lecz nie zwiedzcie się jej pięknej twarzy.  Jej siła uderzenia wynosi pięćset funtów na metr kwadratowy! Droga widownia, przed wami Patricia Cooper! – Patricia dumnie wyszła na przód, lecz nadal jej mina pozostawała tęga i poważna. Ludzie na widok Patt zaczęli wrzeszczeć jej imię i głośno klaszcząc. Na jej miejscu podniosłoby mnie to na duchu. – Teraz sędzia tej walki, Perrie Taylor omówi naszym zawodniczkom zasady, jakie będą panować na ringu.

Kilka sekund później na ring wszedł Taylor, którego doskonale znałem i przywitałem się z nim nawet dość mocnym uściskiem dłoni, gdy Patt i Violetta stanęły twarzą w twarz. Violetta sporo różniła się od Patt… Violetta nie przypominała typowo amerykańskiej dziewczyny… 

Bardziej podobna była do tych napakowanymi sterydami Rosjanek…

- Zasady są takie, moje Panie : Żadnych uderzeń poniżej pasa, przekleństw. Gdy zacznę odliczać po nokaucie, żadna z was nie ma prawa podchodzić do osoby leżącej. Jasne? – obie pokiwało twierdząco głowami. – Doskonale. Stuknijcie się rękawicami i wróćcie do swoich narożników – Patt i Violetta to zrobiły z dużą siłą i odeszły we swoje strony.
- Powodzenia, skarbie – powiedziałem do niej, podając jej szczękę, którą niezdarnie włożyła sobie do ust.
- Nie dzięki – wybełkotała i odwróciła się do nas plecami, po czym my zeszliśmy z ringu i zabrzmiał gong, a Patt i Violetta ruszyły ku sobie jak rozjuszone byki widząc kolor czerwony.
Pierwsze sekundy były dla mnie katorgą, bo Patt była przestraszona i ciągle obrywała od Friday.
- Garda, Patt! Trzymaj gardę! – wrzasnął Duke na całe gardło, waląc w matę. – Garda, do cholery!
Patt też tak zrobiła i uniknęła kolejnego ciosu Friday. Wtedy coś… po prostu napadło Patt i rzuciła się na Friday i zaczęła ją okładać pięściami jak szalona po korpusie i twarzy, tak jak ja ją z Dukiem uczyliśmy. Widownia szalała, a Duke razem z nimi, który co chwilę mną potrząsał pod wpływem emocji.
- Tak trzymaj, Patt! Wal w korpus! – krzyknął ponownie, zbijając Patt z pantałyku i przez to oberwała klasycznego sierpowego w podbródek. Syknąłem pod nosem, nadal bacznie obserwując obie dziewczyny.
W pewnym momencie Patt padła raptownie na matę, a z jej brwi ciekła krew.
- Wstawaj! – tym razem ja się odezwałem, uderzając w matę. Patricia spojrzała na mnie, a jej mina świadczyła o jednym : mega wielkim wkurwie. Patt poderwała się z ziemi i po zgodzie sędziego, wymierzyła jej jednego, pięknego prostego w nos z całej siły. Violetta zaskoczona lekko się zatoczyło, co Patt również wykorzystała i gdy chciała wykonać, rozbrzmiał gong, zakańczający pierwszą rundę. Patt odeszła od niej i chwiejnie podeszła do nas, siadając na krzesełku, które dla niej nadstawiliśmy i Duke wyjął jej szczękę z ust.
- Bardzo dobrze Ci idzie! Złamałaś ją, teraz będzie się Ciebie bała! – motywował ją Duke, szybko i zwinnie opatrując jej ranę i zatamował krwawienie z łuku brwiowego. – Wygrałaś tą rundę!
- Oberwałam, Duke. Widzę Friday potrójnie – odparła zdyszana Patt, patrząc pół przytomnie to na mnie, to na Duke’a.
- Wal w środkową – powiedziałem pewnie, całując jej zranione miejsce. – Wygrasz i masz się tego trzymać. Ona po jeszcze takim jednym ciosie padnie.
- Myślisz, że dam radę? – spytała mnie ochryple.
- Ja to wiem – uśmiechnąłem się szeroko i usłyszałem gong. – Leć jej dokopać, skarbie – ponagliłem ją, pomogłem włożyć szczękę z powrotem do ust i my zeszliśmy z ringu, po czym Patt i Violetta ponownie na siebie ruszyły.

Tym razem poszło im o wiele szybciej, lecz rundy były wyrównane. Widziałem, jak Patt męczyła się z Violettą, a ona się nią po prostu bawiła i czekała na odpowiedni moment, by ją ostatecznie zaatakować. Ale Patricia również to zauważała i z każdej rundy na rundę powalała Violettę na matę co raz częściej. Nie mogłem się doczekać tego niepowtarzalnego nokautu, na który skrycie w duchu liczyłem.
W końcu nastała ostatnia runda, która miała o wszystkim zaważyć. Obie dziewczyny ledwo stały na nogach i miały lekko opuchnięte twarze po walce. Żadna z nich nie miała już siły podnosić rąk do gardy, ani robić uników, ale wiedziałem, że Patt to wykorzysta. Zbyt dobrze ją znałem, aby powiedzieć, że w takim momencie się podda. Ona do takich nie należała.

Pierwsze pół minuty rundy należało do Patt, gdyż ta ruszyła na nią z nagłym atakiem siły. Potem przez chwilę wygrywała Friday, którą naszła również niespodziewana werwa i chęć wygrania walki.
- Nokautuj ją! Masz ją jak na tacy! – krzyknął Duke zdenerwowany. – Wal!
I tak też Patt zrobiła, dzięki czemu Friday otumaniona siłą ciosu Patt padła na matę, a widownia ryknęła ze szczęścia. Patt oparła się o gumowe barierki ringu, obserwując sędziego, który odliczał czas na wstanie Violeccie, lecz ona… leżała i ledwo mówiła. I wszystko stało się jasne.

Patt wygrała.

Uświadomiłem to sobie, gdy Duke cały uradowany wbiegł na sam środek ringu i porwał swoją siostrę w ramiona. Nim zbiegli się reporterzy i Ci różni z tej branży, stanąłem obok Patt, również ją do siebie przytulając i podnosząc delikatnie do góry.
- Mówiłem Ci, że się uda – szepnąłem jej do ucha szczęśliwy. Patt pozbyła się swoich rękawic i wyjęła szczękę z ust.
- Nam się udało – powiedziała ze zmęczonym uśmiechem i czule mnie pocałowała. Wtedy coś mnie naszło i wreszcie to powiedziałem, na co zbierałem się od wielu tygodni.
- Kocham Cię, Patt – odparłem, patrząc głęboko w jej oczy. Zamajaczyła się w nich radość.
- Naprawdę? – zapytała z niedowierzaniem.
- Tak. Kocham Cię Patricio Cooper.
- Ja Ciebie też, Payne – uśmiechnęła się ponownie i nie zwracając uwagi na nikogo, ponownie się pocałowaliśmy, dopóki nie przerwał nam Perrie Taylor.
- Więc, oto oficjalnie, nową mistrzynią stanu Colorado zostaje Patricia Cooper! – oznajmił Taylor, a widownia zaczęła krzyczeć imię mojej dziewczyny. Patt była z siebie bardzo dumna.


Zresztą, ja z niej też.






*********************************\

Oto nowy rozdział, który pewnie był przez was długooo wyczekiwany :D Przepraszam za moją nieobecność, ale przez chwilę miałam brak weny i to dlatego :)



20 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne






czwartek, 8 maja 2014

15. " Konferencja "

Dni mijały za dniami. Szkoła, treningi, szkoła, treningi i tak w kółko. Walka moja i Duke'a zbliżała się nie ubłagalnie, a ja czułam w sobie narastający strach przed nieznanym. Nigdy wcześniej z nikim nie walczyłam... No chyba, że liczymy tutaj przepychanki między mną, a Dukiem jak byliśmy dziećmi, ale to za pewne nie było to.

Więc, co wymyślił Bogdanov? 

Walkę z Violettą Friday, mistrzynią Colorado. Czy on przypadkiem nie oszalał? Myślał, że sobie poradzę? Bo ja nie wierzyłam jeszcze w swoje umiejętności.

- Skup się, Patricia! Obserwuj te łapki! To jest Twój przeciwnik, nie przyjaciel! - wydarł się na mnie Bogdanov, gdy po raz kolejny dostałam łapkami od mojego sparing trenera w głowę. Na ławeczkach kilka metrów dalej siedzieli chłopacy, Tiffany oraz Ginger i Vanessa. Te dwie ostatnie chciały zobaczyć jak wyglądał profesjonalny trening, a póki co ciągle obrywałam.
- Nie mam już siły, Bogdanov - stęknęłam, z trudem podnosząc ręce do gardy. 
- Na ringu musisz być wytrwała i silna ciągle, Patricia! Nie będziesz miała chwili wytchnienia!
- Bogdanov...
- Mam poprosić tutaj Duke'a? Nie będzie się z Tobą cackał, jak ja z Tobą. Więc jak? 

- No dobra... - oblałam się swoją wodą z butelki, na co od razu się orzeźwiłam i wszystko do mnie docierało, w końcu i wróciłam do treningu.

***

- Kiedy poznam tą Friday? - zapytałam Bogdanova, wycierając się ręcznikiem, a wzdłuż ramiona czułam przeraźliwe zakwasy.
- W sobotę masz z nią mini konferencję prasową, bo to w końcu jest walka o mistrzostwo Denver - odparł, po czym dodał. - A walka jest w niedzielę.
- Pamiętam, ciągle mi trujesz tym dupę - westchnęłam, a Bogdanov nie skomentował tego. Wiedział, że mam niewyparzony język i nawet nie próbował nic w tym kierunku zrobić. Za pewne nawet nie dałby rady. - A potem zrobię sobie tydzień wolnego, nie ma bata.
- Wtedy to będzie prawdziwa harówa, Patricia. Walka z Peterenko nie będzie należała do najłatwiejszych.
- Wyluzuj Bogdanov, chcę się trochę wyluzować. 
- Żadnych imprez - powiedział surowo.
- A ty kim jesteś? Moim ojcem? Będę robiła co chciała, a poza tym, mam Duke'a. On wie, kiedy mam przestać.
- Powiedziałem coś, Patricia. Słuchaj się, mnie jestem Twoim trenerem. Poza tym, nie wiesz z kim tak na prawdę walczysz, dziewczyno.
- To z kim? Z damską wersją terminatora? Jakoś mnie to nie przeraża za specjalnie.
- Ludmila Peterenko jest mistrzynią świata w boksie, Patricia - odezwał się za mną nowy głos, głos Duke'a. Odwróciłam się twarzą do niego i skanowałam każdą jego reakcję. - Pokonywała najlepsze, ze źródeł wiem, że od dawna się na Ciebie szykowała. Za tą walką tak na prawdę stoi Dimitrij, nie ja czy Bogdanov. Myślą, że tylko jesteś mocna w gębie...
- A tak nie jest? - zapytałam go z krzywym uśmiechem, który odwzajemnił.
- Nie - zaśmiał się gardłowo. - Gdy czegoś bardzo chcesz, to potrafisz udowodnić mi i o sobie, że to potrafisz, ale zazwyczaj masz lenia w dupie, wiesz o tym.
- Wiem - zgodziłam się z nim bez wahania.
- No widzisz. Więc, obiecaj mi jedno dobrze?
- Zawsze, braciszku - odparłam, wywracając oczami.
- Daj z siebie wszystko. Nie zawiedź mnie, Bogdanova, a przede wszystkim samej siebie. Inaczej... Zapominasz o imprezach.
- Ej! - stęknęłam.

***

Sobota, pierwszy grudnia. Jeden z gorszych dni, jakie kiedykolwiek miałam.

Konferencja prasowa... Kto wymyślił to chujostwo? Chcą tylko podnieść mi ciśnienie? Doprowadzić do białej gorączki? Tak, to była prawda.

- Jesteś już gotowa? - do mojej garderoby wszedł Liam, ubrany w elegancki ciemnoniebieski garnitur.
- Wow, Panie Payne, prezentuje się Pan dzisiaj wyjątkowo seksownie - odparłam, podchodząc do niego i objęłam jego tułów rękoma.
- Wyjątkowo? A nie codziennie? Żyłem w kłamstwie cały czas - wywrócił teatralnie oczami i złożył na moich ustach czuły pocałunek. - Zdenerwowana jesteś? 
- Nie - pokręciłam głową. - Czym?
- Wyglądasz na spiętą. Na pewno wszystko jest dobrze? 
- Tak. Możemy już iść? 
- Tak, lecz najpierw... - Liam pochylił się nade mną i złączył nasze wargi w namiętnym całusie. Uśmiechnęłam się lekko i odwzajemniłam pieszczotę, lecz na krótko, bo raptownie dołączył do nas Duke'a.
- Kurwa no, musicie to tutaj robić? - zapytał nas, wywracając oczami. - Czekają już na nas. Ruszcie te swoje zakochane dupska i miejmy to za sobą.

***

- Patricia, jutro będziesz miała za sobą swoją walkę w karierze, jak się z tym czujesz? - zapytał mnie jeden z dziennikarzy po raz kolejny podczas konferencji. Po zobaczeniu mojej rywalki, szczerze się zdziwiłam. Myślałam, że jest ona... potężną, opaloną dziewczyną o mięśniach jak Hulk, a była ona biało skóra blondynka o długich, różowych tipsach i dziwkowatym zachowaniu. 

Pozory jednak mylą.

- Czuję się podekscytowana. To będzie mój taki jakby debiut i chcę wypaść jak najlepiej  - odparłam, uśmiechając się sztucznie i kątem oka obserwowałam tą Friday. Blondynka ślepo patrzyła się w swoje paznokcie i coś gadała pod nosem. 


Suka.

- Miałaś jakiś określony plan treningu? Ile godzin? 
- W każdej wolnej chwili - odpowiedziałam.
- A co sądzisz o Violetcie? - tutaj dziewczyna spojrzała na mnie. Chyba czekała na to pytanie. 
- Szczerze? Nie boję się jej, ani walki z nią. Co mi taka blondynka jak ona może zrobić? Jedynie cmoknąć mnie w gdzieś  - powiedziałam opryskliwie, posyłając chłodne spojrzenia Friday. Gdyby nie to, że pomiędzy mną siedział Liam i Duke, po jej blond włoskach nie byłoby nawet śladu.
- Hola, hola koleżanko! - odezwała się w końcu Violetta, wyraźnie podenerwowana. - Nie od tak mistrzostwo tego stanu, tak? 
- Jutro już je stracisz - warknęłam przez zaciśnięte zęby do mini mikrofonu przede mną.
- Nie bądź tego taka pewna, Cooper. Jeszcze się przekonamy...
- Że wygram? Ja to już wiem od dawna, kochana - prychnęłam. Poczułam na sobie ostrzegawcze spojrzenie Duke'a, które mówiło mi bym natychmiast się zamknęła. 
Co on ode mnie chciał? Przecież jeszcze nie przeklinałam? 
- Violetta, jak oceniasz swoją rywalkę? - zapytał dziennikarz, nim zdołałam coś od siebie dodać.
- Nie jest dla mnie zagrożeniem - fuknęła, patrząc na mnie z góry. - Jestem doświadczoną pięściarką, a ona to dopiero amatorka, która zaczęła boksować.
- Przepraszam, ale boksuję dobre kilka lat i znam się na tym sporcie, Friday - zgromiłam ją chłodnym spojrzeniem. - Poza tym, trenują mnie najlepsi trenerzy, wątpię w Twoją szybką wygraną. Będę walczyła i przegrasz to.
- Patricia - syknął do mnie Duke, kopiąc mnie nogą pod stołem.
- Nie mogę tego dalej słuchać tych bredni - Violetta poderwała się z krzesła do góry, stając nade mną. Wstałam chwilę później i obserwowałam ją z góry, bo była ode mnie dziesięć centymetrów niższa. - Pokonam Cię i oznajmiam to przy wszystkich. Nie będę stosowała taryfy ulgowej, jak to robię zazwyczaj. Zbiję Cię na kwaśne jabłko i własna matka Cię nie pozna.
- Bardzo się boję - zaśmiałam się złośliwie. 
- Nie będę z Tobą tak rozmawiała, mam nadzieję, że wkrótce moje pięści wylądują na tej Twojej bez szczelnej twarzyczce - i odeszła ze swoją świtą. 
- Jak mi poszło? - zapytałam Liam'a, biorąc go za rękę i uciekając przed wścibskimi paparazzich. Duke został z nimi na chwilę, za pewne odpowiadając na pytania dotyczące walki z Peterenko. 
- Zazwyczaj nie preferuję takich zachowań - odparł rozbawiony.
- Ale oprócz tego?
- Było perfekcyjnie.

***

- O boże... - sapnęłam, padając na lekko spocone ciało Liam'a i pocałowałam go mocno, po odbytym stosunku. Nie wiedziałam, że seks mógł sprawiać taką przyjemność. Wszystko było takie inne... Bardziej niezwykłe i gorące, niż podczas mojego pierwszego razu.
- To było... coś - mruknął Liam w moje usta i oplótł mnie ramionami w tali. - Jesteś niesamowita.
- Nie mogę nie powiedzieć tego samego o Tobie - uśmiechnęliśmy się szeroko i styknęliśmy czołami.
- Mam nadzieję, że teraz Cię rozluźniłem przed jutrzejszą walką. Jesteś spięta? - pokręciłam głową, na co uśmiechnął się jeszcze szerzej. - No widzisz. Czynię cuda - zaśmiałam się lekko i wolną dłonią przeczesałam jego włosy od niechcenia i patrzyłam w jego oczy. - Jestem piękny, tak? To masz zamiar powiedzieć? 
- Chciałbyś - parsknęłam śmiechem i położyłam się obok niego, wtulając się w jego tułów jak łyżeczka. - A ja jestem piękna? 
- Chciałabyś - wywrócił teatralnie oczami, lecz potem pocałował mnie krótko. - Tak, jesteś piękna - wyszeptał w zagłębienie w mojej szyi. - I wierzę, że jutro wygrasz bez żadnych szwanków. 
- Wierzysz w to? 
- Ja to wiem, skarbie - Liam pogłaskał mnie po policzku. - Jesteś silna i wytrwała. Widzę Cię podczas treningów każdego dnia. Masz w sobie seksownego tygrysa - ponownie się zaśmiałam. - A po walce zabiorę Cię na najlepszą randkę ever. 

- Najlepsza randka ever? Mhm... Zapowiada się na prawdę ciekawie - z uśmieszkiem przybliżyłam swoją twarz do jego i musnęłam wargi chłopaka, który po chwili pogłębił pieszczotę i ponownie zabrał mnie w zajebisty świat.


*********************************
Witam witam po krótkiej przerwie nieobecności :) Jak się wam rozdział podobał? Jesteście ciekawi walki? :D Bo ja bardzo, a nawet jej jeszcze nie napisałam xD



20 komentarzy
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nowy rozdział!! :* <3

Komentujcie <3

Mrs.Payne